Główna Reguła 5 sekund. Masz wszystko, czego potrzebujesz, aby odmienić swoje życie

Reguła 5 sekund. Masz wszystko, czego potrzebujesz, aby odmienić swoje życie

0 / 0
Jak bardzo podobała Ci się ta książka?
Jaka jest jakość pobranego pliku?
Pobierz książkę, aby ocenić jej jakość
Jaka jest jakość pobranych plików?
Międzynarodowy bestseller! Przetłumaczony na 31 języków!

Reguła 5 sekund, czyli jak chwytać byka za rogi.

W trakcie lektury "Reguły 5 sekund" odkryjesz, że wystarczy tylko pięć sekund, aby:
* podjąć działanie mimo wątpliwości,
* przełamać nawyki odkładania spraw na później,
* pokonać strach i niepewność,
* przestać się martwić i poczuć się szczęśliwszym,
* odważnie przedstawiać swoje pomysły.
"Reguła 5 sekund" przedstawia proste i uniwersalne rozwiązanie zasadniczego problemu, który trapi nas wszystkich: nie podejmując działań, sami rzucamy sobie kłody pod nogi. Tajemnica nie tkwi w wiedzy, co zrobić, ale w tym, jak się do tego zabrać.

Mel Robbins tłumaczy potęgę chwili przełomu. Opisuje proste narzędzie, które pomoże ci stać się skuteczniejszym. Jej wystąpienie na TEDx obejrzało ponad 8 milionów ludzi, a menedżerowie takich marek jak Starbucks, Microsoft czy Marriott wykorzystują regułę 5 sekund do zwiększania produktywności i zaangażowania pracowników oraz usprawniania współpracy.
Rok:
2018
Wydawnictwo:
Galaktyka
Język:
polish
Plik:
7Z, 31,33 MB
Ściągnij (7z, 31,33 MB)

Możesz być zainteresowany Powered by Rec2Me

 

Najbardziej popularne frazy

 
0 comments
 

To post a review, please sign in or sign up
Możesz zostawić recenzję książki i podzielić się swoimi doświadczeniami. Inni czytelnicy będą zainteresowani Twoją opinią na temat przeczytanych książek. Niezależnie od tego, czy książka ci się podoba, czy nie, jeśli powiesz im szczerze i szczegółowo, ludzie będą mogli znaleźć dla siebie nowe książki, które ich zainteresują.
1

Mercy, die Straßenritze #1

Year:
2016
Language:
german
File:
EPUB, 309 KB
0 / 0
Robbins Mel - Regula 5 sekund.azw3


Robbins Mel - Regula 5 sekund.epub





   



   



   



  
    
      ODWAGA



      /rzeczownik/



       



      
        		Zdolność do robienia rzeczy trudnych albo budzących lęk.





        		Wychodzenie poza swoją strefę komfortu.





        		Przedstawianie pomysłów, wyrażanie opinii i zajmowanie stanowiska bez względu na okoliczności.





        		Postępowanie zgodne ze swoimi przekonaniami i wartościami.





        		A w niektóre dni... coś, co pozwala wstać z łóżka.




      


    


  



16

REALIZOWANIE PASJI



  JEST GŁOS, KTÓRY NIE UŻYWA SŁÓW, POSŁUCHAJ.

– RUMI



  Przez lata dostawałam wiele pytań o to, jak odnaleźć pasję i sens życia. Nigdy jednak nie poproszono mnie o pomoc w „zastanowieniu się nad czyjąś pasją”. To dlatego że poszukiwanie pasji jest procesem wymagającym działania, a reguła 5 sekund stanowi nieocenione narzędzie, gdy zaczynają się pojawiać jakieś perspektywy. Tym, co uniemożliwia ludziom znalezienie pasji, jest nieumiejętność przejścia od myśli do czynów. Gdy zaczniesz stosować regułę 5 sekund, by po 5... 4... 3... 2... 1... przełamać się do rozpoczęcia poszukiwań i chwytania nadarzających się okazji, zdziwisz się, dokąd cię to doprowadzi.



   



  




   



   



   



  Mów z głębi



  serca, nawet



  jeśli głos ci



  drży.



Powiedz, że jesteś podekscytowany



  Nie spodziewałam się, że moja „sztuczka” jest poparta poważnymi badaniami naukowymi. Nosi ona nazwę „reinterpretacji lęku” (ang. anxiety reappraisal). Przemianowanie lęków na podekscytowanie naprawdę działa. Jest to tyleż proste, co skuteczne. Profesor Alison Wood Brooks z Harwardzkiej Szkoły Biznesu przeprowadziła liczne badania, aby udowodnić, że ten sposób nie tylko łagodzi lęki, ale też pozwala osiągać lepsze wyniki w testach matematycznych, pomaga podczas wystąpień i tak dalej!



  Krótko mówiąc: ponieważ niepokój jest stanem podekscytowania, znacznie łatwiej jest przekonać mózg, że wszystkie te nerwowe odczucia są zwykłą ekscytacją, ; niż próbować się uspokajać. W rozmaitych eksperymentach (od śpiewania karaoke, przez występowanie przed kamerą, aż do rozwiązywania testów matematycznych) wykazano, że ludzie, którzy mówili sobie „jestem podekscytowany”, w każdym takim zadaniu wypadali lepiej niż uczestnicy, którzy mówili „jestem zdenerwowany”. Nazwanie stresu entuzjazmem jest skuteczne, o czym świadczy historia Suzi. Zastosowała ona regułę 5 sekund i liczyła 5... 4... 3... 2... 1..., aby nie pozwolić „temu uczuciu” w brzuchu powstrzymać się od działania.



  
    
      [image: ]
    


  



  Z powtarzaniem sobie „jestem podekscytowany” wiąże się pewien kruczek – tak naprawdę nie powoduje ono wyciszenia uczuć, które cię przepełniają. Po prostu daje umysłowi dopingujące wyjaśnienie. Dzięki temu stres się nie pogłębia. Nie tracisz kontroli nad sytuacją, a gdy zaczniesz działać, napięcie powoli będzie ustępować.



  
    
      [image: ]
    


  



  Kiedy następnym razem będziesz miał atak paniki podczas parzenia kawy, doświadczysz tremy przed wystąpieniem, zaczniesz dygotać ze strachu przed występem sportowym albo będziesz się martwił ważnym egzaminem lub rozmową o pracę, zastosuj regułę 5 sekund oraz wnioski płynące z najnowszych badań, aby pokonać niepokój.



  Gdy tylko poczujesz, że zaczyna ogarniać cię lęk, przejmij kontrolę nad umysłem, policz 5... 4... 3... 2... 1..., zacznij sobie powtarzać „jestem taki podekscytowany!” i przełam się do działania.



  Właśnie tak postąpił J. Greg – przeformułował uczucia, aby pokonać lęk.



  
    
      [image: ]
    


  



  Fizyczne działanie (przełamanie się) jest szalenie ważne i zaczyna się od liczenia. Podjęcie starań pozwala przejąć korze przedczołowej panowanie nad sytuacją i skupić się na jej pozytywnym wyjaśnieniu. Na początku stosowania opisywanej metody może się okazać, że będziesz musiał powtarzać ten zabieg 27 razy na godzinę. Kiedy nasz 11-letni syn za pierwszym razem użył tej sztuczki, by pokonać niepokój przed nocowaniem u przyjaciela, powtarzał „jestem podekscytowany, że zostanę na noc” przez całą 10-kilometrową drogę samochodem... Dzielne serduszko.



  Gdy wjechałam na podjazd Quinnów, zaparkowałam i spytałam syna: „Jak się czujesz?”, a on odparł: „Serce wciąż bije mi bardzo szybko i czuję dziwne łaskotanie w brzuchu, ale jestem podekscytowany, że zostanę na noc”. To było sześć miesięcy temu. Od tamtej pory przestał się bać nocowania u przyjaciół. Teraz naprawdę go to ekscytuje. I właśnie na tym polega potęga tego narzędzia: ono naprawdę działa.



  
Powiedz to



  Po prelekcji dla pracowników biura handlu nieruchomościami na Florydzie podszedł do mnie rosły mężczyzna o imieniu Don. Miał dobrze ponad 50 lat, brodę i sportową marynarkę założoną na letnią, bawełnianą koszulę. Chciał się ze mną podzielić czymś związanym z moją regułą 5 sekund.



  Don miał, jak powiedział, „własną wersję tej reguły, która odmieniła mu życie”. Otóż „kilka lat temu podjął decyzję, że nie przemilczy niczego ważnego”.



  A potem zrelacjonował historię o tym, jak instynktownie się przełamał i powiedział swojej córce coś, co całkowicie przeobraziło ich relację. Na przestrzeni lat jego córka Amber wraz z mężem troszczyli się o członków rodziny, którzy przechodzili trudne chwile. Oboje co weekend pracowali społecznie i byli na kilku wyjazdowych wolontariatach.



  Don powiedział, że ich podziwia. Podziwiał ich podejście do życia oraz przykład, jaki dają światu. Dodał, że jest bardzo dumny, iż Amber wyrosła na tak wspaniałą, młodą kobietę. Potem zaś wyjawił mi rzecz następującą: „Tuż przed tym, zanim to powiedziałem, bałem się. Pomyśl tylko. Bałem się coś powiedzieć, bo nie chciałem się rozkleić”.



  Wyznał, że po tej rozmowie jego relacje z córką uległy diametralnej zmianie. Są dziś bliżej, niż kiedykolwiek sądził, że będą, a to doświadczenie zainspirowało go do kierowania się w życiu następującą zasadą: Nie przemilczać niczego ważnego.



  Intymność wymaga odwagi. Możesz się bać, że wyrażając siebie, wzruszysz się albo kogoś poirytujesz, lecz efekty są iście magiczne. Tej magii doświadczyłam minionej jesieni, w trakcie zwykłej rozmowy z ojcem. Byłam w drodze na lotnisko tuż po prelekcji w Miami i odebrałam od taty następującą wiadomość: „Zadzwoń do mnie najszybciej, jak będziesz mogła”.



  „Dziwne” – pomyślałam i zadzwoniłam do domu. Odebrała moja mama.



  – Cześć, mamo. Właśnie dostałam wiadomość od taty z prośbą, żebym zadzwoniła. Wszystko w porządku?



  – Powinnaś z nim porozmawiać, poproszę go do telefonu...



  – Poczekaj, mamo! Co się stało? – wołałam, ale już mnie nie słuchała.



  Usłyszałam skrzypnięcie otwieranych drzwi kuchennych i mamę krzyczącą do ojca: „Bob! Mel dzwoni!”.



  Nie miałam pojęcia, co się stało. Od razu pomyślałam, że będą jakieś problemy. Siedziałam na tylnym siedzeniu taksówki, czując się jak dziesięciolatka, która wie, że czeka ją domowy szlaban. To niezwykłe, jak szybko umysł potrafi nam wmówić, że coś jest nie tak, prawda?



  Niepewność rozbudziła we mnie nawyk martwienia się i wpadłam w sidła pętli „a co, jeśli...?”. Myślałam – „Umarła babcia? Zrobiłam coś złego? Ojciec ma problemy finansowe? Nie, to musi chodzić o mnie... co ja takiego zrobiłam?”.



  Zauważyłeś, co się stało? Niepewność wyzwoliła nawyk zamartwiania się. W niecałe pięć sekund zdążyłam sobie w mówić, że umarła babcia, zrobiłam coś koszmarnego, że ojciec jest mną głęboko rozczarowany albo wpakowałam się w jakieś kolosalne kłopoty.



  Usłyszałam, jak otwierają się drugie drzwi i odgłos kroków ojca w kuchni. Podniósł słuchawkę i odezwał się tonem najbardziej niefrasobliwym z możliwych.



  – Cześć, Mel. Dzięki, że dzwonisz. Gdzie jesteś?



  Tymczasem ja po drugiej stronie linii odchodziłam od zmysłów.



  – Jestem w Miami, w drodze na lotnisko, a wiadomość od ciebie śmiertelnie mnie przeraziła, coś przeskrobałam?



  Tylko zachichotał.



  – Nie, nie chodzi o ciebie, Mel. Chodzi o mnie. Nie chciałem tego mówić ani tobie, ani twojemu bratu, zanim nie nabiorę pewności.



  Prawie upuściłam telefon.



  – Umierasz? Rany boskie, pewnie masz raka.



  – Dasz mi dokończyć? – przerwał mi. – Nie mam raka. Mam tętniaka i muszę się poddać operacji na otwartym mózgu, żeby go usunąć, zanim wyprawi mnie na tamten świat.



  Potem opowiedział wszystko od początku. Podczas gry w golfa nagle dostał silnych zawrotów głowy i zemdlał. Rezonans magnetyczny ujawnił tętniaka mózgu. Tak naprawdę lekarze odkryli go przypadkiem. Pod koniec tygodnia ojciec miał zostać poddany operacji w klinice chirurgii na Uniwersytecie Michigan.



  Zamarłam, trzymając telefon. Mój teść zmarł na raka przełyku. W ciągu kilku chwil od wysłuchania opowieści ojca przypomniałam sobie dzień operacji teścia. To była tylko chwila. Pielęgniarki wiozły go na salę operacyjną w Memorial Sloan Kettering na Manhattanie i tuż przed tym, zanim przepchnęły szpitalne łóżko przez podwójne drzwi, teść odwrócił się w naszą stronę.



  Uśmiechnął się i niezdarnie pomachał. Odpowiedzieliśmy uśmiechem i też pomachaliśmy. Pamiętam, że wystawił do góry kciuk. W tej samej chwili poczułam ukłucie lęku. A potem teść zniknął za wahadłowymi drzwiami. Nie mieliśmy pojęcia, że operacja pójdzie bardzo źle, a powikłania po niej ostatecznie doprowadzą do jego śmierci.



  Wróciłam do rzeczywistości, do wnętrza taksówki, i do rozmowy z ojcem. Wyobraziłam sobie, jak macha na pożegnanie w szpitalnym korytarzu i wystraszyłam się. Nie mam pojęcia czemu, ale bardzo chciałam wiedzieć, czy ojciec też się boi. Instynktownie pragnęłam go o to zapytać, lecz od razu ogarnęły mnie wątpliwości. Zaczęłam się zastanawiać: „Nie pytaj, zdenerwujesz go. Oczywiście, że się boi, głuptasie. Bądź optymistyczna i na luzie. Nie stresuj go, bo a nuż ten tętniak eksploduje”. To była chwila przełomu. Nie przemilczaj niczego ważnego.



   



  5... 4... 3... 2... 1...



   



  – Tato, boisz się?



  Po drugiej stronie zapadła cisza. Zaczęłam żałować, że zadałam to pytanie. Nie spodziewałam się tego, co powiedział potem.



  – Nie boję się. Jestem trochę podenerwowany, ale ufam swojemu chirurgowi. Wiesz Mel, tak naprawdę czuję, że mam sporo szczęścia.



  – Szczęścia? – Nie to spodziewałam się usłyszeć.



  – Tak. Mam możliwość naprawienia tego, zanim mnie zabije. A ostatecznie nawet jeśli coś się wydarzy, niczego nie żałuję. Okropnie było patrzeć, jak moja matka zajmuje się ojcem po wylewie albo jak Susie umiera na stwardnienie zanikowe boczne. Jakość życia jest dla mnie bardzo ważna. A jakość mojego życia przerosła wszelkie moje marzenia. W dzieciństwie chciałem zostać lekarzem i zostałem nim. Przeżyliśmy z twoją matką wiele cudownych lat. Ty i twój brat wyszliście na ludzi. Tak naprawdę zrobiłem w życiu wszystko, czego chciałem. A trudno sobie wymarzyć coś lepszego... z wyjątkiem dalszego czasu, by się tym cieszyć.



  To była jedna z najpiękniejszych chwil, jakie przeżyłam ze swoim ojcem, a bez reguły 5 sekund nie zdobyłabym się na odwagę, by zadać to pytanie. Siedziałam na tylnym siedzeniu taksówki i układałam to sobie w głowie. A potem mój ojciec dodał:



  – Tak naprawdę chciałbym zrobić jeszcze tylko jedną rzecz – wyznał. – Chciałbym zobaczyć Afrykę. A jeśli uda mi się dożyć dziewięćdziesiątki, to chcę skoczyć ze spadochronem, tak jak George Bush na swoje dziewięćdziesiąte urodziny.



  Roześmiałam się.



  – Uda się, tato, na pewno ci się uda.



  Rozmowa z ojcem przypomniała mi o czymś ważnym. Bezcelowe jest czekanie na odpowiedni czas do zatroszczenia się o relacje z ludźmi. Nie ma właściwego czasu na rozmowę, na zadanie trudnych pytań, na powiedzenie „kocham cię” albo na prawdziwe słuchanie. Ten czas jest teraz.



  Niekiedy nie chodzi o trudne pytanie, które chciałbyś zadać, a raczej o przerwanie milczenia między wami. Odkąd Cortney zerwała kontakty z ojcem, „minęły lata”, ale postanowiła to jakoś naprawić. Nie „odłożyła tego na później i nie zaczęła główkować”, jak zrobiłaby dawniej. Użyła reguły 5 sekund, zaufała instynktowi, sięgnęła po telefon i zadzwoniła do ojca. Po prostu „policzyła na głos 5... 4... 3... 2... 1... i wybrała numer”.



  Potrzeba tylko pięciu sekund, żeby odmienić życie.



  
    
      [image: ]
    


  



  Mike taił prawdziwe uczucia w swoim małżeństwie, dopóki nie zebrał się na odwagę, by policzyć 5... 4... 3... 2... 1... i być ze sobą „bardziej szczerym”:



   



  Znowu rozmawiam z żoną o sprawach, które wcześniej raczej bym przemilczał (chowanie głowy w piasek oczywiście nie sprawiało, że te sprawy przestawały istnieć). I jestem ze sobą bardziej szczery. A przede wszystkim podoba mi się to. Może nie jestem idealny, ale mam swoją wartość. Zadziwia mnie, jakie to cholernie fajne uczucie – być coś wartym.



  – Mike.



   



  Mike zdradził nam bardzo ważną tajemnicę. Aby poczuć się wartościowym, trzeba najpierw uznać własne odruchy za godne uwagi i zaangażowania. Anthony’ego zaskoczyło, że „coś tak prostego” jak odwaga do „zrobienia czegoś, od czego normalnie stronił” może się przyczynić do „tak ogromnej zmiany” w małżeństwie i pomóc w nawiązaniu „bliższych relacji z żoną” oraz w zaspokojeniu jego potrzeb.



   



  Coś tak prostego może się przyczynić do tak ogromnej zmiany... Zaskoczyło mnie to. Przywykłem oczekiwać, że ludzie znają moje potrzeby, i miałem żal, kiedy pozostawały niezaspokojone – głównie w kontaktach z żoną. Sądziłem, że wszystkie żony potrafią czytać w myślach, a tu taka niespodzianka.



  Dzięki zastosowaniu reguły do zrobienia czegoś, od czego normalnie stroniłem, poczyniłem wielkie postępy w kilku obszarach życia. Uśmiecham się, kiedy to piszę. Nawiązałem bliższe relacje z żoną, a moje potrzeby zaczynają być stopniowo zaspokajane. Nie miałem pojęcia, że problemem było moje milczenie.



  – Anthony.



   



  Jak napisał Anthony: „nie miałem pojęcia, że problemem było moje milczenie”. Milczenie zawsze rodzi problemy. Niemówienie o własnych odczuciach tworzy coś, co badacze nazywają „dysonansem poznawczym” między tym, w co naprawdę wierzysz (w głębi serca), a tym, co w danej chwili robisz. Te problemy kumulują się i z upływem czasu mogą zniszczyć związek.



  Właśnie to przytrafiło się Estelle w zupełnie zwyczajnym momencie. Pozornie banalna sprzeczka z mężem była kroplą, która przepełniła czarę, a reakcja Estelle była natychmiastowa: „Zażądałam rozwodu”. Tak opisuje tę sytuację:



   



  Nagle zaczęłam bardzo trzeźwo myśleć i użyłam reguły 5 sekund, by to wyrazić. Do mnie należał wybór między zrobieniem tego a pozwoleniem mózgowi, by „zaciągnął hamulec bezpieczeństwa”. W owej chwili postanowiłam działać. Zażądałam rozwodu. Z perspektywy czasu widzę, że tamta decyzja skierowała moje życie na drogę, którą od dawna chciałam pójść, ale zawsze się przed tym wzbraniałam.



  Nie chcę przez to powiedzieć, że było mi łatwo. W ogóle nie było to proste, ale nigdy nawet przez moment nie wątpiłam w słuszność tej decyzji. W tamtej chwili czystego działania i prawdziwego wyboru postępowania zgodnego z tym, co uważałam za słuszne i naprawdę moje, odnalazłam siebie. Potem bywało ciężko, czasami doskwierała mi samotność, ale o dziwo, nawet wtedy nie żałowałam decyzji o rozwodzie.



  Wszyscy na co dzień stajemy przed sytuacjami wymagającymi podjęcia działania albo dokonania wyboru. Czasami się wycofujemy, wolimy być ostrożni, nie działać i nie ryzykować. Ja wybrałam działanie. I to właśnie w jednej z takich chwil, w których czułam, że naprawdę żyję, odnalazłam swoją bratnią duszę, a co ważniejsze – prawdziwą siebie.



  – Estelle



   



  Od samego początku mówiłam, że reguła jest prosta. Nigdy nie twierdziłam jednak, że wyrażenie czegoś będzie łatwe. Prawda jest tym, co najbardziej zbliża dwoje ludzi i niewykluczone, że może uchronić twój związek. Milczenie oddala. Prawda tworzy żywą więź, o czym przekonała się Natasha.



  Po niespodziewanej śmierci matki Natashę „przerosło życie”. Jej optymizm „wyparował”, a przyszłość jej zdaniem niosła „jedynie więcej zmartwień”. Martwiła się o związek ze swoim chłopakiem i posłużyła się regułą, aby policzyć 5... 4... 3... 2... 1... i „szczerze porozmawiać od serca” o tym, co naprawdę czuje – że ich związku „nie da się utrzymać”. Wyraziła swoje prawdziwe uczucia, a efekt był niesamowity. Prawda, zamiast rozbić związek, zbliżyła ich do siebie. Teraz są zaręczeni.



  
    
      [image: ]
    


  



  W gonitwie uciekających dni często nie doceniamy wielkiej mocy tkwiącej w najdrobniejszych szczegółach naszych związków. Niedawno przydarzyło mi się coś, co przypomniało o tym, że czasami trzeba zwolnić, żyć teraźniejszością, nie bać się mówić i wsłuchać się w głos serca.



  Pewien mężczyzna po wysłuchaniu mojej prelekcji wysłał mi na Facebooku wiadomość i poprosił, abym zapoznała się ze stroną poświęconą zmarłemu przyjacielowi jego rodziny, Joshowi Woodruffowi. Jego zdaniem Josh był ucieleśnieniem człowieka, który żył pełną piersią i kierował się regułą 5 sekund.



  Odruchowo kliknęłam odsyłacz do strony wspominkowej na Facebooku. Pierwszą rzeczą, jaka zwróciła moją uwagę, był wpis kobiety o imieniu Mary. To piękny tekst o intymności i bliskości, której wszyscy pragniemy i od której wszyscy z najgłupszych powodów uciekamy. Na tydzień przed tragiczną śmiercią Josha potrąconego w Nowym Orleanie przez kierowcę, który uciekł z miejsca zdarzenia, Mary widziała go w sklepie spożywczym, ale „się do niego nie odezwała”. Pozwolę sobie przytoczyć jej opowieść:



  
    
      [image: ]
    


  



  Wpis Mary jest dla nas bardzo ważną przestrogą. Czasami nie ma kolejnego razu. Kiedy twoje serce się odzywa – dopuść je do głosu. Skontaktowałam się z matką Josha, Caren, która podzieliła się ze mną następującą historią:



   



  Josh nie bał się emocji innych ludzi. Kiedy był nastolatkiem, u mojej matki stwierdzono nowotwór. Wiedziałam, że od nas odejdzie. Któregoś dnia usiadłam w pokoju dziennym sama, żeby porozmyślać i popłakać. Josh przyszedł i zapytał, co się stało, a potem popatrzył na mnie uważnie. Nie odwracał wzroku i nie wiercił się. Po prostu siedział i słuchał. Od tamtej pory nasza relacja matka – syn zaczęła się przemieniać w relację przyjacielską, bo Josh potrafił wysłuchać mnie jako człowieka.



   



  Przykro mi, że nie miałam okazji poznać Josha. Mam wrażenie, że był świetnym człowiekiem. Caren opisała go tak: Josh był ucieleśnieniem działania. Przekuwał intencje w czyny. Po jego śmierci powiedzieliśmy, że szedł przez życie bez wahania. Zakończyła e-mail do mnie załącznikiem w postaci esemesa, jakiego Josh wysłał do niej i jej męża w sylwestra, na kilka godzin przed tragicznym wypadkiem. Jak to ujęła Caren: „Napisał to, co myślał. Będziemy to przechowywać jak skarb do końca życia”.



  
    
      [image: ]
    


  



  Nie przemilczaj niczego ważnego.



  5... 4... 3... 2... 1... i powiedz to.



  
W samolocie



  Gdy moją uwagę zwróci coś stresującego – niepokojący odgłos, turbulencje, pozornie zbyt długo trwające nabieranie wysokości, budząca grozę pogoda albo zła aura otaczająca pasażera obok – niewiele trzeba, żeby wywołać u mnie strach, bo tak silnie zakorzenione są odruchy. Kiedy tak się dzieje, zaczynam liczyć 5... 4... 3... 2... 1..., aby wyrzucić strach z głowy, uaktywnić korę przedczołową i skupić się na bieżącej chwili.



  Następnie zmuszam się do uchwycenia się kotwicy w postaci konkretnych obrazów miejsca, do którego lecę, i ekscytuję się na myśl o spacerze z mamą po plaży, obiedzie z klientem w Chicago czy wspinaczce na Table Top z przyjaciółmi.



  Te kotwiczące obrazy skutecznie przypominają mi o prostej prawdzie... Otóż jeśli tego wieczoru będę siedzieć w restauracji w Chicago i jeść obiad z klientami albo jeżeli nazajutrz będę spacerować z mamą po plaży w Michigan, albo jeśli przylecę do rodzinnego miasta i zdążę na rozgrywki lacrosse moich dziewcząt, to znaczy, że samolot się nie rozbił i nie mam się czego bać. Przede wszystkim zaś daję umysłowi kontekst, którego szuka, aby nie nasilać uczucia strachu. Kiedy przywołuję kotwiczącą myśl, moje ciało się uspokaja.



  
    
      [image: ]
    


  



  Dzięki wielokrotnemu stosowaniu tej techniki wyleczyłam się ze strachu przed lataniem. A mówiąc o stosowaniu, mam na myśli używanie jej raz po raz. Za każdym razem będzie to trochę łatwiejsze, aż nagle po prostu przestaniesz się bać. Wytrenujesz umysł, by odruchowo skłaniał się ku pozytywnemu wyjaśnieniu: jesteś podekscytowany, a nie wystraszony tym, co zamierzasz zrobić. Dana z powodzeniem zastosowała tę technikę i „podczas lotu była tak spokojna” jak nigdy wcześniej.



  
    
      [image: ]
    


  



  Z kolei Fran wykorzystała opisywaną technikę w trakcie lotu do domu, zaraz po zapoznaniu się z nią na konferencji w Dallas. Jak stwierdziła, „różnica była ogromna”.



  
    
      [image: ]
    


  



  Bardzo podoba mi się to, co Fran napisała na koniec: „Nie mogę uwierzyć, ile traciłam przez swoje lęki!”. To przykre, ale ma rację. Uświadomiłam sobie to samo – dzień po dniu pozbawiałam się radości, szans i magii życia, bo żyłam w strachu. A tak wcale nie musi być. W ciągu zaledwie pięciu sekund możesz przejąć kontrolę. I pokonać strach.



  Teraz już się nie boję, gdy wsiadam na pokład samolotu. Sporadycznie, jeśli natrafimy na silne turbulencje, sięgam po regułę, aby odruchowo nie wbić paznokci w ramię sąsiada.



  Nadal jednak posługuję się tą techniką, gdy mierzę się z innymi strachami. Na przykład przed negocjacjami albo trudną rozmową tworzę kotwiczącą myśl o bardzo korzystnym przebiegu dyskusji czy rokowań. Konkretnie mogę na przykład wyobrazić sobie, że ktoś mnie ściska lub dziękuje za rozmowę, lub że dobijamy targu z partnerem biznesowym, wznosząc toast w ulubionym barze.



  Ta myśl daje mi oparcie, poczucie rzeczywistości i siłę. Jeśli zaczniesz rozmowę, walcząc ze strachem, nie wykorzystasz w pełni swoich możliwości, bo twój umysł będzie zajęty próbami uporania się z lękiem. Myśl kotwicząca pozwala rozproszyć strach w chwili, gdy zauważysz, że zaczynasz się bać.



  Pamiętaj, że choć strach i nawyki mogą w ciągu pięciu sekund przejąć cię we władanie, to równie szybko możesz odzyskać kontrolę nad sytuacją i „konsekwentnie tak robić” – już zawsze.



  
    
      [image: ]
    


  



  
Jak ułatwić sobie zadanie



  1. Zanim położysz się spać, postaw budzik w innym pokoju i nastaw go na 30 minut wcześniej, niż normalnie wstajesz. Choć niełatwo jest „ściągnąć tyłek z łóżka”, jak to ujęła Patty, musisz się przełamać, aby zrealizować wyzwanie.



  
    
      [image: ]
    


  



  Może ciekawi cię, dlaczego chcę, abyś zaczął to ćwiczenie od ustawienia alarmu na pół godziny wcześniej. Powód jest prosty. Chcę, byś poczuł, że to trudne; jak gdybyś musiał dosłownie, ponownie cytując Patty, ściągnąć się z łóżka.



   



  2. Nazajutrz, gdy tylko odezwie się budzik, otwórz oczy i zacznij odliczanie: 5... 4... 3... 2... 1.... Odrzuć kołdrę, wstań i wyjdź z sypialni. Zacznij dzień. Bez opóźnień. Bez nakrywania głowy poduszką. Bez ociągania się, przysypiania i wczołgiwania się z powrotem do łóżka.



  
    
      [image: ]
    


  



  Czego się możesz spodziewać? Gdy zadzwoni budzik, pomyślisz sobie, co czujesz wobec wstawania. Przyjdzie ci do głowy, że: to wyzwanie – wstawanie jest głupie. Spróbujesz sobie wmówić, żeby zacząć od jutra.



  Tak jak Timowi, „nie będzie ci się chciało wstać”, ale reguła 5 sekund pomoże wygrać bitwę z uczuciami i pozwoli zrobić coś, co ułatwi ci wyjście z łóżka.



  
    
      [image: ]
    


  



  Gdy Tim przypomniał sobie o regule 5 sekund, od razu wstał i poszedł na siłownię. Bardzo wiele osób kieruje się w życiu nastawieniem „po prostu mi się nie chce”. W takich chwilach reguła pomoże ci zabrać się do działania, tak jak w przypadku Jessiki:



   



  Przekonałam się, że 5... 4... 3... 2... 1... START pomaga mi w te dni, kiedy „po prostu mi się nie chce”, czyli codziennie... i dlatego raz jeszcze DZIĘKUJĘ!



   



  Nastawienie „po prostu mi się nie chce” potrafi zawładnąć całym dniem, to zaś jest kolejny ważny argument przemawiający za stosowaniem reguły. Reguła będzie emanować na inne obszary twojego życia. Spytaj Stephena, który napisał do mnie wieczorem przed podjęciem wyzwania – wstawania.



  
    
      [image: ]
    


  



  Zapytałam go, jak poszło wczesne wstawanie. Odpisał, że przy pierwszej próbie „do bani”, ale z upływem czasu „różnica była ogromna”. Jego „nastawienie zmieniło się dosłownie w ciągu kilku minut”, a od chwili podjęcia wyzwania – wstawania znalazł nową pracę, dzięki której „zaczął żyć pełną piersią”.



  [image: ]



  Zgodnie ze słowami Stephena, „przycisk »drzemka« się zepsuł, a on przestał działać na autopilocie” – i właśnie na tym polega różnica. Stephen nie tylko zaczął wcześniej wstawać. Z kogoś, kto „zawsze spoczywał na laurach i rzadko pielęgnował swoje pasje”, zmienił się w człowieka, który wziął ster życia we własne ręce, podejmując kolejne, pięciosekundowe decyzje. A wszystko zaczęło się od wstawania na dźwięk budzika.



  Jeśli potrafisz wstać o czasie, zacząć dzień z animuszem, planować, myśleć o swoich celach i skupić się na sobie, zanim przytłoczą cię codzienne obowiązki, po prostu osiągniesz więcej. To pierwszy krok do przejęcia kontroli nad życiem.



  Pamiętaj, że choć stworzyłam regułę 5 sekund po to, by pomagała mi co rano wstawać z łóżka, chodzi w niej o coś znacznie więcej niż budzenie się na czas. Chodzi w niej o budzenie wewnętrznej siły i wykorzystywanie jej do zreorganizowania swojego życia.



  Gdy już wypróbujesz wyzwanie – wstawanie, napisz mi, czego reguła 5 sekund pozwoliła ci się dowiedzieć o sobie. Być może tak jak Stephen stwierdzisz, że było „do bani”, ale gwarantuję, że po pewnym czasie ta jedna mała zmiana zaowocuje „ogromną różnicą”.



  Teraz, zyskawszy podstawową wiedzę o tym, jak zacząć, zapoznaj się z trzema kolejnymi częściami książki, w których przedstawię bliżej możliwości zastosowania reguły do osiągania konkretnych celów, jak zwiększanie produktywności, pokonywanie lęku, stawanie się szczęśliwszym i wzbogacanie relacji międzyludzkich.



  
Zacznij stosować regułę 5 sekund



  Na koniec, kiedy już zrozumiesz powody prokrastynacji, weź sobie do serca ulubioną poradę dr. Pychyla: „Po prostu zacznij”. Badacz ten nie jest jedynym podkreślającym rolę rozpoczynania. Zdaniem naukowców jeden z najskuteczniejszych sposobów nabywania nowych nawyków polega na „stworzeniu rytuału inicjacyjnego”. Nie ma zaś lepszego rytuału inicjacji niż reguła 5 sekund. Teraz, gdy rozumiem już naukowe podstawy tego mechanizmu, mogę wyjaśnić, dlaczego „po prostu zacznij” działa.



  
    		Jeśli prokrastynacja jest nawykiem, to powinieneś zastąpić zły wzorzec postępowania (unikanie) nowym, korzystnym (zaczynanie).





    		W chwili, gdy poczujesz, że się wahasz, zabierasz się za łatwiejsze zadania albo unikasz trudnej pracy, zastosuj regułę i dzięki 5... 4... 3... 2... 1... przełam się do zajęcia się ważnymi sprawami, które należy załatwić.





    		Kwestia zaczynania nawiązuje do wspomnianej wcześniej koncepcji poczucia umiejscowienia kontroli. Prokrastynacja sprawia, że masz wrażenie braku kontroli nad samym sobą. Gdy wykażesz się stanowczością i po prostu zaczniesz działać, przejmiesz władanie nad chwilą bieżącą i życiem.




  



  Kiedy Daniela posługuje się regułą w praktyce, czuje się „silna” i „zdolna do działania”, co pokazuje, że korzyści z pokonania prokrastynacji sięgają poza pracę, do ważniejszych dziedzin, takich jak poprawa „relacji z samym sobą”.



  
    
      [image: ]
    


  



  Zgodnie z tym, o czym piszę w całej książce, zdobycie się na pewien wysiłek dzięki 5... 4... 3... 2... 1... powoduje przełączenie umysłu na inne tory i sprawia, że kora przedczołowa pomaga ci przystąpić do działania. Ilekroć zastosujesz regułę, coraz łatwiej i łatwiej będzie ci nie uciekać się do prokrastynacji i po prostu zacząć. Tak jak przekonała się Sy, tajemnicą doprowadzenia do końca czegoś ważnego jest powtarzanie sobie: „po prostu zadzwoń, odpisz na e-mail, dokończ tę głupią robotę...” i zajęcie się sprawą.



  
    
      [image: ]
    


  



  Choć Sy nie lubi czegoś robić, nabrała nawyku zabierania się do roboty tak czy inaczej – i dzięki temu nastawieniu ukończyła ambitne przedsięwzięcie oraz „osiąga to, co chce”.



  Jeśli chodzi o Scotta, naszego znajomego z laboratorium, może on użyć reguły i odliczania 5... 4... 3... 2... 1..., aby zdopingować się do pracy przez krótki czas. Kiedy uświadomił sobie źródło chęci do prokrastynacji (stres związany z kłopotami finansowymi), wybaczył sobie (to bardzo ważny krok). A wyobrażając sobie przyszłego doktora Scotta, może zacząć odliczanie, ilekroć będzie chciał przejąć kontrolę nad sytuacją, fizycznie podejść do biurka i zacząć pracę. Gdy z jakiegoś powodu zboczy z obranej drogi, może ponownie policzyć 5... 4... 3... 2... 1... Reguła ułatwia PRZYSTĄPIENIE DO DZIAŁANIA, czyli coś, co pomoże Scottowi zapanować nad pracą i poczuć, że ma większe szanse na uporanie się z perturbacjami finansowymi.



  Andre także posłużył się regułą, aby pokonać prokrastynację i zająć się realizacją swoich celów. Andre ma 16 lat, ale już wie, jak walczyć z nawykiem odkładania spraw na później, i zaczyna pisać książkę! Stwierdził, że zawsze miał jakieś wymówki: „był nieprzygotowany, zbyt zajęty, nie dość mądry”. Reguła pomogła mu „pokonać te wymówki” i Andre zabrał się za pisanie książki.



  [image: ]



  Przykład Andre pokazuje, że w każdym wieku i bez względu na obrany cel mamy siłę do wzięcia się w garść, zajrzenia w głąb siebie, „zrobienia jakiegoś kroku, spróbowania czegoś” oraz do tego, by „odmienić swoje życie”. Zaczynanie jest ważne także dlatego, że pozwoli ci wykorzystać coś, co badacze nazywają „zasadą postępu”, która mówi, że dowolny rodzaj postępu (taki jak małe zwycięstwa) poprawia nastrój, przyczynia się do szczęścia i wzrostu produktywności.



  Oprócz tego zaś, gdy już rozpoczniesz pracę nad przedsięwzięciem, włączysz w mózgu mechanizm, który będzie cię skłaniał do kontynuacji. Jak już wcześniej wspomniałam, badacze odkryli, że mózg lepiej zapamiętuje zadania niedokończone niż dokończone. Kiedy już zaczniesz, umysł będzie cię motywował do doprowadzenia sprawy do końca.



  Napisałam też, że mój nawyk z używaniem przycisku „drzemka” był formą prokrastynacji. Teraz już rozumiem dlaczego. Otóż dawał mi on chwilę wytchnienia od poważniejszych życiowych stresów. Właśnie dlatego ten guzik naciskałam. Kiedy się teraz nad tym zastanawiam, wiem, że zlikwidowałam ów nawyk dzięki stworzeniu rytuału inicjacji – reguły 5 sekund. Mój nawyk z używaniem przycisku drzemki został zastąpiony innym, korzystnym: liczeniem 5... 4... 3... 2... 1..., po którym wstawałam i zaczynałam nowy dzień. Siedem lat później wciąż co dzień rano odliczam, aby zerwać się z łóżka.



  Podsumowując: najskuteczniejsze zastosowanie reguły 5 sekund do pokonania prokrastynacji polega na tym, by użyć jej, aby coś zacząć. Na początku mogą to być drobiazgi. Zmierz się z tym, czego unikasz, przez choćby 15 minut. Potem zrób sobie przerwę i obejrzyj kilka filmików z kotami. I na litość boską, nie odsądzaj siebie od czci i wiary za to, że dotychczas ci nie szło. Jesteś tylko człowiekiem.



  Wszystko to bazuje na zdrowym rozsądku. Jest jasne jak słońce, że nawet słonia da się zjeść, byle po kawałku. W tej książce raz po raz dochodzimy do tego samego wniosku: jeśli nie zwalczysz uczuć wyzwalających złe nawyki i nie zdopingujesz się do tego, by zacząć, nigdy się nie zmienisz.



  




   



   



   



  Powinienem



  Mógłbym



  Zrobiłbym



  Zrobiłem



Reguła trochę przypomina slogan marki Nike: Just do it 



  Różnica między Just do it (Po prostu to zrób) a regułą 5 sekund jest prosta. Just do it to pewna koncepcja – chodzi o to, co powinieneś zrobić. Reguła 5 sekund zaś stanowi narzędzie – chodzi o to, jak nakłonić się do robienia tego czegoś.



  Nie bez powodu Just do it jest najsłynniejszym sloganem reklamowym na świecie, budzącym oddźwięk we wszystkich kręgach kulturowych. Wiesz, co sprawia, że hasło to jest tak nośne? Chodzi o słowo JUST.



  Słowo JUST zostało użyte, dlatego że firma Nike zdaje sobie sprawę z tego, o czym już wielokrotnie pisałam – tuż przed podjęciem działania najpierw zatrzymujemy się i zastanawiamy. Hasło Just do it bierze pod uwagę wysiłek, jaki kosztuje nas dążenie do bycia lepszymi. Wszyscy się wahamy i bijemy z uczuciami, zanim podejmiemy decyzję. Słowo JUST podpowiada, że nie jesteśmy w tym osamotnieni. Każdy z nas przeżywa te chwilowe rozterki.



  Chodzi o chwilę tuż przed tym, zanim spytasz, czy możesz dołączyć do gry, która już trwa; o chwilę zastanowienia się, czy zrobić na siłowni trzecią serię powtórzeń albo gdy bijesz się z myślami, czy wyjść pobiegać, choć na zewnątrz leje jak z cebra.



  Owo hasło bierze pod uwagę wymówki i lęki, a Nike zachęca nim, abyś wzniósł się ponad to wszystko. No chodź... nie myśl o tym... PO PROSTU TO ZRÓB. Wiem, że jesteś zmęczony... PO PROSTU TO ZRÓB. Wiem, że się boisz... PO PROSTU TO ZRÓB.



  Hasło Nike zachęca do pokonania zwątpienia i przejścia do działania. Nike wie, że masz w sobie wielki potencjał, który znajduje się po drugiej stronie medalu wymówek. Ten slogan porusza czułe struny, dlatego że każdy z nas (nawet jeśli jest olimpijczykiem) musi się PRZEŁAMAĆ. I właśnie wtedy przychodzi w sukurs reguła 5 sekund. To sposób na przełamanie się, gdy w pobliżu nie ma trenera, rywala, rodzica, rozentuzjazmowanego kibica albo kolegi z zespołu, którzy cię zmotywują. Dzięki regule po prostu liczysz 5... 4... 3... 2... 1..., aby przełamać się do działania.



   



  
Jak jedna reguła może działać w tylu obszarach życia?



  Reguła 5 sekund tak naprawdę działa tylko na jedno – na ciebie. Za każdym razem powstrzymujesz się od zmiany w ten sam sposób – wahasz się, potem za dużo myślisz, aż wreszcie zamykasz się w klatce własnego umysłu.



  Chwila zawahania jest zabójcza. Rozterka wysyła do mózgu bodziec stresowy. To czerwone światło, które sygnalizuje, że coś jest nie tak – i mózg przestawia się w tryb ochronny. Właśnie dlatego wszyscy jesteśmy zaprogramowani na porażkę. Zastanów się nad tym przez chwilę.



  Nie wahasz się bez przerwy. Na przykład nie wahasz się, gdy rano nalewasz sobie kawy do filiżanki. Nie wahasz się, gdy zakładasz dżinsy. Nie wahasz się przed włączeniem telewizora. Nie wahasz się, kiedy chcesz zadzwonić do najlepszego przyjaciela. W ogóle nad tym nie myślisz. Po prostu masz ochotę zadzwonić do przyjaciela, sięgasz więc po telefon i dzwonisz. Kiedy jednak wahasz się tuż przed zadzwonieniem do klienta albo odpisaniem komuś na wiadomość, twój mózg dochodzi do wniosku, że coś musi być nie tak. Im dłużej się zastanawiasz nad przeprowadzeniem rozmowy, tym mniejsza szansa na nią.



  Większość z nas nawet nie zdaje sobie sprawy z częstotliwości takich zawahań, bo ulegamy im tyle razy, że przeradzają się w nawyk. A tak opisuje je Tim po zastosowaniu reguły:



   



  Szczerze mówiąc, sądzę, że reguła jest tak skuteczna, dlatego że sam fakt myślenia o niej w sposób priorytetowy pozwala rozpoczynać i realizować działania, które normalnie pominęłoby się i zignorowało. Powtarzam też „A niech to, raz kozie śmierć”. Reguła jest skuteczna, bo pomaga przełamać zakorzenione wzorce myślenia i pozwala (przynajmniej mnie) bezpiecznie zaryzykować. Serio, czemu w ogóle bałem się robienia pewnych rzeczy, które teraz robię? Przecież świat nigdy się nie zawalił od tego, co zrobiłem albo czego nie zrobiłem.



   



  Wkrótce się przekonasz, że tej chwili zawahania można użyć na swoją korzyść. Ilekroć przyłapiesz się na wahaniu, to znaczy, że przyszła pora na przełamanie się! Otwiera się pięciosekundowe okno możliwości i powinieneś odliczyć 5... 4... 3... 2... 1..., aby się przełamać i wznieść ponad wszelkie wymówki.



  Oglądanie zapisu 5... 4... 3... 2... 1... może skutecznie przypominać o regule i jej ważności. Art powiesił te cyfry na ścianie swojego biura, aby przez cały dzień pracy podsycać motywację i realizować plany.



  
    
      [image: ]
    


  



  




   



   



   



   



  Zapanuj



  nad umysłem,



  a wszystko



  stanie się



  możliwe.







   



   



   



  Albo ty



  pokierujesz



  dniem,



  albo dzień



  pokieruje



  tobą.



15

UMACNIANIE PRAWDZIWEJ PEWNOŚCI SIEBIE



  JASKINIA, DO KTÓREJ BOISZ SIĘ WEJŚĆ, 

SKRYWA SKARB, KTÓREGO SZUKASZ

– JOSEPH CAMPBELL



  Ludzie często popełniają poważny błąd, sądząc, że pewność siebie jest kwestią charakteru. Taka pewność oznacza po prostu, że wierzysz w siebie, w swoje idee i możliwości. Każdy może się nauczyć być pewniejszym siebie. To nie jest cecha osobowości. To umiejętność.



  Możesz być ekstrawertykiem i bardzo dużo mówić, ale to nie oznacza, że jesteś pewny siebie. Najgłośniej gardłująca osoba na sali w istocie może się czuć bardzo niepewnie i mówi tylko to, co według niej postawi ją w dobrym świetle. Wystarczy spojrzeć na mnie. Przez długi czas byłam krzykliwa i apodyktyczna, ale w głębi duszy nie czułam się pewna siebie, swoich pomysłów i umiejętności.



  Najcichsi ludzie, jakich znasz, mogą w istocie być najbardziej pewni siebie. Twoja najlepsza przyjaciółka, introwertyczka, może niezachwianie wierzyć w swoje poglądy (i irytować się, jeśli nie zagadniesz jej o nie), ale boi się zabierać głos, bo się czerwieni. Nie brakuje jej wiary we własne przekonania; potrzebuje po prostu trochę odwagi, aby pokonać strach przed byciem wyśmiewaną za płonące policzki.



  Przytoczę z własnego doświadczenia historię, która ilustruje zależność między pewnością siebie, odwagą a osobowością. Będzie to kolejny przykład prawdziwej dumy, jaką czujemy, gdy po 5... 4... 3... 2... 1... przełamujemy się do wyjścia poza strefę komfortu.



  Niedawno miałam możliwość wygłoszenia prelekcji w firmie Cisco Systems, największym na świecie przedsiębiorstwie zajmującym się technologiami i usługami sieciowymi. Kilka miesięcy później zostałam tam zaproszona raz jeszcze, na podobne wystąpienie, ale tym razem dla zespołu starszych inżynierów.



  Po przybyciu na drugą prelekcję, gdy przygotowywałam się do niej wraz z zespołem odpowiadającym za stronę audiowizualną przedsięwzięcia, podszedł do mnie jakiś mężczyzna. Był bardzo poruszony, że mnie widzi, i powitał mnie serdecznym uściskiem, niczym przyjaciółkę. Jako że pochodzę ze Środkowego Zachodu, nic mnie tak nie cieszy jak solidny uścisk. Mężczyzna ledwie panował nad emocjami i powiedział, że „ma mi coś fascynującego do opowiedzenia na temat reguły”.



  Kilka miesięcy wcześniej widział mnie na wystąpieniu Cisco Live. W trakcie tamtej prelekcji, jak często mi się zdarza, dałam słuchaczom pracę domową polegającą na zastosowaniu reguły 5 sekund.



   



  Przedstaw się dziś trzem nieznajomym, korzystając z reguły 5 sekund.



   



  Następnie wyjaśniłam, czego oczekuję jeśli chodzi o sposób realizacji tego zadania:



   



  Zwróć uwagę na instynkty i na chwilę, gdy coś cię do kogoś przyciągnie. To chwila przełomu. Wykorzystaj ją. Zacznij liczyć 5... 4... 3... 2... 1... i w ciągu pięciu sekund podejdź do tej osoby, zanim umysł ci to wyperswaduje.



   



  Następnie wyjaśniłam słuchaczom, czego mogą się spodziewać podczas próby realizacji tego prostego zadania. Otóż w chwili, gdy ujrzą kogoś, kogo chcieliby poznać, umysł nagle znajdzie milion powodów, dla których nie powinni podchodzić i się przedstawiać.



   



  Zaraz, chwileczkę. Ten człowiek rozmawia innymi ludźmi, a ja nie chcę być niegrzeczny; ona wygląda na zajętą, odezwę się do niej później; on patrzy na telefon, nie będę mu przeszkadzał; mam mało czasu, zrobię to na następnej przerwie.



   



  Wszystko to, co przyjdzie ci wtedy do głowy, jest nieprawdą. To tylko twój mózg próbuje zbić cię z pantałyku.



  Inżynier, którego dopiero co poznałam, najpierw przypomniał mi o zadaniu, a potem opisał, co mu się przytrafiło. Po moim wystąpieniu na konferencji Cisco Live wyszedł na korytarz i doświadczył chwili przełomu. Minął go dyrektor generalny Cisco, John Chambers, z grupą starszych menedżerów. Trzeba ci wiedzieć, że John Chambers ma w Cisco status legendy i wszystko przemawia za tym, że rzeczywiście jest świetnym człowiekiem. Chambers piastował funkcję dyrektora generalnego przez 20 lat, następnego dnia miał zaś ogłosić, że ustąpi ze swego stanowiska, a jego miejsce zajmie Chuck Robbins.



  Mój nowy znajomy znalazł się na wspomnianym korytarzu tuż po zapoznaniu się z regułą 5 sekund. Na widok Chambersa poczuł instynktowną chęć przedstawienia się i podziękowania mu za inspirację oraz powiedzenia, że czuje się dumny z pracy jako inżynier w firmie Cisco. Wyznał mi, że wiedział, co powinien zrobić, i starał się przełamać, ale zamarł.



  Wyjaśnił, iż czuł się jak sparaliżowany, i dodał, że jest introwertykiem, a tego rodzaju rzeczy nie przychodzą mu naturalnie. Chwila minęła. Jego idol oddalił się, a on przez resztę dnia wypominał sobie, że nie wykorzystał szansy na nawiązanie znajomości. Na szczęście historia się na tym nie skończyła.



  Następnego dnia rano mój nowy znajomy truchtał brzegiem zatoki San Diego w parku Embarcadero, w centrum San Diego. Na pięknej ścieżce rowerowej wzdłuż mariny było (jak zwykle) tłoczno od biegaczy, rowerzystów i spacerowiczów. Słuchał muzyki przez słuchawki i chłonął otoczenie, gdy nagle, zupełnie niespodziewanie, zobaczył przed sobą na ścieżce... kogo? Oczywiście – Johna Chambersa.



  Chambers był sam i też wybrał się na jogging w słuchawkach. Jak to ujął ów inżynier: wiedział, że to ta chwila. Teraz albo nigdy. Powiedział: „Od razu się zaniepokoiłem, że będę zawracał mu głowę w jego prywatnym czasie i że to niegrzeczne, ale przyłapałem się na wahaniu i zacząłem odliczać: pięć... cztery... trzy...”.



  Przyśpieszył, żeby dogonić Chambersa, klepnął go w ramię, przeprosił, że przeszkadza, a potem wyjaśnił, iż zawsze chciał osobiście podziękować mu za wspaniałą karierę zawodową w Cisco. Obaj mężczyźni przerwali bieg i zaczęli iść parkiem Embarcadero.



  Zdaniem inżyniera Chambers okazał się wspaniałym, ujmującym człowiekiem. Rozmawiali o wielu sprawach: o pracy, życiu, a nawet o jakiejś koncepcji związanej z projektem, którym zajmował się mój nowy znajomy. Pod koniec rozmowy Chambers uścisnął mu dłoń, podziękował za przedstawienie się i podał inżynierowi nazwisko wysokiego rangą menedżera odpowiedzialnego za innowacje w firmie. „Powołaj się na mnie, przekaż, że rozmawialiśmy, i powiedz, że chciałem, abyś opowiedział mu o swoim pomyśle” – rzekł Chambers.



  Mój nowy znajomy opowiadał to wszystko tak rozpromieniony, że mógłby oświetlić salę. „To był przełom w mojej karierze, Mel. A gdyby nie reguła pięciu sekund, nigdy by do niego nie doszło. Nie wiem, jak ci dziękować”.



  A potem dodał: „O rany, byłbym zapomniał; idę na rozmowę o pracę z tym człowiekiem, którego polecił mi Chambers!”.



  Czy dostał tę pracę?



  Szczerze? Nie mam pojęcia. Nowa praca nie jest jednak w tej historii najważniejsza. To opowieść o aktach codziennej odwagi oraz o tym, jak dzięki nim umacnia się pewność siebie. Owo przeżycie mogło zmienić coś więcej niż pracę. Jeśli mój znajomy będzie posługiwał się regułą, słuchał swoich instynktów i podążał za nimi, to bardzo możliwe, że dzięki temu otworzą się przed nim zupełnie nowe, życiowe perspektywy.



  Jego wylewna radość niekoniecznie musiała wynikać ze spotkania z dyrektorem (choć to fajne przeżycie), a raczej z fantastycznego uczucia płynącego z pójścia za głosem pragnień i przejęcia steru życia we własne ręce.



  Pamiętaj, pewność siebie buduje się dzięki aktom codziennej odwagi. Właśnie tego doświadczył przyjacielski inżynier: potęgi świadomości, że może na siebie liczyć. Im częściej będzie ćwiczył codzienną odwagę, tym bardziej będzie pewny siebie.



  Pamiętaj też, że pewność siebie wyrasta z małych, robionych na co dzień rzeczy, dzięki którym coraz bardziej sobie ufasz.



  Od pewnego mężczyzny o imieniu Bill dostałam list, który pomoże mi lepiej zobrazować kwestię uczenia się ufania sobie. Bill z inspirującą odwagą opisał problem, z którym mierzy się bardzo wielu ludzi.



   



  
Podejdź poważnie do kwestii, które cię dekoncentrują



  Zapanowanie nad rozpraszającymi sprawami jest podobne do konsekwentnej realizacji celów dotyczących zdrowia. Nigdy nie będziesz miał na to ochoty. Po prostu musisz się przemóc. Z pewnością rozumiesz, że nawykowe sięganie po telefon, wysyłanie wiadomości i odpowiadanie na e-maile cię rozprasza... ale masz wrażenie, że nie da się z tym nic zrobić.



  Nawet jeśli wiesz, że powinieneś wyłączyć powiadomienia, wyciszyć telefon i przestać co pięć minut zaglądać do skrzynki e-mailowej, to sama ta wiedza nie zmieni twojego zachowania. Mogłabym podać mnóstwo wyników badań na temat szkodliwości takiego postępowania, a i tak nie skłoniłabym cię do zmiany podejścia. Wtedy w sukurs przychodzi reguła 5 sekund – nie musisz tego chcieć, po prostu musisz się przełamać.



  Przede wszystkim powinieneś stwierdzić, że dekoncentrujące bodźce są złe. Niepożądane dowolne przerwy to pocałunek śmierci dla produktywności. Badania pokazują, że biura typu open space są zmorą dla koncentracji. Sprawdzanie e-maili może przejść w nałóg ze względu na zjawisko, które badacze behawioralni nazywają „losowymi korzyściami” (ang. random rewards). Musisz zadecydować, że twoje cele są ważniejsze niż powiadomienia. To takie proste.



  Następnie należy się ich pozbyć. Nie twierdzę, że dokonałam przełomowego odkrycia. Nie zamierzam ci też wmawiać, że to łatwe. Obiecuję jednak, iż jeśli wykorzystasz w tym celu regułę 5 sekund, naprawdę to zrobisz. Zacytuję Karen, że nawet „nie masz pojęcia”, jak bardzo pomaga unikanie rozpraszających uwagę bodźców i skupienie na bieżących, ważnych sprawach.



  
    
      [image: ]
    


  



  Niedawno rozmawiałam na ten temat z moją córką Kendall, uczennicą szkoły średniej. Kendall uwielbia media społecznościowe, ale spędzała ze smartfonem tyle czasu, że odciągało to ją od nauki. Ponadto czuła się gorsza, bo bez przerwy porównywała się do publikowanych w mediach społecznościowych wizerunków celebrytów i supermodelek.



  Tak jak ty czy ja wiedziała, że media społecznościowe zakłócają jej produktywność w chwilach, gdy powinna się skupić na odrabianiu lekcji. Kendall uznała, że najlepszy sposób na zapanowanie nad dekoncentrującym wpływem mediów społecznościowych polega na pozbyciu się pokusy – i usunęła z telefonu aplikacje służące do publikowania zdjęć, takie jak Instagram i VSCO.



  Jak sama powiedziała:



   



  Po ich usunięciu uświadomiłam sobie, jak nieistotne są to sprawy. Kiedy miałam te aplikacje zainstalowane w telefonie, odruchowo stukałam i oglądałam. Odkąd się ich pozbyłam, nigdy mnie nie korci, żeby do nich zerknąć.



   



  Dekoncentrować mogą nie tylko nowinki technologiczne i media społecznościowe. Sarah stwierdziła, że bardzo rozprasza ją bałagan i postanowiła coś z nim zrobić. Posłużyła się regułą, aby pokonać skłonności do „emocjonalnego” gromadzenia szpargałów, policzyła 5... 4... 3... 2... 1... i „podarowała, oddała do recyklingu, sprzedała oraz wyrzuciła” mnóstwo rzeczy.



  
    
      [image: ]
    


  



  Dzięki przekopywaniu się przez szpargały za pomocą pięciosekundowych decyzji, Sarah czuje się teraz „fantastycznie” i nie jest już „przygnieciona”. Jeśli więc jesteś zdekoncentrowany tak jak Kendall (przez media społecznościowe) albo Sarah (przez otoczenie), czeka cię przełomowa chwila. To znaczy, że się przebudziłeś, a teraz przyszła pora na poważne zmiany w otoczeniu. Policz 5... 4... 3... 2... 1... i pozbądź się tego, co cię rozprasza. To naprawdę proste, a korzyści są ogromne.



  Trudniejsze i skuteczniejsze jest opanowanie umiejętności drugiego rodzaju koncentracji: skupienia na szerszej perspektywie. Dzięki regule 5 sekund zrobiłam pewną rzecz, która poprawiła tę moją koncentrację bardziej niż cokolwiek innego – stałam się panią swoich poranków.



   



  
  [image: ]



  3

CZEGO MOŻESZ OCZEKIWAĆ, JEŚLI BĘDZIESZ SIĘ POSŁUGIWAŁ REGUŁĄ



  NIE JEST WAŻNE, KTO KIM SIĘ URODZIŁ, ALE CZYM SIĘ STAŁ.

– J.K. ROWLING



  Kiedy tamtego pierwszego dnia rano postąpiłam zgodnie z regułą, byłam równie jak ty zaskoczona, że coś tak głupiego zadziałało. Odliczanie? 5... 4... 3... 2... 1... Serio? Nie miałam pojęcia dlaczego, wiedziałam tylko, że zdało egzamin. Całymi miesiącami próbowałam wstać o czasie, aż tu nagle reguła 5 sekund sprawiła, że zmiana mojego zachowania stała się prosta.



  Później dowiedziałam się, że odliczanie wstecz powoduje swoistą zmianę przełożeń w mózgu. Przerywasz utarty tok myślenia i robisz coś, co psychologowie nazywają przejęciem kontroli. Liczenie odwraca uwagę od wymówek i pozwala umysłowi skupić się na podążaniu w innym kierunku. Gdy podejmujesz fizyczne działanie, zamiast robić przerwę na zastanowienie, zmienia się twoja fizjologia, a umysł się do niej dostosowuje. Podczas pisania tej książki dowiedziałam się, że moja reguła jest (mówiąc językiem badaczy nawyków) rytuałem inicjacyjnym, który aktywuje korę przedczołową i pomaga w zmianie zachowania.



  Kory przedczołowej używasz, kiedy się skupiasz, zmieniasz albo podejmujesz celowe działania. Wiedziałam, czym jest kora przedczołowa, ale dzięki lepszemu poznaniu tematu wkrótce dowiedziałam się o jądrach podstawnych, pętlach nawyków, energii aktywacji, elastyczności zachowań, uprzedzeniach poznawczych, neuroplastyczności, zasadzie postępu i poczuciu umiejscowienia kontroli. Bez wątpienia nie zdawałam sobie jednak sprawy z tego, że właśnie odkryłam technikę, która ma wpływ na to wszystko.



  Posłużyłam się regułą następnego dnia rano – i znów zadziałała. A potem stało się coś zabawnego: w ciągu całego dnia zaczęłam dostrzegać pięciosekundowe chwile, podobne do moich zmagań z punktualnym wstawaniem. Gdy tylko zaczynałam główkować nad tym, co miałam do zrobienia, sprawa była przesądzona. Wystarczyło niecałe pięć sekund, by wymówkom udało się osaczyć i powstrzymać mózg.



  Kiedy będziesz się posługiwał regułą, ty także to zauważysz – między pierwszym odruchem do działania a hamulcem ze strony mózgu jest pięciosekundowe okienko. Dostrzeżenie tego trwającego pięć sekund okna możliwości zmieniło u mnie wszystko. Sprawa się wyjaśniła. To była moja wina. To ja za każdym razem w pięć sekund wiązałam sobie ręce.



  Złożyłam więc sobie prostą obietnicę: postanowiłam stosować regułę, ilekroć powinnam zrobić coś, co miało wyjść mi na dobre, bez względu na to, jak się czułam. Zaczęłam używać reguły nie tylko po to, by zmusić się do porannego wstawania, ale też w celu pójścia na siłownię, poszukania pracy, ograniczenia picia alkoholu i bycia lepszą matką oraz żoną.



   



  Jeśli zaczynałam się czuć zbyt zmęczona, aby poćwiczyć, liczyłam:



  5... 4... 3... 2... 1... i przełamywałam się do wyjścia na bieganie.



  Jeśli zaczynałam nalewać sobie drinka, którego nie powinnam już pić, liczyłam:



  5... 4... 3... 2... 1... i odstawiwszy butelkę z burbonem, odchodziłam.



  Jeśli czułam, że zaczynam się czepiać Chrisa, liczyłam:



  5... 4... 3... 2... 1... zmieniałam ton i robiłam się milsza.



  Jeśli przyłapałam się na odkładaniu spraw na potem, liczyłam:



  5... 4... 3... 2... 1... siadałam i zaczynałam pracować nad życiorysem.



   



  Odkryłam bardzo ważną rzecz: przełamywanie się do podejmowania prostych działań inicjuje reakcję łańcuchową umacniającą pewność siebie i zwiększającą produktywność. Nakłaniając się do robienia prostych kroków popychających życie naprzód, nabierasz rozpędu i zyskujesz poczucie wolności oraz siły sprawczej, które trudno trafnie ubrać w słowa. Rachel odkryła, że: „prosty krok w postaci wstawania o czasie zapoczątkował serię zdarzeń, która doprowadziła do schudnięcia o 14 kg, kupna pierwszego domu i wzmocnienia jej małżeństwa”.



  
    
      [image: ]
    


  



  Rachel użyła słowa „wzmocnić” i właśnie na tym polega działanie reguły. Rebecca miała podobne doświadczenia. Dzięki zastosowaniu reguły, odliczaniu 5... 4... 3... 2... 1... i przełamywaniu się do podejmowania drobnych działań wyrwała się z więzienia własnych myśli. Pozbywszy się paraliżu analitycznego, Rebecca poczuła się „WOLNA po raz pierwszy od 47 lat!”.



  
    
      [image: ]
    


  



  Istnieje pewna ważna koncepcja psychologiczna, zaproponowana w 1954 roku przez Juliana Rottera. Nosi ona nazwę poczucia umiejscowienia kontroli. Im mocniej wierzysz w to, że panujesz nad swoim życiem, działaniami i przyszłością, tym będziesz szczęśliwszy i bardziej usatysfakcjonowany. Jest jedna rzecz gwarantująca umocnienie poczucia kontroli nad życiem, a mianowicie – nastawienie na działanie.



  Zapomnij o motywacji, to mit. Nie wiem, kiedy wszyscy daliśmy sobie wmówić, że aby się zmienić, musimy czuć zapał albo motywację do działania. To kompletna bzdura. Gdy przyjdzie czas na wzięcie spraw w swoje ręce, nie poczujesz zmotywowania. Przeciwnie – nie będziesz miał ochoty czegokolwiek robić. Jeśli chcesz coś poprawić w swoim życiu, musisz po prostu ruszyć tyłek. Ja nazywam to siłą płynącą z przełamania się.



  Reguła 5 sekund jest tak uskrzydlająca między innymi dlatego, że przeistacza cię w człowieka nastawionego na działanie. Jeżeli masz skłonności do nadmiernego główkowania nad każdym krokiem, dzięki regule odkryjesz w sobie zapał i pewność siebie, aby przestać rozmyślać i zacząć działać. Zastosowanie reguły umacnia wiarę w zdolność do zapanowania nad własnym losem – bo udowadniasz to sobie z każdym kolejnym przełomem.



  Jenney wreszcie zatroszczyła się o własne zdrowie. Uświadomiła sobie, że gdy odżywiała się „gotowymi ravioli, chipsami i colą... a potem narzekała, że tyje”, tak naprawdę podkopywała własne dążenia do schudnięcia. Powtarzając „5... 4... 3... 2... 1... ŻYJ ZDROWO!”, Jenney wykorzystała regułę, by dać sobie „kopa w tyłek”, którego potrzebowała.



  
    
      [image: ]
    


  



  Usłyszawszy o regule podczas konferencji w Aveda Institute, Donna pomyślała: „Jasne, spróbuję, ale życia mi to nie zmieni...”. Miałam w stosunku do reguły takie same odczucia – że wykorzystam ją tylko jako sztuczkę do rozprawienia się z budzikiem. Ależ się myliłam! I Donna także, bowiem na dobrą sprawę reguła całkowicie odmieniła jej życie i pracę. Donna przekonała się, że: „Sami wiążemy sobie ręce. To niesamowite, do jakiego stopnia byłam zakładniczką własnych obaw, a ile dziś osiągnęłam. A co ważniejsze, ile spodziewam się osiągnąć w nadchodzących latach”.



  [image: ]



  Im częściej będziesz się posługiwał regułą, tym staniesz się odważniejszy, pewniejszy siebie, dumny i tym lepiej będziesz panował nad sytuacją. Bo właśnie tak ona działa. Często powtarzam ludziom, że reguła będzie ich prześladować – i dokładnie to mam na myśli. Wystarczy spytać Darryla.



  
    
      [image: ]
    


  



  Dzieje się tak, bo uświadamiasz sobie, że od długiego czasu szedłeś przez życie jak lunatyk. Coś tak łatwego, prostego i skutecznego jest jednocześnie zaraźliwe. Crystal już zaczęła stosować regułę razem ze swoim synem.



  
    
      [image: ]
    


  



  Pierwszą osobą, której opowiedziałam o regule, był mój mąż. Chris bezsprzecznie dostrzegł we mnie zmiany – zwłaszcza odchodzące w niepamięć napady kąśliwości oraz fakt, że zaczęłam być zapobiegliwa. Nie trzeba było wiele, aby go przekonać o istnieniu „tajemnej broni” psychologicznej, której nie znał.



  Oswoił się z regułą i zaczął jej używać do wprowadzania daleko idących zmian. Rzucił alkohol, zaczął codziennie medytować i każdego ranka ćwiczyć. Reguła nie ułatwia takich spraw – ona nadaje im bieg. Właśnie dlatego nazywam ją narzędziem.



  Zamiast unikać telefonów od wierzycieli i wezwań komorniczych, zaczęliśmy odliczać 5... 4... 3... 2... 1... i wychodzić im naprzeciw. Dzięki 5... 4... 3... 2... 1... zmusiłam się do nawiązania kontaktu z klientami, których kiedyś szkoliłam, aby uruchomić machinę reklamy szeptanej. Dzięki 5... 4... 3... 2... 1... nabrałam chęci na powrót do radia i wywiadów, mimo kwestii spornych dotyczących kontraktu z siecią FOX. Wspólnie stosowaliśmy regułę 5... 4... 3... 2... 1..., aby umówić się na spotkania z księgowymi i doradcami finansowymi, zrestrukturyzować dług i z odrazą zmusić się do poznania dołka, jaki pod sobą wykopaliśmy, oraz zmobilizować się do powolnego wyjścia z niego.



  Chris zaczął stosować regułę w przedsiębiorstwie, aby przełamać strach, poczucie winy i niepewność. Wraz ze wspólnikiem odbywali konsultacje z dziesiątkami doradców, przerabiali najróżniejsze plany finansowe, pracowali dzień i noc, aż zamknęli oddział handlu hurtowego i rozwinęli placówki detaliczne do poziomu, w którym część z nich można było sprzedać, a za uzyskane środki spłacić jak najwięcej inwestorów i kredytodawców. To naprawdę niesamowite, czego dokonali Chris i Jonathan. Upór, zaciętość, zaangażowanie. Bez wytchnienia parli przed siebie.



  Do dziś, wspominając czasy restauracji, Chris niekiedy zaczyna myśleć o sobie jako o nieudaczniku. Gdy przyłapuje się na takich negatywnych emocjach, wykorzystuje regułę 5... 4... 3... 2... 1..., aby zmienić nastawienie i pomyśleć o tym, co udało się im stworzyć: siedem restauracji, niesamowitą kulturę pracy, obroty liczone w milionach i rozpoznawalną markę. Czy skończyło się tak, jak sobie wymarzył? Nie. Ale to, czego przy okazji dowiedział się o prowadzeniu firmy, współpracy i sobie samym, jest warte każdych pieniędzy.



  Trudno o coś potężniejszego niż poczucie pewności siebie i dumy, jakie zyskujesz, gdy uparcie brniesz do przodu, mierzysz się z życiowymi wyzwaniami i podejmujesz próby zmiany na lepsze. Jak to ujął Chris: „Reguła pomogła mi przemyśleć doświadczenia związane z sukcesem i porażką na bardzo wielu płaszczyznach. Zyskana w ten sposób świadomość dała mi siłę i władzę nad pozytywnymi i negatywnymi myślami”.



  Reguła często pojawiała także na tle odnowionych kontaktów z przyjaciółmi. Ty też się o tym przekonasz. Jennifer poznała regułę i opowiedziała o niej swojej pielęgniarce. Co na to pielęgniarka? „Nie masz pojęcia, ile razy będę jej dziś potrzebować”.



  
    
      [image: ]
    


  



  Reguła wyzwala coś wyjątkowego u wszystkich, którzy ją wypróbują. Jeden z naszych przyjaciół zebrał się dzięki niej na odwagę, by wystąpić o rozwód, inny zaś zrezygnował z pracy w pewnej firmie konsultingowej na rzecz innej, która nie wymagała podróżowania. Kolega z pracy schudł o 33 kg, a mój wujek przestał mówić o rzucaniu palenia, tylko w końcu rzeczywiście to zrobił. Przyjaciel Chrisa przeprowadził się z powrotem do Maine i dzięki regule wynegocjował możliwość fantastycznej pracy zdalnej.



  Reguła 5 sekund dała im wszystkim to samo, co mnie: fundament, odwagę i SPOSÓB na przełamanie się w celu wprowadzenia zmian.



  Publicznie po raz pierwszy opowiedziałam o regule w 2011 roku, podczas wystąpienia na konferencji TEDx zatytułowanego How to Stop Screwing Yourself Over (Jak przestać się oszukiwać). Zabawne, że wystąpienie było poświęcone głównie mojemu marzeniu (ówczesnemu) – pragnęłam poprowadzić radiowy talk-show oraz pomagać ludziom w wybieraniu wymarzonej drogi życia. O regule 5 sekund wspomniałam wtedy tylko raz, pod sam koniec wystąpienia – i nawet jej zbytnio nie wyjaśniłam. Potem rozpętało się szaleństwo. Popularność wystąpienia rosła w oszałamiającym tempie. W internecie obejrzały je miliony ludzi. A to nie koniec. Ci ludzie zaczęli pisać.



  Każdego dnia otrzymywałam wiadomości od osób z całego świata, takich jak Mark, które posługiwały się regułą. W ciągu zaledwie pół roku Markowi udało się za jej pomocą dokonać niewiarygodnych zmian.



  
    
      [image: ]
    


  



  I to jest najpiękniejsze. Do dziś ponad 100 tys. ludzi z ponad 80 krajów napisało do mnie o swoich doświadczeniach z zastosowaniem reguły. W miarę jak coraz więcej osób zwracało się z pytaniami i prośbami o dodatkowe informacje, zaczęłam zgłębiać tajniki reguły, aby móc lepiej wyjaśniać rozmaite sposoby jej stosowania i udowadniać, dlaczego działa. Z wykształcenia jestem prawniczką, dostałam więc małego bzika na punkcie badań. Zaczęłam szukać precedensu, dowodów i wskazówek, zupełnie jakbym miała udowodnić słuszność reguły 5 sekund przed sądem.



  Zajęło mi to niemal trzy lata. Przeczytałam wszystko, co wpadło mi w ręce na temat zmieniania siebie, szczęścia, nawyków, motywacji i ludzkiego zachowania. Zapoznałam się z eksperymentami z dziedzin nauk społecznych, z badaniami na temat szczęścia, książkami o mózgu i badaniami neuronaukowymi. Nie ograniczyłam poszukiwań do tak zwanych ekspertów – rozsyłałam ankiety do zwykłych ludzi, takich jak ty czy ja, którzy posługują się regułą. A potem sięgnęłam po telefon, Skype’a i Google Chat: zaczęłam analizować krok po kroku to, przed czym stają ludzie w chwili, gdy decydują się na wprowadzenie zmian.



  Rozkładając na składowe chwilę zmiany, odkryłam pewien fundamentalny aspekt zaprogramowania każdego z nas. Tuż przed zrobieniem czegoś, co sprawia wrażenie trudnego, budzącego obawy albo czego nie jesteśmy pewni, wahamy się. Wahanie zaś to pocałunek śmierci. Wystarczy, że zawahasz się przez nanosekundę – i po sprawie. To jedno małe zwątpienie uruchamia w umyśle cały system, który ma cię powstrzymać. Wszystko zaś dzieje się w ciągu – czego się pewnie domyślasz – pięciu sekund.



  Zauważyłeś, jak łatwo lęk i zwątpienie przejmują nad tobą kontrolę i zaczynasz znajdować wymówki, dlaczego nie powinieneś czegoś powiedzieć albo zrobić? Dzień po dniu kurczowo trzymamy się najdrobniejszych, najbardziej prozaicznych chwil życia – i to rzutuje na wszystko. Jeśli przełamiesz nawyk wahania się i znajdziesz w sobie odwagę do „podjęcia jakichś działań”, zdziwisz się tempem zachodzących w twoim życiu zmian. Właśnie to odkrył Keith po zapoznaniu się z regułą na konwencie Re/MAX. Teraz jest w stanie „robić rzeczy wyjątkowe”.



  
    
      [image: ]
    


  



  Jak widać, to nie duże zmiany decydują o życiu, tylko te najmniejsze. Wystarczy pięć sekund główkowania, by postanowić o niepodejmowaniu żadnych działań dotyczących tych najmniejszych spraw. Z upływem czasu takie małe decyzje się kumulują. A co gorsza, schemat wahania, zamartwiania i zwątpienia w siebie powtarza się tak często, że przemienia się w zakodowany w mózgu nawyk.



  Fakt, iż wahanie, powstrzymywanie się i nadmierne rozmyślania są nawykami, to akurat dobra wiadomość. Istnieją bowiem proste i skuteczne metody przełamywania albo zastępowania złych nawyków, a reguła 5 sekund jest najłatwiejszą z nich. Po zapoznaniu się z pętlami nawyków, rytuałami inicjacyjnymi, energią aktywacji oraz wpływem uczuć na podejmowane decyzje docenisz potęgę reguły 5 sekund. W miarę jej używania przekonasz się, że zmiana jest uzależniona od podejmowanych w ciągu pięciu sekund decyzji, a odzyskanie kontroli nad sytuacją jest bardzo proste.



  Reguła zadziała za każdym razem, gdy ją zastosujesz. Ale musisz się nią posługiwać. To narzędzie. Jeśli przestaniesz z niego korzystać, strach i niepewność wrócą oraz przejmą władzę nad twoimi decyzjami. Jeżeli tak się stanie, po prostu ponownie zacznij używać reguły.



  Z upływem czasu posługiwanie się regułą wywoła w tobie o wiele głębsze zmiany – będzie to metamorfoza wpływająca na pewność siebie i wewnętrzną siłę. Stawisz czoło wymówkom, nawykom, uczuciom, niepewności oraz lękom, które prześladowały cię od lat. Ujrzysz bzdury, którymi karmisz się każdego dnia, i zobaczysz, ile cennego czasu tracisz na czekaniu, aż coś się zmieni.



  Dzięki zastosowaniu reguły czekanie się skończy. Będziesz bezbrzeżnie zachwycony tym, ile zyskasz radości i swobody dzięki pięciosekundowemu podejmowaniu decyzji. Właśnie wolnością nazwała Robin to, co daje jej posługiwanie się regułą.



  
    
      [image: ]
    


  



  Ja zyskałam to samo – odmieniającą życie wolność. Osoba, którą byłam siedem lat temu... już nie istnieje. I bardzo dobrze. Każdy etap życia i kariery wymaga bycia kimś innym. Dzięki regule staniesz się człowiekiem, którym powinieneś być w kolejnym rozdziale życia.



  Co powiesz na omówienie podstaw działania reguły, abyś mógł zacząć ją stosować?



  
  JAK STAĆ SIĘ 

NAJSZCZĘŚLIWSZYM CZŁOWIEKIEM, JAKIEGO ZNASZ



   



   



  W trzech kolejnych rozdziałach poznasz opisane krok po kroku podejście do zastosowania reguły 5 sekund, które w połączeniu z wybranymi, udokumentowanymi naukowo strategiami postępowania pozwala pokonać strach, przestać się martwić, zapanować nad lękami (lub się ich pozbyć) oraz zmienić sposób myślenia.



  Jeśli widziałeś mnie w telewizji CNN w roli komentatorki albo czytałeś moje felietony w magazynie „SUCCESS”, to pewnie łatwo ci sądzić, że mam wrodzoną pewność siebie. Ten osąd jeszcze się ugruntuje, jeżeli obejrzysz zamieszczone na YouTubie filmy z moim udziałem, wystąpienia na TEDx albo zobaczysz mnie na scenie na żywo. Owszem, teraz jestem już pewna siebie, ale wcale się taka nie urodziłam. Przez większość dorosłego życia byłam wygadaną ekstrawertyczką, dręczoną głębokim poczuciem braku pewności siebie. Pewność siebie jest umiejętnością, którą doskonaliłam przez lata, dokonując aktów codziennej odwagi.



  Wiele osób nie wie, że przez ponad 25 lat cierpiałam na stany lękowe. Po przyjściu na świat naszej pierwszej córki, Sawyer, miałam ciężką depresję poporodową i przez pierwsze dwa miesiące nie można było mnie zostawić z dzieckiem samej. Przez prawie dwie dekady brałam zoloft (sertralinę), aby utrzymać w ryzach napady paniki. Zmagania z własnymi myślami były bardzo prawdziwe, a czasami przerażające.



  Kiedy odkryłam regułę, wykorzystałam ją do zmiany swojego zachowania. Reguła dokonała cudów, a gdy codzienne odważne działanie weszło mi w krew, moja pewność siebie wzrosła. Nigdy jednak nie wyzbyłam się stanów lękowych. Wciąż czaiły się gdzieś tuż pod skórą. Starałam się nauczyć z nimi żyć, panować nad nimi i troszczyć się o to, by nie przerodziły się w panikę pełną gębą.



  Jakieś cztery lata temu zaczęłam się zastanawiać, czy dałoby się użyć reguły 5 sekund do zmiany czegoś więcej niż tylko fizycznego zachowania. Ciekawiło mnie, czy mogłabym zmienić swoje myśli. Widziałam wpływ reguły na inne nawyki – dlaczego miałabym więc nie spróbować pozbyć się przyzwyczajeń mentalnych, takich jak niepokój, panika czy strach? Wszak są to pewne powtarzalne wzorce zachowań. Zwyczajne nawyki.



  Zaczęłam stosować regułę do zmieniania sposobu funkcjonowania mojego umysłu. Najpierw posłużyłam się nią w celu zwalczenia nawyku zamartwiania się. Kiedy opanowałam tę umiejętność, wykorzystałam regułę do zapanowania nad stanami lękowymi i pokonania strachu przed lataniem. Zadziałało.



  Teraz, kiedy piszę to zdanie, mogę powiedzieć z pełnym przekonaniem, że wyleczyłam się ze stanów lękowych. Od lat nie brałam zoloftu i nie trapią mnie już ataki paniki. Nie mam już też w zwyczaju zamartwiania się. A mój strach przed lataniem? Zniknął. Zdobycie umiejętności przejmowania kontroli nad umysłem, pokierowania myślami i wyzbycia się strachu było najlepszą rzeczą, jaką kiedykolwiek zrobiłam z myślą o poprawieniu jakości mojego życia. Praktycznie nigdy się już nie martwię. A w tych rzadkich przypadkach, kiedy mi się to zdarza, po prostu liczę 5... 4... 3... 2... 1... i nastawiam się raczej na szukanie rozwiązań niż na zadręczanie się problemami. Dzięki regule dokonałam przemiany umysłu i jestem dziś szczęśliwsza i bardziej optymistycznie nastawiona, niż kiedykolwiek byłam. Mój umysł działa dla mnie, a nie przeciwko mnie.



  Teraz twoja kolej.



  Najpierw dowiesz się, jak za pomocą reguły 5 sekund, wiedzy naukowej na temat nawyków oraz potęgi wdzięczności przełamać nawyk zamartwiania się i wyciszyć negatywny, wewnętrzny monolog.



  Następnie zapoznasz się z zagadnieniami dotyczącymi niepokoju i paniki. Przeczytasz, czym są te stany, a czym nie są. Potem zaś krok po kroku przedstawię ci metodę, która umożliwia powstrzymanie, przeformułowanie i ostatecznie wyeliminowanie niepokoju z życia.



  Na koniec poznasz sprawdzoną strategię pokonywania dowolnych lęków. Na przykładzie mojego strachu przed lataniem dowiesz się, jak wykorzystać regułę w połączeniu z metodą kotwiczenia myśli, aby zapobiec zawładnięciu umysłu przez strach.



  Wszystko, czego się dowiesz, jest bardzo skuteczne, a zarazem tak proste, że mógłbyś tego nauczyć nawet swoje dzieci.



  
8

JAK ZACZĄĆ UŻYWAĆ REGUŁY



  JEŚLI MYŚLISZ, ŻE MOŻESZ ALBO ŻE NIE MOŻESZ,

TO W OBU PRZYPADKACH MASZ RACJĘ.

– HENRY FORD



  Najszybszy sposób na wcielenie w życie reguły 5 sekund polega na tym, by zacząć jej używać, tak jak ja to zrobiłam. Mam dla ciebie prosty sprawdzian: wyzwanie – wstawanie, które możesz podjąć już jutro, aby przyśpieszyć rozpoczęcie stosowania reguły. Po prostu ustaw budzik na pół godziny wcześniej niż zwykle, a w chwili, gdy zadzwoni, policz 5... 4... 3... 2... 1... i zerwij się z łóżka.



   



  
17

WZBOGACANIE RELACJI MIĘDZYLUDZKICH



  AKT ODWAGI JEST ZAWSZE AKTEM MIŁOŚCI.

– PAULO COELHO



  Jeśli chcesz poprawić dowolną relację, skorzystaj z małej rady – to tylko dwa słowa.



   



  
Utwórz kotwiczącą myśl



  Najpierw przed jakąkolwiek podróżą wpadam na pomysł kotwiczącej myśli. Jest to związane z wyjazdem wyobrażenie, którego będę się mogła uchwycić, jeśli dopadną mnie lęki. Zaczynam od rozmyślania o podróży, o miejscu, do którego lecę, i o fajnych rzeczach, które będę robić, gdy już tam dotrę.



  Jeśli wybieram się na spotkanie z przyjaciółmi z Driggs w Idaho, moją kotwiczącą myślą może być wspinaczka na górę Table Top. Jeżeli lecę do domu rodzinnego w Michigan, mogę myśleć o chwili, kiedy zaparkujemy na podjeździe przed domem rodziców, a dzieci wybiegną z auta, aby wyściskać się z dziadkami. Albo o długim spacerze z mamą brzegiem jeziora Michigan. Gdy wybieram się na spotkanie w Chicago, przychodzi mi na myśl pyszny obiad z klientem. A kiedy już mam w głowie konkretną wizję, reszta jest bardzo prosta.



  To zastosowanie reguły 5 sekund jest pewną formą mechanizmu zwanego przez naukowców planowaniem „jeżeli..., to...” – taki sposób na zachowanie kontroli nad sytuacją dzięki uprzedniemu przygotowaniu planu awaryjnego. Plan A polega na tym, by się nie zestresować.



  Ale jeżeli po wejściu na pokład samolotu zacznę się denerwować, to mam plan B: zastosuję regułę 5 sekund i wykorzystam kotwiczącą myśl, by pokonać strach przed lataniem. Badania pokazują, że ta forma planowania „jeżeli..., to...” może niemal trzykrotnie zwiększyć szanse powodzenia.



   



  
  JAK ZOSTAĆ NAJBARDZIEJ

PRODUKTYWNĄ OSOBĄ, JAKĄ ZNASZ



   



   



  Lubię powtarzać, że reguła 5 sekund jest niewybredna. Zadziała w przypadku dowolnej zmiany, którą próbujesz wprowadzić. Możliwości zastosowania reguły 5 sekund ogranicza tylko twoja wyobraźnia. Jeśli chcesz posiąść nowy, korzystny nawyk, po prostu użyj reguły, odlicz 5... 4... 3... 2... 1... i przełam się do działania.



  Reguły możesz użyć także do wyeliminowania destrukcyjnych zachowań, jak hazard, picie alkoholu i narkotyki, czy zachowań impulsywnych, jak mikrozarządzanie zespołem, utrata panowania nad sobą albo nałogowe oglądanie telewizji. Po prostu policz 5... 4... 3... 2... 1..., aby przejąć kontrolę i odwrócić uwagę od destrukcyjnego czy impulsywnego zachowania. A potem zrób w tył zwrot i odejdź. Jak każda zmiana, te także są proste... ale niełatwe. Reguła pomoże ci je urzeczywistnić.



  W listach do mnie bez przerwy powtarzają się pytania o zmiany w postępowaniu w trzech obszarach: zdrowia, produktywności i prokrastynacji. Tę część książki poświęciłam ich omówieniu. Poznasz podejście, które krok po kroku wyjaśnia zastosowanie reguły 5 sekund w połączeniu z niektórymi nowymi, popartymi badaniami strategiami umożliwiającymi ulepszenie tych trzech ważnych obszarów życia.



  Najpierw poznasz sekret poprawy zdrowia. Nie spodoba ci się, ale jest skuteczny – przeczytasz komentarze ludzi z całego świata, którzy wykorzystują regułę 5 sekund, by zrobić dla siebie coś naprawdę godnego uznania.



  Następnie dowiesz się, jak za pomocą reguły 5 sekund zwiększyć produktywność, a przy okazji zaznajomisz się z najnowszymi badaniami z dziedziny koncentracji, produktywności i mózgu. Zwłaszcza poznasz pewien fakt dotyczący przycisku „drzemka” oraz jego naprawdę zaskakujący wpływ na produktywność.



  Na koniec przyjrzysz się problemowi, który prześladuje nas wszystkich – prokrastynacji. Zapoznasz się z dwiema formami odkładania spraw na później oraz rozpisaną na kroki metodą pozwalającą zastosować regułę 5 sekund w połączeniu ze zdobyczami 19 lat badań, by pokonać prokrastynację raz na zawsze.



  Wszystko, czego się dowiesz, da się wprowadzić w życie od ręki i ma solidne naukowe podstawy. Aby wykorzystać swój potencjał, musisz się przełamać – nie ma innego sposobu.



  
Zmiana jest prosta, a nie łatwa



  To wyzwanie jest ważne z kilku powodów.



  Po pierwsze, nie daje możliwości manewru. Zadanie jest proste. Jesteś tylko ty, budzik i 5... 4... 3... 2... 1.... Jeśli ci się nie uda, to znaczy, że podejmiesz decyzję o zignorowaniu reguły 5 sekund.



  Po drugie, jeżeli możesz zmienić poranne nawyki, to możesz zmienić wszystko. Zmiana wymaga celowego działania, bez względu na to, jak się czujesz. Jeśli możesz w ten sposób zapanować nad jednym obszarem życia, dasz radę to zrobić w dowolnej innej dziedzinie, którą spróbujesz usprawnić.



  Po trzecie, chciałabym, abyś doświadczył czegoś, co nazywa się „energią aktywacji”, i poczuł, jak trudno jest zmuszać się do robienia nawet prostych rzeczy. W chemii energia aktywacji to minimalna ilość energii niezbędna do zainicjowania reakcji. Chemicy odkryli, że ten początkowy impuls jest znacznie silniejszy od średniej ilości energii potrzebnej do podtrzymania już trwającej reakcji. Co to ma wspólnego ze wstawaniem z łóżka? Bardzo wiele. Początkowa ilość energii potrzebna do zerwania się z łóżka jest znacznie większa niż energia wydatkowana, gdy już wstaniesz i zaczniesz się krzątać.



  Legenda psychologii Mihály Csíkszentmihályi odniósł tę koncepcję do ludzkiego zachowania i uznał energię aktywacji za jeden z powodów, dla których wprowadzanie zmian jest tak trudne. Definiuje on energię aktywacji jako „początkowy, silny impuls energii, który jest konieczny do zmiany” – bez względu na to, czy chodzi o ruszenie samochodem z miejsca, czy wyjście z ciepłego łóżka o poranku.



  Jerome z Filipin napisał:



   



  Czuję się niekomfortowo, bo moje ciało i umysł nie są gotowe na tego rodzaju regułę. Ale mam ochotę ją wypróbować.



   



  Ta pierwsza porcja energii aktywacji budzi niechęć, ale chcę, abyś poczuł ów opór i mógł się przekonać, na czym polega przełamywanie się.



  Jeśli nie dostaniesz tego silnego impulsu (jak w dzieciństwie, kiedy matka wyłączała telewizor i mówiła: „Jest piękna pogoda, wyjdź i się pobaw na zewnątrz”), twój mózg niezawodnie doprowadzi cię do nicnierobienia.



  Liczenie 5... 4... 3... 2... 1... jest początkiem reakcji łańcuchowej, która nie tylko pobudza korę przedczołową, ale też przygotowuje cię do fizycznego „początkowego, silnego impulsu energii”, niezbędnego do zmiany.



  Wstając w chwili, gdy zadzwoni budzik, aplikujesz sobie zastrzyk wewnętrznej siły. Ten prosty akt wstawania na dźwięk dzwonka jest dowodem na to, że masz w sobie moc potrzebną do zrobienia tego, co zrobić trzeba. Poza tym, jak odkryła Emma, „pozwala on spojrzeć na nadchodzący dzień z większym optymizmem”.



  
    
      [image: ]
    


  



  Tego samego doświadczyła Tracy. Dzięki temu, że za sprawą reguły zerwała się z łóżka o 5.00 rano i poszła na siłownię, Tracy rozpoczęła dzień pozytywnym akcentem.



  
    
      [image: ]
    


  



  Jeśli nie potrafisz wygramolić się łóżka, nie będziesz też w stanie dokonać wielu innych zmian, jakie chcesz wprowadzić w swoim życiu. A jeżeli umiesz zrobić ten prosty krok i przejąć kontrolę nad porankami, zapoczątkujesz serię zdarzeń, które doprowadzą do zmian na wszystkich innych polach.



   



  




   



   



   



  Zawsze



  znajdzie się



  ktoś, kto cię



  nie będzie



  doceniał.



  Obyś to nie



  był ty.



Jak należy się posługiwać regułą?



  Stosowanie reguły jest łatwe. Ilekroć poczujesz instynktowną chęć do podjęcia działania na rzecz realizacji jakiegoś celu albo zobowiązania bądź zauważysz wahanie przed zrobieniem czegoś, co powinieneś zrobić, użyj reguły.



  Zacznij w myślach odliczać wstecz: 5... 4... 3... 2... 1... Liczenie pomoże ci się skupić na celu lub zobowiązaniu i odwróci uwagę od zmartwień, myśli i lęków. Gdy doliczysz do 1, rusz się. I już. To bardzo proste, ale pozwól, że powtórzę: ilekroć będziesz miał do zrobienia coś, co wiesz, że powinieneś zrobić, lecz dręczy cię niepewność, lęk albo czujesz się przytłoczony, po prostu przejmij kontrolę, licząc 5... 4... 3... 2... 1... W ten sposób wyciszysz umysł. A potem, gdy doliczysz do jednego, rusz się.



  Liczenie i ruch są działaniami. Ucząc się podejmować działania, gdy normalnie powstrzymałoby cię od tego myślenie, wprowadzasz istotną zmianę. Odliczanie zapoczątkowuje kilka ważnych rzeczy naraz: odwraca uwagę od kłopotów, pozwala skupić się na tym, co masz do zrobienia, zachęca do działania i przełamuje nawyk wahania, rozmyślania i powstrzymywania samego siebie.



  Jeśli się zastanawiasz, czy reguła zadziała, jeśli będziesz liczył w zwykły sposób (1... 2... 3... 4... 5), a nie odliczał (5... 4... 3... 2... 1...), to odpowiedź brzmi nie – nie zadziała. Wystarczy spytać Trenta.



  
    
      [image: ]
    


  



  Trent odkrył, że jeśli liczy się zwyczajnie, można kontynuować liczenie. A jeśli liczy się wstecz – 5... 4... 3... 2... 1... – to po „jeden” właściwie nie ma już co powiedzieć, zaczyna się więc działać.



   



  




   



   



   



  Nie



  opowiadaj



  ludziom



  o swoich



  marzeniach.



  Pokaż je.



  



  1 P. Coelho, Alchemik, tłum. A. Kowalski, B. Stępień, Drzewo Babel, Warszawa 2015.



  5

CODZIENNA ODWAGA



  Z UPŁYWEM LAT NAUCZYŁAM SIĘ, ŻE PODJĘCIE DECYZJI ŁAGODZI LĘK, A ŚWIADOMOŚĆ TEGO, CO MUSI BYĆ ZROBIONE, POZWALA WYZBYĆ SIĘ LĘKU.

– ROSA PARKS



  Gdybyś poprosił mnie o podanie przykładów odwagi, zanim odkryłam regułę 5 sekund, w odpowiedzi przytoczyłabym listę ludzi, którzy zmienili bieg historii. Nigdy nie powiedziałabym, że odwaga jest czasami potrzebna, by wstać rano z łóżka, porozmawiać z szefem, odebrać telefon albo stanąć na wadze. Powiedziałabym, że odwaga jest słowem używanym do opisywania aktów wielkiej śmiałości.



  W moim odczuciu odważnymi ludźmi byli laureaci Nagrody Nobla, tacy jak Malala Yousafzai, Leymah Gbowee, Dalajlama, Aung San Suu Kyi, Nelson Mandela czy Elie Wiesel. Pomyślałabym o Winstonie Churchillu i Wielkiej Brytanii w czasie wojny z nazistowskimi Niemcami, o Rosie Parks walczącej o prawo do swojego miejsca w autobusie i o Muhammadzie Alim, jego niezachwianych przekonaniach religijnych i odmowie walki w Wietnamie. Wspomniałabym o Helen Keller, która wzniosła się ponad kalectwo, aby walczyć o prawa innych ludzi, o sir Erneście Shackletonie, który wbrew wszelkim przeciwnościom uratował załogę statku Endurance, albo o Galileuszu, który w imię postępu nauki przeciwstawił się ortodoksyjnemu Kościołowi katolickiemu.



  Ale po siedmiu latach stosowania reguły i wysłuchaniu historii wielu ludzi z całego świata przekonałam się, że istnieje bardzo ważny pewnik: Otóż codzienność jest pełna strasznych, nieprzewidywalnych i trudnych chwil. Wielkiej odwagi wymaga mierzenie się z tymi chwilami i dostrzeganie w życiu szans, magii i radości.



  Reguła 5 sekund da ci właśnie tę odwagę. Reguła dała Josemu śmiałość pozwalającą docenić własną wartość i poprosić o podwyżkę.



  
    
      [image: ]
    


  



  Po tym, jak poprosił o podwyżkę i ją dostał, następna wypłata stanowiła jeszcze większą niespodziankę.



  
    
      [image: ]
    


  



  Reguła dała Bryce’owi odwagę, by poświęcić dwa lata na napisanie i wydanie książki kucharskiej. A na tym nie koniec. Udało mu się zorganizować w księgarni Barnes & Noble podpisywanie książki. Jak to ujął Bryce, jeśli coś cię pasjonuje i chcesz nad tym pracować, możesz osiągnąć wszystko.



  
    
      [image: ]
    


  



  A wiesz, co jest w tym najlepsze? Bryce miał wtedy tylko 15 lat!



  Reguła pomogła Martinowi przełamać dziewięcioletnią złą passę „szukania kolejnych wymówek” i „mocnego deptania po hamulcach”, wrócić na studia i zrobić drugi fakultet, który pozwolił mu obrać bardziej satysfakcjonującą drogę kariery.



  
    
      [image: ]
    


  



  Juanita nauczyła się słuchać głosu wewnętrznej mądrości. Zamiast myśleć o szukaniu pracy i o firmie, którą poleciła jej przyjaciółka, sięgnęła po telefon i zadzwoniła „od razu”. I wiesz, co się stało? Dokładnie to, co chciała osiągnąć dzięki przełamaniu się – dostała wymarzoną pracę.



  
    
      [image: ]
    


  



  Poznanie reguły 5 sekund było punktem zwrotnym dla Gabe’a. Gdy sobie uzmysłowił, że „jest odpowiedzialny za wszystko, co dzieje się w jego życiu”, wykorzystał regułę do założenia firmy zajmującej się wirtualną rzeczywistością. Dziś realizuje swoją wymarzoną karierę.



  
    
      [image: ]
    


  



  Życie Kristin zmieniło się raz na zawsze, bo jej chłopak znalazł sposób na walkę z uzależnieniem od narkotyków. Ilekroć czuje pokusę „powrotu do któregoś z prochów”, używa reguły 5 sekund, by przeciwstawić się nałogowi i przeprogramować umysł. Odlicza w myślach 5... 4... 3... 2... 1..., aby wyzwolić nowe zachowanie, a wtedy „całkowicie zmienia mu się nastawienie i wraca do swoich zajęć”.



  
    
      [image: ]
    


  



  To właśnie odwagi potrzebowałam, żeby wstać z łóżka. Wstawanie było straszne, bo oznaczało konieczność zmierzenia się z kłopotami. Trudno było spojrzeć na siebie w lustrze i pogodzić się z faktem, że mam 41 lat, a moje życie i kariera malują się w czarnych barwach. Przygnębiała mnie świadomość, że być może nie uda się wybrnąć z sytuacji, w jakiej znaleźliśmy się z mężem.



  Moja córka potrzebowała odwagi, by na lekcji historii w szkole średniej odłożyć długopis i podnieść rękę. Odwagi potrzebuje twój zespół w pracy, aby przedstawić swoje wątpliwości. Potrzebują jej twoje dzieci, aby się przyznać, co tak naprawdę się im przydarzyło. Opublikowanie swojego profilu na serwisie randkowym albo zablokowanie byłego partnera w telefonie mogą być aktami odwagi. To samo można powiedzieć o wdrożeniu nowej technologii w firmie albo wejściu do własnego domu, by śmiało zmierzyć się z czekającymi w nim kłopotami, zamiast nalać sobie drinka i odpłynąć w niebyt przed ekranem telewizora.



  Po rozpoczęciu pisania tej książki, kiedy zaczęłam gromadzić opowieści ludzi z całego świata stosujących regułę, stało się dla mnie jasne, że do każdej decyzji potrzeba pięciu sekund odwagi, które mogą zmienić w życiu dosłownie wszystko.



  Im częściej w tych opowieściach padało słowo „odwaga”, tym mocniej zaczynałam się zastanawiać, czy w którymś z najbardziej jaskrawych, historycznych aktów odwagi mogłabym znaleźć coś, co pomogłoby mi lepiej zrozumieć jej naturę. Pierwszą osobą, która przyszła mi wtedy do głowy, była Rosa Parks. Być może słyszałeś historię o tym, jak w chłodny, grudniowy wieczór 1955 roku Rosa Parks zapoczątkowała w Stanach Zjednoczonych ruch praw obywatelskich (American Civil Rights Movement), spokojnie, lecz stanowczo odmawiając ustąpienia w autobusie miejsca białemu pasażerowi.



  Jej chwila odwagi uczy nas, że to nie wielkie posunięcia zmieniają wszystko – tylko te najmniejsze, w zwykłym, powszednim życiu. Rosa Parks nie miała wszak w planach tego, czego dokonała tamtego wieczoru. Pani Parks opisywała siebie jako typ osoby, która stara się „postępować jak najostrożniej, by uniknąć kłopotów”. Tego dnia po prostu zamierzała wrócić do domu po długim dniu pracy i zjeść z mężem kolację. Był to zwyczajny wieczór, taki sam jak każdy inny – dopóki jedna decyzja nie zmieniła wszystkiego.



  Zaciekawiona, zaczęłam zgłębiać temat i zapoznałam się ze wszystkim, co tylko udało mi się znaleźć na temat pani Parks. Korzystałam z zasobów Archiwum Narodowego, biografii, wywiadów radiowych i artykułów w gazetach. Zafascynowało mnie to, co znalazłam. Kilka tygodni po aresztowaniu Rosa Parks udzieliła Sidneyowi Rogersowi wywiadu na antenie radia Pacifica, a w Archiwum Narodowym jest zapis tej rozmowy. Tak oto Rosa Parks opowiedziała o tamtym historycznym momencie:



   



  Kiedy autobus wyjechał z miasta i zatrzymał się na trzecim przystanku, biali pasażerowie zajęli cały przód pojazdu. Gdy wsiadłam, tył autobusu był pełen pasażerów o różnych kolorach skóry, którzy zaczęli wstawać. Tak się złożyło, że zajęłam miejsce w pierwszym rzędzie siedzeń, w którym siedzieli czarnoskórzy pasażerowie na tej trasie. Kierowca zauważył, że z przodu autobusu jedzie wielu białych pasażerów, a dwóch albo trzech z nich stoi.



  Obejrzał się za siebie i... zażądał zwolnienia miejsc, które zajmowaliśmy. Pozostali pasażerowie niechętnie wstali. Ja jednak odmówiłam... Kierowca powiedział, że jeśli nie zechcę zwolnić miejsca, będzie zmuszony wezwać policję. Ja zaś odparłam: „Po prostu zadzwoń po policję”.



   



  Wtedy prowadzący wywiad zadał jej decydujące pytanie:



   



  Co takiego sprawiło, że po latach segregacji rasowej i praw Jima Crowe’a postanowiłaś zostać tą osobą... Co sprawiło, że w tej konkretnej chwili postanowiłaś, że nie opuścisz tego miejsca?



   



  Odparła bardzo prosto:



   



  Czułam, że nie jestem traktowana właściwie i że mam prawo do zachowania miejsca, na którym siedziałam jako pasażerka tego autobusu.



   



  Rozmówca ponowił pytanie, zwracając uwagę na fakt, że była niewłaściwie traktowana od lat, i chciał się dowiedzieć, co konkretnie przyczyniło się do podjęcia decyzji w tamtej chwili. Rosa na moment zamilkła, a potem powiedziała:



   



  Jak sądzę, przyszedł czas, że osiągnęłam granicę mojej cierpliwości.



   



  Zapytał, czy to planowała, na co odparła:



   



  Nie.



   



  Spytał, czy to po prostu zadziało się samo. Zgodziła się, że rzeczywiście „zadziało się samo”.



  To bardzo ważny szczegół: Rosa Parks nie wahała się i nie zastanawiała. Sprawy potoczyły się bardzo szybko, a ona po prostu posłuchała instynktu, który podpowiedział: Nie jestem traktowana właściwie, i przełamała się, by pójść za jego głosem.



  Ponieważ się nie wahała, nie miała czasu, by sobie to wyperswadować.



  Tak się złożyło, że cztery lata później w tym samym mieście (Montgomery w Alabamie) 5 grudnia 1955 roku zapadła inna pięciosekundowa decyzja, która wpłynęła na bieg historii. W odpowiedzi na zaaresztowanie pani Parks powstało Montgomery Improvement Association (Stowarzyszenie Ulepszenia Montgomery), a jego członkowie wybrali 26-letniego, czarnoskórego pastora na przywódcę zorganizowanego wówczas bojkotu autobusów miejskich, który trwał 381 dni. O swojej nominacji na przywódcę bojkotu, która zapadła tamtego wieczoru, młody kaznodzieja napisał potem następująco:



   



  Stało się to tak szybko, że nie miałem czasu tego przemyśleć. Być może gdybym to zrobił, odmówiłbym przyjęcia nominacji.



   



  Na szczęście nie przemyślał sprawy. Pastor ten stał się jednym z najwybitniejszych bojowników o prawa człowieka wszech czasów. Nazywał się Martin Luther King Jr.



  King przełamał się i znalazł się na ustach wszystkich za sprawą swoich towarzyszy. Rosa przełamała się sama. Oboje doświadczyli siły płynącej z przełomu. To chwila, w której instynkty, wartości i cele stają się zbieżne, a ty działasz tak szybko, że nie masz ani czasu, ani racjonalnego powodu, by się powstrzymać.



  Twoje serce zaczyna mówić, a ty nie myślisz, tylko słuchasz tego, co ma do powiedzenia. Wielkość nie jest cechą charakteru. Tkwi w każdym z nas, tylko czasami trudno nam ją dostrzec. Znajomi pani Parks opisywali ją jako cichą i nieśmiałą, a Martin Luther King w czasach sprzed powstania ruchu na rzecz praw obywatelskich wręcz słynął z bojaźliwości i wątpienia w samego siebie.



  Wróćmy na chwilę do wieczornego wywiadu radiowego z 1956 roku. Pani Parks powiedziała w nim, że „Nie pomyślałaby, że byłaby do tego zdolna; nie przyszłoby jej to do głowy”. Tobie także prawdopodobnie nie przychodzą do głowy wybitne rzeczy, jakie możesz osiągnąć w pracy i za swojego życia. Jej przykład pokazuje, że wszyscy jesteśmy zdolni do znalezienia w sobie odwagi, by w przełomowych chwilach podejmować działania wykraczające poza ramy własnego charakteru.



  Zgodnie z tym, co Rosa Parks wyjaśniła na antenie radia w trakcie wywiadu udzielonego w 1956 roku, dyskryminacja rasowa postawiła ją w sytuacji, w której „osiągnęła granice cierpliwości”. Ale w tej jednej, konkretnej chwili przełamała się dzięki czemuś znacznie silniejszemu: dzięki sobie.



  Właśnie tym jest odwaga. Przełomem. Takim przełomem, jakiego doświadczamy, gdy zajmujemy stanowisko, zabieramy głos, ujawniamy się, wychodzimy przed szereg, podnosimy rękę albo robimy inne rzeczy, które wydają się trudne lub budzą lęk bądź niepewność. Przyglądając się bohaterom historycznym czy tuzom biznesu, sztuki lub muzyki, nie zakładaj, że w jakiś sposób się od ciebie różnią. To nieprawda.



  Odwaga to cecha wrodzona. Jest w każdym z nas. Urodziłeś się z nią i możesz z niej zaczerpnąć, kiedy tylko zechcesz. To nie kwestia pewności siebie, wykształcenia, statusu społecznego, charakteru czy zawodu. To po prostu kwestia umiejętności znalezienia jej w razie potrzeby. A gdy będziesz jej potrzebował, raczej będziesz sam.



  Zapewne będziesz zdany na siebie – na spotkaniu w pracy, we własnej kuchni, w metrze, zapatrzony w telefon, w ekran komputera albo pogrążony w rozmyślaniach nad czymś – i nagle to się wydarzy. Opadnie jakaś zasłona, obudzą się odruchy. Poczujesz chęć do działania. Twoje wartości i instynkt podpowiedzą ci, co powinieneś zrobić. A twoje uczucia będą krzyczały: NIE! To chwila przełomu. Nie musisz z góry znać wszystkich odpowiedzi. Po prostu musisz podjąć decyzję w ciągu pięciu następnych sekund.



  Dan siedzi przed komputerem i zastanawia się, czy zapisać się na letni semestr. Chce ukończyć college, ale pomysł zaczynania studiów w wieku 44 lat budzi w nim zrozumiałe obawy.



  Christine potrzebuje odwagi podczas spotkania marketingowego w Plano, w Teksasie. Wpadła na znakomity pomysł, ale zastanawia się, czy aby na pewno nie zabrzmi on głupio.



  Tom stoi przy barze w Chicago. Przed chwilą zobaczył dziewczynę, od której nie potrafi oderwać wzroku. Może albo odwrócić się z powrotem do przyjaciół i udawać, że interesuje go mecz, o którym rozmawiają, albo znaleźć w sobie odwagę, by do niej podejść.



  W dziale sprzedaży pewnej firmy z Nashville, tworzącej oprogramowanie finansowe, zapanowało zniechęcenie. Przez trzy lata z rzędu zespół realizował wyznaczane plany, ale normy zostały podniesione po raz kolejny.



  Alice z Anglii musi się przełamać, żeby wyjść i pobiegać. Zainspirowała ją przyjaciółka na Facebooku, lecz Alice czuje się zniechęcona długim czasem, jaki minął od ostatnich treningów.



  Po drugiej stronie globu Patel nie może przestać myśleć o przyjacielu, którego syn zginął w wypadku samochodowym. Nie wie, co powiedzieć, i przeraża go myśl o utracie własnego syna. Powtarza sobie: „Jeśli poczekam kilka dni, będzie mi łatwiej”, ale nie daje mu spokoju chęć sięgnięcia po telefon, pojechania do przyjaciela do domu... zrobienia czegokolwiek.



  W Chinach Sy właśnie podpisała kontrakt na dystrybucję nowej linii kosmetyków do pielęgnacji ciała. Ma na liście co najmniej tuzin osób, do których chciałaby zadzwonić. Patrzy jednak na telefon i waha się – „A jeśli pomyślą, że jestem namolna?”.



  Todd z Queensland w Australii doskonale wie, co chce zrobić ze swoim życiem – i nie jest to studiowanie prawa, tylko kultury fizycznej. Zanim jednak Todd będzie mógł wziąć we własne ręce ster przyszłości, musi się zmierzyć z niezadowoleniem rodziców.



  Mark leży w swoim łóżku w Auckland, w Australii. Jest 22.30. Odwraca się na bok i patrzy na żonę zatopioną w lekturze książki. Chciałby się z nią kochać, ale wychodzi z założenia, że kobieta nie jest w nastroju; pragnąłby się nad nią nachylić i pocałować ją w ramię, lecz boi się odtrącenia. Potrzebuje odwagi, by się do niej zbliżyć po wielu miesiącach czucia się jak współlokator.



  Te historie są prawdziwe i stanowią jedynie wierzchołek góry lodowej. Akcentują konflikt między chęcią do zmiany życia a lękiem przed tą zmianą. Pokazują także, iż zwyczajna, codzienna odwaga jest zdolna wszystko odmienić.



  Seth Godin napisał kiedyś, że „inna część mózgu uaktywnia się wtedy, gdy myślimy o czymś, co jest możliwe, zamiast o czymś, co jest konieczne”. Wierzę, że tak samo dzieje się wtedy, gdy myślimy o byciu odważnym, a nie koncentrujemy się na blokujących lękach. Chodzi o różnicę wynikającą z zastanawiania się nad rozwiązaniem, a nie nad problemem, zaś ta nieznaczna zmiana nastawienia wyzwala psychicznie.



  Jest coś doniosłego w nazwaniu aktami codziennej odwagi moich zmagań z porannym wstawaniem, zmagań Patela z sięgnięciem po telefon, zmagań firmy handlowej z przyjęciem ambitniejszych celów sprzedaży czy zmagań Alice z wyjściem na trening.



  Ostatecznie odwaga to po prostu przełamanie się.



  Przełamując się, może nie zmienisz świata, prawa i nie zainicjujesz ruchu na rzecz praw człowieka, ale mogę ci zagwarantować, że zmienisz coś równie ważnego – siebie.



  




   



   



   



  REGUŁA 5 SEKUND



   



  Kiedy poczujesz impuls do realizacji celu, musisz policzyć



   



  5... 4... 3... 2... 1...



   



  i fizycznie się ruszyć, bo w przeciwnym razie



  mózg cię powstrzyma.



„A co, jeśli się mylisz?”



  To bardzo zasadne pytanie, które pada zbyt rzadko. Co, jeśli się mylisz? Co, jeśli pójdziesz na przesłuchanie i okaże się, że naprawdę jesteś tak dobra, jak twierdzą wszyscy? Co, jeśli twój pomysł jest w istocie materiałem na przynoszący krociowe zyski biznes? Co, jeśli uda ci się nie tylko zrealizować plan sprzedaży na ten rok, ale go przekroczyć? Co, jeśli życie singla wcale nie jest takie straszne, a prawdziwie bratnia dusza wpadnie na ciebie zupełnym przypadkiem już za kilka dni? Naprawdę pozwolisz, by twoje zmartwienia sparaliżowały cię w pracy, uniemożliwiły kochanie kogoś i pokazanie się od najlepszej strony? No mam nadzieję, że nie.



  A nawet jeśli rzeczywiście dasz ciała, to jest jeszcze jedna rzecz, jaką możesz sobie powiedzieć:



   



  
Zacznij szukać



  Jak szukać? Zatrudnij najlepszego możliwego przewodnika: własną ciekawość. Ciekawość to instynkt skłaniający do zwracania uwagi na to, na czym ci naprawdę zależy. Jeśli nie możesz przestać o czymś myśleć, zrób z tego nowe hobby. Zwracaj też baczną uwagę na uczucie zazdrości. Jeżeli zauważysz, że czegoś komuś zazdrościsz, przyjrzyj się temu uczuciu. O jaki aspekt czyjegoś życia jesteś zazdrosny? To może ci podsunąć pomysł, czego tak naprawdę chcesz dla siebie.



  Następnie przełam się do podjęcia kilku prostych kroków w celu zapoznania się z tematem: poczytaj o nim, obejrzyj poradniki wideo, porozmawiaj z ludźmi, idź na kurs i napisz plan. Zdziwisz się, co się stanie po jakimś czasie.



  Twoją pasją może być fotografia. Kiedy Chris cztery lata temu poznał regułę 5 sekund, był kierownikiem inwestycji w banku (wciąż nim jest) i odkąd pamiętał, uwielbiał fotografię. Wykorzystał regułę, aby przekonać się do zgłębiania tej pasji, a dziś jest zawodowym fotografikiem z wieloma nagrodami i okładkami czasopism w dorobku artystycznym.



  [image: ]



  Może chciałbyś otworzyć delikatesy. Nieważne, że nigdy wcześniej tego nie robiłeś. Dziś mamy do dyspozycji mnóstwo informacji, które pozwolą ci wybadać grunt. Weź za przykład Erica. Mieszka w Kambodży i wpadł na pomysł założenia firmy eksportowej. Przełamał się i stara się dowiedzieć wszystkiego co się da z filmów na YouTubie i z książek.



  
    
      [image: ]
    


  



  Właśnie w taki sposób odkrywa się pasję. Policz 5... 4... 3... 2... 1... i szukaj, aż wreszcie na nią trafisz.



   



  
Mój codzienny rytuał



  1. Wstaję, gdy zadzwoni budzik.



  Znaczenie tego faktu omówiliśmy przy okazji wyzwania z wstawaniem. Dzwoni budzik. Wstaję. Koniec tematu. Jeśli chcesz osiągnąć najwyższą produktywność, NIGDY nie powinieneś używać przycisku drzemki. Istnieje nawet neurologiczne uzasadnienie tego faktu, które poznałam podczas gromadzenia materiałów do tej książki.



  Pewnie wiesz, że smacznie przespana noc jest ważna dla produktywności. Założę się jednak, że nie wiedziałeś, iż sposób wstawania jest równie istotny jak jakość snu. Naukowcy odkryli niedawno, że użycie przycisku drzemki ma niekorzystny wpływ na pracę mózgu i produktywność, który może się utrzymywać nawet przez cztery godziny! Oto garść wyjaśnień.



  Śpimy w cyklach, które trwają jakieś 90–110 minut. Mniej więcej na dwie godziny przed przebudzeniem cykle te kończą się i organizm powoli przygotowuje się do pobudki. Kiedy zadzwoni budzik, organizm jest już przestawiony na tryb budzenia się. Jeżeli naciśniesz guzik drzemki i ponownie zapadniesz w sen, zmusisz mózg do zainicjowania nowego cyklu, który trwa kolejne 90–110 minut.



  Gdy kwadrans później budzik ponownie się odezwie, kora mózgowa odpowiedzialna za podejmowanie decyzji, uwagę, czujność i samokontrolę wciąż będzie w cyklu spania. Nie da się jej raptownie obudzić – potrzebuje ona kolejnych 75 minut na dokończenie tego, co zapoczątkowało włączenie przycisku drzemki.



  Wyjście z tej sennej bezwładności i przywrócenie pełnej sprawności procesów kognitywnych może zająć nawet cztery godziny. Właśnie dlatego czujemy się tak otępiali, gdy wstajemy po dodatkowej drzemce. Przyczyną nie jest niedospanie. Chodzi o to, że po naciśnięciu przycisku „drzemka” zacząłeś nowy cykl snu, a potem go przerwałeś. W dni, w które uruchomiłeś przycisk drzemki, nie będziesz działać na najwyższych obrotach.



  Podchodzę więc do tego śmiertelnie poważnie. Rozlega się budzik. Żadnych drzemek. Wstaję. Bezdyskusyjnie.



   



  2. Idę do łazienki i wyłączam alarm.



  Mój mąż i ja nie trzymamy budzików czy telefonów w sypialni albo na nocnym stoliku. Gdzie zostawiam telefon? W łazience. Wystarczająco blisko, żebym usłyszała zarówno zwykły dzwonek telefonu, jak i dźwięk alarmu rano. A zarazem dostatecznie daleko, by nie ulec pokusie. Jeśli zostawiłabym telefon na nocnym stoliku, sięgnęłabym po niego bez namysłu i w łóżku zaczęła przeglądać e-maile. Wiesz, że zrobiłbyś to samo. Jeżeli leży w zasięgu ręki, łatwo go złapać bez zastanowienia. Większość ludzi czyta e-maile przed wyjściem z łóżka, a z przeprowadzonych niedawno przez Deloitte badań wynika, że jedna trzecia dorosłych (a w wieku poniżej 35 lat – połowa) budzi się w nocy, by zerknąć na telefon. Zostawiwszy aparat (z ustawionym budzikiem) w łazience, trudniej mi nawykowo po niego sięgać, a dzięki temu mogę liczyć na smaczny i nieprzerwany sen.



   



  3. Myję zęby i koncentruję się na nadchodzącym dniu.



  Podczas mycia twarzy i szczotkowania zębów przez 3–5 minut koncentruję się na tym, czego naprawdę chcę i co muszę zrobić dla SIEBIE i MOICH dalekosiężnych celów. To nie jest lista spraw do załatwienia. To lista niezbędnych działań. Jest to ta chwila, w której świadomie zbieram myśli i zastanawiam się nad jedną albo dwiema sprawami na dany dzień, których nie mam ochoty robić, ale które są konieczne z perspektywy moich celów, marzeń i zawodowego rozwoju. Badacze określają te cele akronimem SMART (z ang. specific, measurable, achievable, realistic i timely – konkretne, mierzalne, osiągalne, realne i określone w czasie). Ja nazywam je po prostu sprawami gwarantującymi postęp w ważnych dla mnie kwestiach. Zwykle są to – jak to ujął Morphin – „bzdety”, na które nie mam ochoty.



  
    
      [image: ]
    


  



  4. Ubieram się, ścielę łóżko, idę do kuchni i nalewam sobie filiżankę kawy.



  Zauważyłeś, czego jeszcze nie zrobiłam? Nie spojrzałam na telefon i nie sprawdziłam skrzynki e-mailowej. Dlaczego? Bo wiem, że gdy tylko to zrobię, zdekoncentruję się. Kiedy zaczniesz sprawdzać pocztę, czytać wiadomości albo przeglądać serwisy społecznościowe, czyjeś ważne sprawy zaczynają ci przesłaniać twoje. Myślisz, że Bill Gates albo Oprah leżą w łóżkach i przeglądają nowości w serwisach społecznościowych? Nie, i ty także nie powinieneś. Musisz stawiać siebie na pierwszym miejscu, nie sprawdzaj więc poczty, dopóki nie zaplanujesz SWOJEGO dnia.



   



  5. Spisuję od 1 do 3 „konieczności” oraz powody, dla których są one ważne.



  W tanim terminarzu, który kupiłam w papierniku, zapisuję jedną, dwie albo trzy rzeczy, które czuję, że muszę danego dnia zrobić – bo są ważne dla MNIE. Z dwóch powodów to ważny krok: po pierwsze, jestem wzrokowcem, po drugie zaś, według badań profesor psychologii, dr Gail Matthews z Dominican University of California, dzięki samemu zapisaniu celów szansa na ich zrealizowanie rośnie o 42%.



  Zapisanie celów w terminarzu oznacza, że będę na nie zerkała przez cały dzień i przypominała sobie o konieczności podjęcia działań. Wspomniane powody zaś przypominają mi o tym, dlaczego te cele są ważne, i dodatkowo mnie dopingują.



  Jeśli wpisałabym je w kalendarzu elektronicznym, zapomniałabym o nich. W połowie przypadków, kiedy wchodzę do jakiegoś pomieszczenia, zapominam, po co tam poszłam – „prześladuję się więc sama koniecznościami”, fizycznie je spisując. Gdy zanotuję je w terminarzu (do którego zaglądam przez cały dzień), mam je bez przerwy przed oczami. Oglądanie „konieczności” przypomina mi o ich wykonaniu. Możesz je spisywać w notesie, w kalendarzu, gdziekolwiek – tylko po prostu je zapisz i noś ze sobą, tak jak robi to Sharon.



  
    
      [image: ]
    


  



  6. Planuję dzień i rezerwuję trzydziestkę przed 7.30.



  Najważniejsze „konieczności” planuję (a często także realizuję) NAJPIERW, zanim sięgnę po telefon albo sprawdzę e-maile. Posługuję się w tym celu narzędziem, które nazywam „trzydziestką przed 7.30”.



  Zaplanowanie dnia zajmuje mi 30 minut przed 7.30. Przez te pół godziny zaczynam pracować nad dwiema albo trzema koniecznościami lub rezerwuję czas na zajęcie się nimi później. Jeśli jestem w domu, staram się zacząć planowanie o 7.00 rano, kiedy ostatnie z dzieci wsiądzie do autobusu. Tych 30 minut stanowi filar mojego sukcesu.



  Dzięki opracowaniu planu dnia w sposób dający gwarancję „skupienia się na właściwych sprawach”, jak to robi Jeremy, przygotowujesz grunt pod bycie „znacznie produktywniejszym”