Główna Finansowy ninja

Finansowy ninja

0 / 0
Jak bardzo podobała Ci się ta książka?
Jaka jest jakość pobranego pliku?
Pobierz książkę, aby ocenić jej jakość
Jaka jest jakość pobranych plików?
Finansowy ninja to esencja wiedzy autora i jego doświadczenia na temat finansów osobistych. To podręcznik, który uzupełnić ma braki w edukacji szkolnej. Wyjaśnia podstawowe, ale nieoczywiste zasady, daje proste podpowiedzi dotyczące mądrego posługiwania się produktami finansowymi i przestrzega przed zagrożeniami dla naszych pieniędzy.
„Finansowy ninja” to podstawowy oręż w walce o bezpieczeństwo finansowe. Książka napisana jest prostym językiem zrozumiałym dla każdego – także dla osób, które o finansach nie mają zielonego pojęcia. Wierni Czytelnicy mojego bloga także znajdą w niej wiele nowych treści składających się na kompletny trening prawdziwego finansowego ninja.
Rok:
2016
Wydawnictwo:
Kaveo Publishing
Język:
polish
Strony:
585
ISBN 13:
9788365308030
Plik:
PDF, 13,92 MB
Ściągnij (pdf, 13,92 MB)

Możesz być zainteresowany Powered by Rec2Me

 

Najbardziej popularne frazy

 
0 comments
 

To post a review, please sign in or sign up
Możesz zostawić recenzję książki i podzielić się swoimi doświadczeniami. Inni czytelnicy będą zainteresowani Twoją opinią na temat przeczytanych książek. Niezależnie od tego, czy książka ci się podoba, czy nie, jeśli powiesz im szczerze i szczegółowo, ludzie będą mogli znaleźć dla siebie nowe książki, które ich zainteresują.
1

So rächt sich eine Horror-Braut

Ano:
2009
Idioma:
german
Arquivo:
MOBI , 273 KB
5.0 / 0
2

So rächt sich eine Horror-Braut

Ano:
2009
Idioma:
german
Arquivo:
MOBI , 273 KB
5.0 / 0
Skład i okładka: Marcin Gajosiński, This Way Design, thisway.design
Rysunki ninja w książce: Marek Pawelczyk, PanRysownik.pl
Redakcja: Łukasz Mackiewicz, eKorekta24.pl
Korekta: Marta Durczyńska, eKorekta24.pl
Opracowanie wersji elektronicznej: Kamila Dankowska, Marcin Gajosiński, thisway.design
Copyright © 2016 by Michał Szafrański
Książka wydana przez Kaveo Publishing
Dystrybucja wysyłkowa przez internet:

›› http://finansowyninja.pl ‹‹
Wszystkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej
książki w jakiejkolwiek postaci jest zabronione. Wykonywanie kopii metodą kserograficzną, fotograficzną,
a także kopiowanie metodą elektroniczną lub inną powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej
publikacji. Wyjątkiem są recenzje i referaty, kiedy to osoba recenzująca lub referująca ma prawo
przytaczać krótkie wyjątki z książki – z podaniem źródła.
Wszystkie znaki występujące w tekście są zastrzeżonymi znakami firmowymi bądź towarowymi ich
właścicieli.
Jako autor dołożyłem wszelkich starań, aby informacje zawarte w tej publikacji były kompletne
i rzetelne. Nie biorę jednak żadnej odpowiedzialności za ich wykorzystanie ani za ewentualne szkody
wynikłe z wykorzystania informacji zawartych w książce. Musisz wiedzieć, że nie jestem doradcą
finansowym ani tym bardziej doradcą inwestycyjnym i że odradzam ślepe podążanie za moimi
podpowiedziami. Wszystkie treści zawarte w tej książce są wyłącznie wyrazem moich osobistych
poglądów i nie stanowią rekomendacji w rozumieniu przepisów Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia
19 października 2005 r. w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów
finansowych, ich emitentów lub wystawców (Dz.U. z 2005 r. nr 206, poz. 1715). Wszystkie decyzje związane
ze swoimi finansami podejmujesz na własną odpowiedzialność. Pamiętaj, że to Ty jesteś dla siebie
najlepszym doradcą finansowym. Traktuj to, co piszę, jako wskazówki, które musisz odnieść do własnej
sytuacji i własnych preferencji.
ISBN: 978-83-65308-00-9
ISBN e-book EPUB; : 978-83-65308-01-6
ISBN e-book MOBI: 978-83-65308-02-3
ISBN e-book PDF: 978-83-65308-03-0
Wydanie pierwsze
Warszawa 2016

Spis Treści
Spis Treści
Wstęp
Droga finansowego ninja
Trening finansowego ninja
Rola planowania, czyli warto mieć swój rozkład jazdy
Rola emocji, czyli Twój prawdziwy stosunek do bogactwa
Rola nawyków, czyli wojna z samym sobą

Arsenał finansowego ninja
Budżet domowy – najważniejszy oręż finansowego ninja
Kalkulator finansowy
Procent składany, czyli miecz obosieczny
Finansowa poduszka bezpieczeństwa
Wartość netto – jedyna miara zamożności
Czas – zasób cenniejszy od pieniędzy
Negocjowanie – umiejętność warta miliony
Inflacja i jej wpływ na wartość pieniądza

Finansowy rozkład jazdy
Część 1. Droga do niezależności finansowej
Część 2. Etapy ewolucji finansowego ninja
Część 3. Jak wiek wpływa na możliwości ninja?

Oszczędzanie na co dzień

Część 1. Ile powinieneś oszczędzać?
Część 2. Codzienne oszczędności

Fundament zdrowych finansów
Część 1. Konta, lokaty i kilka bankowych trików
Część 2. Karty bankowe
Część 3. Ubezpieczenia
Część 4. Higiena finansowa

Mieszkanie lub dom – największy zakup w życiu
Lepiej kupić czy wynajmować mieszkanie?
Kredyt hipoteczny – na co zwracać uwagę?
Negocjacje zakupu mieszkania

Zarabianie pieniędzy
Etap 1. Praca na etacie i strategiczne planowanie kariery
Etap 2. Praca dodatkowa, czyli dywersyfikacja
Etap 3. Własna firma i skalowanie modelu zarabiania

Optymalizacja podatkowa
Elementarz podatkowy
Umowy cywilnoprawne oprócz etatu
Własna działalność gospodarcza

Inwestowanie
Dlaczego warto inwestować?
Podstawowe zagrożenia związane z inwestowaniem
Polisa z UFK, czyli toksyczny produkt inwestycyjny

Zakończenie

Polska Akcja Humanitarna (PAH)
Program Pajacyk w Polsce
Bibliografia

Wstęp
Jest piątek 13 maja 2016 r. Podobno to pechowa data, ale przesądny nie jestem.
Ekonomiści i obserwatorzy polityczni czekają w napięciu na ogłoszenie
ewentualnej zmiany ratingu Polski przez agencję Moody’s, a ja z olbrzymią ulgą
przygotowuję wstęp do książki, którą zacząłem pisać blisko dwa lata temu.
Dla Ciebie to dopiero początek, a dla mnie – już finisz. Znajdujemy się na
różnych etapach, ale mamy jedną wspólną cechę: zależy nam na poprawie
swojej sytuacji finansowej, mądrzejszym gospodarowaniu pieniędzmi, którymi
już teraz dysponujemy, oraz rozwijaniu zdolności do ich zarabiania
i pomnażania. Brzmi niesamowicie prosto, ale realizacja nie jest już taka łatwa.
Droga do bezpieczeństwa finansowego bywa bardzo kręta.
Po pierwsze, brakuje nam dobrych podstaw. W szkole niestety nie ma
przedmiotu „finanse osobiste”, chociaż moim zdaniem powinien to być
przedmiot obowiązkowy.
Po drugie, rodzice rzadko kiedy wpajają swoim dzieciom właściwe wzorce
zachowań w obszarze finansów. W wielu polskich rodzinach pieniądze stanowią
temat tabu. Jeżeli są w portfelu, to się je wydaje. Jeżeli ich nie ma, to się o tym
milczy lub co najwyżej się narzeka.
Moi Rodzice dawali mi kieszonkowe od pierwszej klasy podstawówki, pod
warunkiem że będę sumiennie prowadził notes z rejestrem przychodów
i wydatków. Wypłata kolejnego kieszonkowego zależała od audytu tych
zapisków. I chociaż działo się to jeszcze w ubiegłym wieku, nawyk
skrupulatnego prowadzenia domowej buchalterii pozostał mi do dzisiaj i nie raz
uratował mi skórę.
To właśnie systematyczna praca u podstaw doprowadziła mnie do miejsca,
w którym jestem dzisiaj, i pozwala mi cieszyć się życiem bez przejadania
wszystkich zarobionych pieniędzy. Wcale nie uważam się za nadmiernie
oszczędnego człowieka – chociaż przypina mi się taką łatkę. W mądrym
zarządzaniu finansami osobistymi nie chodzi o to, żeby być dusigroszem. Mądre
gospodarowanie pieniędzmi to sztuka minimalizowania tylko tych kosztów,
które są nam zbędne, po to żeby mieć więcej pieniędzy na to, co jest dla nas
ważne.
Sęk w tym, że sami często nie wiemy, co się dla nas najbardziej liczy. Przez
to zapracowujemy się w pogoni za pieniądzem, który cały czas się nas nie
trzyma. Im więcej zarabiamy, tym więcej wydajemy, a oszczędności jak nie było,
tak nie ma. I tylko w nielicznych momentach refleksji zastanawiamy się, jak to

w ogóle możliwe…
Większość z nas nie ma żadnego planu na siebie. Nie wiemy, co chcemy
robić za kilka lat, nie wiemy też, ilu pieniędzy potrzebujemy na życie.
Dowiadujemy się tego na bieżąco, nie zawsze w sprzyjających okolicznościach.
Dobrowolnie oddajemy swoją wolność za mniejsze lub większe błyskotki
i zaciągamy kredyty, przez co stajemy się niewolnikami banków i firm
pożyczkowych. W efekcie wielu z nas żyje na krawędzi – brak zaledwie jednej
pensji może spowodować problemy finansowe. Wciąż tylko nieliczni myślą
w perspektywie kolejnych miesięcy lub lat, systematycznie gromadząc
oszczędności.
Skąd to wiem? Od 2012 r. prowadzę blog „Jak oszczędzać pieniądze?”,
poświęcony tematyce mądrego oszczędzania, zarabiania, inwestowania oraz
wprowadzania optymalnych zmian we własnych finansach. Zgromadził on
zaskakująco dużą liczbę czytelników – co miesiąc odwiedza go ok. 200 tys.
osób! W najśmielszych marzeniach nie przypuszczałem, że uda mi się
zainteresować tak wielu ludzi. Dzieje się to pomimo faktu, że nie mam
wykształcenia ekonomicznego i nigdy nie pracowałem w branży finansowej.
A może właśnie dlatego to, co piszę na blogu i o czym mówię w podcaście
„Więcej niż oszczędzanie pieniędzy”, rezonuje u tak licznych osób?
Książka, którą trzymasz w ręku, zawiera podstawową wiedzę na temat
finansów osobistych – esencję kilkuset obszernych artykułów opublikowanych
na blogu, a także wielu zagadnień, o których jeszcze tam nie pisałem.
Absolutnie nie wyczerpuje ona tematu finansów osobistych, przekazuje jednak
fundamentalną wiedzę, którą sam chciałbym otrzymać w trakcie edukacji
szkolnej. Przedstawiam podstawowe zasady, jakimi powinny kierować się osoby
mądre finansowo. Ci, których nazywam finansowymi ninja, to inteligentni,
świadomi, samodoskonalący się ludzie, którzy potrafią tak zarządzać swoimi
finansami, żeby na wszystko im wystarczało. Potrafią ułożyć i regularnie
wdrażać plan zwiększania zarobków, a jednocześnie są świadomi, że życie nie
zawsze toczy się zgodnie z planem. Wiedzą, jak przygotować się finansowo na
nieprzewidziane trudności, a jednocześnie umieją skutecznie bronić się przed
doradcami finansowymi, polującymi na ich oszczędności i oferującymi coraz to
wymyślniejsze „gwarantowane inwestycje”. Wiedzą, że w świecie finansów
gwarantowane jest jedynie ryzyko – tym większe, im mniejsze mamy
doświadczenie, wiedzę i świadomość zmienności własnych emocji.
Finansowy ninja zna siebie, umie rozpoznać przeciwnika i potrafi
wykorzystywać przeróżne techniki walki. Dzięki bieżącej kontroli finansów
osiąga ostateczny cel, którym jest szeroko rozumiane bezpieczeństwo
finansowe.

Do wielu wniosków, które znajdziesz w tej książce, doszedłem, ucząc się na
własnych błędach. Mam nadzieję, że Finansowy ninja pomoże Ci ich uniknąć.
Bardzo mocno wierzę w to, że wprowadzenie w życie przynajmniej części
zamieszczonych tu porad i wskazówek pomoże Ci znacząco poprawić stan
finansów i skutecznie odkładać pieniądze na przyszłą – oby wcześniejszą –
emeryturę.
Pamiętaj jednak, że nie jestem doradcą finansowym ani tym bardziej
inwestycyjnym. To Ty jesteś jedyną osobą odpowiedzialną za własne decyzje
finansowe. Nie możesz tej odpowiedzialności na nikogo zrzucić, bo to właśnie Ty
poniesiesz konsekwencje swoich wyborów lub zaniechań. Z całego serca życzę
Ci, żeby decyzje, które podejmiesz, prowadziły wyłącznie do dobrych zmian
w Twoim życiu.
Dziękuję Ci za sięgnięcie po Finansowego ninja i za zaufanie, które mi
okazałeś, płacąc za książkę. Dzięki temu, że wydaję ją samodzielnie, mogę sobie
pozwolić na przekazanie części wpływów ze sprzedaży na cele dobroczynne.
Każdy sprzedany egzemplarz funduje jeden posiłek dla niedożywionych dzieci
objętych programem Pajacyk, który od wielu lat prowadzi Polska Akcja
Humanitarna (PAH).
Nie przedłużając, zapraszam Cię do rozpoczęcia treningu finansowego
ninja. Obiecuję, że łatwo nie będzie, ale będzie warto. W trakcie czytania
koniecznie zaglądaj na stronę ›› http://fin.ninja/bonus ‹‹. Znajdziesz tam
szablony arkuszy kalkulacyjnych i materiały dodatkowe, które pomogą Ci
poszerzyć wiedzę.
I jeszcze jedna wskazówka: książkę możesz czytać linearnie, rozdział po
rozdziale, lub wyrywkowo – od razu przechodząc do części, która najbardziej
Cię interesuje. W tym drugim przypadku zalecam jednak przerobienie
w pierwszej kolejności rozdziału trzeciego. Tam zapoznasz się z obsługą
kalkulatora finansowego, którym posiłkuję się w całej książce.
Życzę miłej lektury.
Michał Szafrański
Warszawa, 13 maja 2016 r.

PS. Zapraszam mocno na mój blog – ›› http://jakoszczedzacpieniadze.pl ‹‹.
PPS. Będzie mi bardzo miło, jeśli zechcesz podzielić się ze mną wrażeniami

z lektury. Śmiało pisz na: ›› michal@finansowyninja.pl ‹‹. Nie gwarantuję
odpowiedzi, ale na pewno przeczytam Twój e-mail.

ROZDZIAŁ 1

Droga finansowego ninja

Na początek ustalmy, kim jest prawdziwy finansowy ninja. Nie jest nim
w żadnym wypadku amerykański „finansowy golas”, chociaż to właśnie jego
określa się mianem „ninja” – od skrótu:
NINJA = NO INCOME, NO JOB & ASSETS
W USA nazywano tak osoby, które nie zarabiały, nie miały pracy ani żadnego
majątku. To właśnie im banki w swojej nieograniczonej chciwości udzielały
kredytów na zakup domów. Nie zwracano uwagi na to, czy kredytobiorcę stać
na spłatę zobowiązań (czy ma zdolność kredytową). Wychodzono z założenia, że
ceny nieruchomości zawsze będą rosnąć, a amerykańscy ninja optymistycznie
zakładali, że „grzechem jest nie skorzystać z taniego pieniądza w postaci
kredytu hipotecznego”. Doradcy finansowi zgarniali sowite prowizje za
uruchamianie kolejnych kredytów. Dzięki pieniądzom pompowanym w ten
sposób na rynek przepowiednia o wzroście cen nieruchomości sama się
spełniała. Do czasu – w 2008 r. bańka pękła. Okazało się, że amerykańscy ninja
nie są w stanie spłacać rosnących rat kredytów. Rynek się załamał i dzisiaj takie
„śmieciowe kredyty” uznawane są za główny powód krachu finansowego

w 2008 r.
Niestety „amerykańskich ninja” nie brakuje także w Polsce. To osoby
nieposiadające
oszczędności,
próbujące
wytrwać
do
pierwszego.
Niejednokrotnie są to dawcy pieniędzy dla sektora finansowego, pracujący na
spłatę odsetek od udzielanych im kredytów i pożyczek. Takim ninja może
niestety zostać każdy. Przyczyniają się do tego lekkomyślność finansowa, brak
prawidłowych nawyków, niskie zarobki oraz – co najważniejsze – brak właściwej
edukacji i wiedzy o finansach.
Kim jest zatem prawdziwy finansowy ninja? To osoba świadoma finansowo,
asertywna, systematyczna, pracowita, która liczy przede wszystkim na siebie,
stale podnosi kwalifikacje, pokonuje swoje ograniczenia i strach, negocjuje ze
sobą i innymi, rozumie swoje emocje i umie sobie z nimi radzić, potrafi
przeanalizować podawane informacje, ma wysokie poczucie własnej wartości,
jest skuteczna i świadoma swoich finansowych możliwości oraz ograniczeń,
wyczulona na pojawiające się okazje i zdolna sprawnie na nie reagować, ma plan
na siebie i systematycznie go realizuje, jest szczera w stosunku do siebie samej
(nie oszukuje się) i przede wszystkim jest bezpieczna finansowo.
Ta książka poświęcona jest właśnie temu, jak zostać prawdziwym
finansowym ninja. To droga wymagająca dużego wysiłku i długiej pracy nad
sobą, dająca jednak niesamowite korzyści.
Zapraszam zatem do lektury i treningu.

Recepta na stanie się finansowym ninja
Finansowy ninja to ktoś, kto rozumie, że nie ma jednego, prostego przepisu na
zyskanie stabilności finansowej. Dla każdego ta droga będzie nieco inna.
Wyznaczana jest ona indywidualnymi preferencjami i umiejętnościami, a ich
poznawanie pomoże odnaleźć optymalną dla danej osoby drogę do dobrobytu.
W dużym uproszczeniu sprowadza się to do wybrania jak największej liczby
poniższych elementów i skutecznego ich połączenia ze sobą:
• ograniczanie kosztów stałych,
• zwiększanie przychodów,
• systematyczne zwiększanie skali oszczędności,
• umiejętne pomnażanie pieniędzy, np. poprzez inwestowanie
nadwyżek finansowych z jednoczesnym dbaniem o ochronę
zgromadzonego kapitału,
• dążenie do bycia jak najlepszym w tym, co się robi – najlepiej, by

było to coś, co jest naszą pasją lub co po prostu lubimy robić. Wtedy
praca jest dużo łatwiejsza.
Nikt z nas nie rodzi się z tymi umiejętnościami, ale można je wytrenować.
Analogicznie działali prawdziwi wojownicy ninja. Żaden z nich nie wyssał
wysokiej skuteczności z mlekiem matki – wszystko musieli osiągnąć sami.
Poświęcali tysiące godzin na treningi, zanim wyruszyli na pierwszą misję. Do
perfekcji doprowadzali sztukę walki specjalistycznym orężem, potrafili
doskonale zwodzić przeciwników i kamuflować swoje działania. Wiedzieli też, że
fizyczna doskonałość nie wystarczy, byli więc równie dobrymi strategami
i taktykami. Dopiero połączenie wszystkich tych umiejętności powodowało, że
uznawano ich za nadludzi – niepokonanych wojowników, gotowych skutecznie
zakończyć każdą misję.
Z budowaniem stabilności finansowej jest podobnie. W teorii sprowadza się
to do prostego równania:
ZAROBKI – WYDATKI = OSZCZĘDNOŚCI
Tak to wygląda w scenariuszu idealnym, tzn. takim, w którym przychody są
wyższe od kosztów. Życie ma jednak dużo więcej odcieni, więc ten scenariusz
może wyglądać też tak:
DUŻE ZAROBKI − WYŻSZE WYDATKI = DŁUG
DUŻE ZAROBKI − NIŻSZE WYDATKI = OSZCZĘDNOŚCI
MAŁE ZAROBKI − WYŻSZE WYDATKI = DŁUG
MAŁE ZAROBKI − NIŻSZE WYDATKI = OSZCZĘDNOŚCI
Czy widzisz, że sytuacja osób zarabiających dużo zasadniczo niewiele różni
się od sytuacji osób zarabiających mało? Celowo przejaskrawiam, ponieważ
chcę pokazać, że nie tylko wysokość pensji decyduje o zamożności. Można
zarabiać wiele, ale jeszcze więcej wydawać. I odwrotnie: można zarabiać mało,
jednak dzięki byciu oszczędnym mieć lepszą sytuację finansową niż osoby,
które zarabiają dużo.
Co więcej, umiejętności zarabiania i oszczędzania to nie wszystko. Jeśli ktoś
nie umie dobrze zarządzać pieniędzmi, to nawet bycie oszczędnym nie uchroni
go przed utratą kapitału w wyniku nietrafionych inwestycji. Podobnie jeśli
nadmiernie przyzwyczaisz się do wysokich zarobków i stale będziesz podnosić
stopę życiową. Szybko przekonasz się, że nie ma takich pieniędzy, których nie
dałoby się wydać. Samo zarabianie dużych pieniędzy nie jest czynnikiem, który

decyduje o tym, czy można uznać kogoś za finansowego ninja. To pomaga, ale
czasami nie wystarcza.

Bohaterowie negatywni, czyli bankructwo
z wyboru
Zarabiając olbrzymie pieniądze, trzeba uważać, żeby nie wpaść
w pułapkę nadmiernego konsumpcjonizmu. Jak już wspomniałem, nie
ma takich pieniędzy, których nie można by wydać. Najlepiej
udowadniają to spektakularne bankructwa sportowców, którzy po
zakończeniu kariery zawodowej w bardzo szybkim tempie pozbyli się
milionów dolarów i resztek majątku.
Według magazynu „Sports Illustrated” 78% zawodników z ligi
futbolu amerykańskiego NFL w ciągu dwóch lat od zakończenia kariery
ogłasza bankructwo lub wpada w poważne kłopoty finansowe.
Statystyki graczy koszykarskiej ligi NBA są niewiele lepsze – 60%
zawodników NBA kończy w tym samym miejscu po pięciu latach od
przejścia na emeryturę.
Absolutnym rekordzistą roztrwonionego majątku jest bokser Mike
Tyson. Ogłosił on bankructwo w 2003 r., po latach kariery, w trakcie
której zarobił łącznie 400 mln dolarów. Ale nie jest samotny w gronie
bankrutów.
Zawodnik

Dyscyplina

Zarobki w trakcie kariery

Mike Tyson

Boks

400 mln dolarów

Evander Holyfield

Boks

250 mln dolarów

Michael Vick

NFL

130 mln dolarów

Antoine Walker

NBA

110 mln dolarów

Scottie Pippen

NBA

110 mln dolarów

Jakie były przyczyny problemów finansowych tych osób?
Najważniejsze to nadmierna konsumpcja, czyli wystawny styl życia
i ekstrawaganckie zakupy (posiadłości, luksusowe samochody, a nawet
tygrysy), które windowały koszty stałe. Sama pielęgnacja ogrodów
wokół niektórych domów kosztowała miliony dolarów.

Problemem były także złe nawyki (hazard i inne nałogi), konflikty
z prawem, konflikty rodzinne, wysokie alimenty, koszty rozwodów
i obsługi prawnej. Obrazu zniszczenia dopełniały błędne decyzje
inwestycyjne i nieumiejętne zarządzanie posiadanym majątkiem.

Bohaterowie pozytywni, czyli
wszechstronni biznesmeni
Na drugim biegunie znajdują się prawdziwi finansowi ninja –
sportowcy, którzy wokół swojej podstawowej profesji zbudowali dobrze
prosperujące firmy. Świetnym przykładem jest bokser Floyd
Mayweather Jr., który zarabia fortunę także poza ringiem.
Odpowiednio wcześnie zorientował się, że bokserzy wcale nie zgarniają
większości wynagrodzenia, dlatego sam został menedżerem
bokserskim i organizatorem gal. Sprzedaje prawa do transmisji
telewizyjnych i zarabia nawet na sprzedaży hamburgerów i popcornu.
Nieważne, czy wygrywa, czy przegrywa – i tak na tym zarabia.
A zyski inwestuje, aby pomnożyć majątek. Stworzył sprawnie
działającą organizację, która będzie zarabiać miliony dolarów nawet
wtedy, gdy on przestanie boksować. To przejaw perspektywicznego
myślenia finansowego ninja.
Podobnie działają ikony branży muzycznej. Raper Jay Z zarabia
znacznie więcej na biznesach, w które inwestuje: firmie odzieżowej
oraz wytwórni muzycznej (jest producentem płyt także innych
wykonawców), niż na sprzedaży swoich płyt, które zresztą sam wydaje.
Sporą część jego zarobków stanowią ponadto przychody od sponsorów.
Jeszcze w 2003 r. zarabiał na jednym koncercie ok. 100 tys. dolarów.
Dziesięć lat później, w 2013 r., koncertując wspólnie z Justinem
Timberlakiem, inkasował już 1,5–2 mln dolarów za jeden występ.

W międzyczasie sprzedał swoją firmę odzieżową Rocawear za
204 mln dolarów, podpisał umowy z agencją koncertową Live Nation
warte ok. 150 mln dolarów i według magazynu „Forbes” zgromadził

fortunę szacowaną w 2015 r. na 550 mln dolarów. To wszystko wynik
kompleksowego podejścia do pasji (jaką jest dla Jaya Z tworzenie
muzyki), determinacji i umiejętności odważnego wkraczania w nowe
obszary biznesowe.

Najlepiej połączyć wszystkie elementy zdrowych finansów – i o tym właśnie
jest ta książka. W szkoleniu finansowego ninja zwrócę uwagę na wszystkie te
aspekty: oszczędzanie, zarabianie oraz mądre pomnażanie oszczędności,
np. poprzez inwestowanie. Pokażę również, jak kolosalne znaczenie dla naszych
pieniędzy mają umiejętna optymalizacja podatkowa oraz sztuka negocjacji –
z samym sobą i z innymi. Twoim zadaniem będzie wybranie tego, co najlepiej do
Ciebie pasuje.
Na początek spróbujemy przeanalizować te cechy, które powodują, że
niektórym powodzi się finansowo znacznie lepiej niż większości pozostałych
osób.

Cechy ludzi sukcesu
Skłamałbym, gdybym powiedział, że zmiana nawyków finansowych jest łatwa.
Nie jest. Ci, którzy pokazują szybkie ścieżki do miliona dolarów, mijają się
z prawdą. Gdyby takie recepty istniały, to setki tysięcy Polaków byłyby
multimilionerami. Dzisiaj, według danych Global Wealth Report 20151, w Polsce
żyje ok. 43 tys. dolarowych milionerów, czyli tych osób, których majątek
przekracza wartość 3,5 mln zł. To zaledwie 0,13% wszystkich Polaków.
Trzeba mieć świadomość, że za takimi efektami stoją najczęściej ciężka
praca, wiele wyrzeczeń, właściwe nastawienie, wola walki wbrew
przeciwnościom, czasami mądrzy doradcy, a także spora doza szczęścia. Co
więcej, nawet gdyby udało nam się poznać w najdrobniejszych szczegółach
drogę do sukcesu finansowego takiego milionera, mogłoby się okazać, że to nie
wystarczy, żeby uzyskać podobne rezultaty. Zmienia się bowiem otaczająca nas
rzeczywistość, zmieniają się warunki i konkurenci, z którymi przyjdzie nam
rywalizować. Poza tym każdy z nas jest osobą o innej wrażliwości, innym
sposobie myślenia oraz innym bagażu doświadczeń. Szczególnie to ostatnie jest
istotne. Mądrość życiową zdobywa się latami, a zatem wiedza o sekretach
sukcesu niepoparta własnymi, praktycznymi doświadczeniami może okazać się
niewystarczająca.

Są jednak pewne cechy wspólne dla osób osiągających to, co możemy
określić jako sukces. Podeprę się tutaj słowami osób, które świetnie wiedzą, jak
wygląda droga do dużego majątku.

1. Nastawienie na działanie
Im wcześniej określisz swoje cele w życiu i zaczniesz działać w kierunku ich
realizacji, tym większe będą szanse na to, że osiągniesz sukces finansowy.
Jeśli jednak już od dłuższego czasu działasz, ale nie widać pożądanych
rezultatów, to należy poważnie zastanowić się nad tym, co robisz źle. Warto
zmienić swoje postępowanie, przetestować alternatywne podejście,
np. zmienić pracę lub specjalizację. Dobrze podsumował to Albert Einstein,
który powiedział kiedyś: „Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać
innych rezultatów”.
Praktyczne eksperymentowanie jest trudne. Zmusza bowiem do
postawienia się w nowej sytuacji, do wyjścia poza obszar, który uważało się
za bezpieczny: poza strefę komfortu. Może mieć to jednak bardzo
pozytywne skutki uboczne.
Każdy drobny sukces powoduje wzrost pewności siebie. Doskonale
wiedzą o tym osoby, które już kilka razy zmieniały pracę. Zazwyczaj wiąże
się to ze wzrostem wynagrodzenia oraz zwiększeniem zakresu kompetencji.
Jeśli takiej osobie uda się wynegocjować wyższe wynagrodzenie, to
automatycznie sama podnosi sobie poprzeczkę. Wie już, że potrafi zarabiać
więcej niż w poprzedniej firmie, i wysoce nieprawdopodobne jest, by
zmieniając pracę kolejny raz, zaakceptowała gorszą ofertę. Drobne
wygrane stają się trampoliną do osiągania kolejnych, większych
celów. Gdyby ta osoba nie zdecydowała się na działanie i odbywanie
kolejnych rozmów rekrutacyjnych, byłaby uboższa o te doświadczenia
i zapewne miałaby też mniej pieniędzy w portfelu.
Efekt trampoliny ma zastosowanie również w innych obszarach naszych
finansów. Przykładowo: dla kogoś świetną stopą zwrotu z dokonywanych
inwestycji może być 6% rocznie, ponieważ na lokatach bankowych jest
w stanie zarabiać tylko 2%. Inna osoba, która aktywnie inwestuje,
np. kupując, remontując i sprzedając mieszkania, uzna taką stopę zwrotu za
niewartą zachodu. Osoba ta będzie już przyzwyczajona do zarabiania co
najmniej 15% w skali roku. Dzięki opanowaniu do perfekcji procesu
inwestycyjnego będzie ograniczać ryzyko, zabójcze dla nowicjuszy.
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, dlatego warto stale się
rozwijać we wszystkich obszarach, poszerzać wiedzę i zdobywać nowe

doświadczenia, aby z taką samą wprawą skakać zarówno na malutkich
trampolinach, jak i tych największych, dających możliwość wybicia na
wysokość nieosiągalną dla osób, które wolą spędzać wolny czas, siedząc na
kanapie i bezmyślnie oglądając telewizję.

2. Ciężka praca wbrew przeciwnościom
Arnold Schwarzenegger, aktor znany z wielu ról, m.in. Terminatora,
gubernator stanu Kalifornia i człowiek, którego majątek wart jest obecnie
setki milionów dolarów, dał kiedyś taką oto receptę na osiągnięcie sukcesu:
1. Ufaj

sobie. Bądź tym, kim chcesz być.

Łam zasady. Nie łam prawa, ale łam zasady. Jaki byłby sens Twojego
istnienia, jeśli miałbyś robić dokładnie to samo co inni?
3. Nie bój się porażki. Nie zawsze możesz wygrywać, ale nie bój się
porażki. Niech to nie powstrzymuje Cię od działania.
4. Nie słuchaj sceptyków i krytykantów. Nie słuchaj tych, którzy ciągną
Cię w dół i mówią: „Tak się tego nie robi” albo „Nikt tego jeszcze nie
zrobił”.
5. Pracuj najciężej, jak tylko się da. Zawsze gdy Ty się bawisz, ktoś ciężko
pracuje, żeby Cię przeskoczyć.
6. Dziel się z innymi. Daj coś od siebie. Sprawiaj, by świat był lepszym
miejscem.
2.

Mało kto wie, że Arnold zarobił swój pierwszy milion dolarów, jeszcze
zanim rozpoczął karierę filmową. Po przyjeździe do Stanów Zjednoczonych
podejmował się różnych zajęć, m.in. remontował podjazdy przed domami
uszkodzone podczas trzęsienia ziemi. Wszędzie potrafił dostrzec
możliwości podreperowania swoich finansów. Jednocześnie nie stronił od
ciężkiej fizycznej pracy.
Ci, którzy podziwiają go za osiągnięcia kulturystyczne, podkreślają
specyficzne podejście do treningów. Kiedyś zapytany o to, ile przysiadów
potrafi zrobić, odpowiedział z rozbrajającą szczerością, że nie wie. Dodał, że
zaczyna je liczyć dopiero wtedy, gdy wydaje mu się, że już więcej nie da
rady.

3. Systematyczność, zaangażowanie i dyscyplina
Will Smith, raper i aktor, którego majątek wart jest ok. 250 mln dolarów,
poza kultem pracowitości zwraca uwagę na systematyczność, którą cechują

się ludzie sukcesu. Rozumieją oni, że nie od razu Kraków zbudowano i że
dzięki systematyczności możliwe jest osiąganie celów, które początkowo
wydają się kompletnie nierealistyczne.
Smith w wystąpieniach telewizyjnych opowiada historię z dzieciństwa,
kiedy to ojciec kazał 12-letniemu Willowi i jego 9-letniemu bratu odbudować
ścianę budynku naprzeciwko swojej firmy. Chłopcy twierdzili początkowo,
że to nierealne i że zadanie to przerasta ich możliwości. Ojciec był
nieugięty.
„Jeśli masz zbudować wielką ścianę, nie myśl o tym, jak ona jest wielka
i że zadanie to jest poza Twoim zasięgiem, bo nie jesteś budowniczym.
Połóż dzisiaj jedną cegłę. Połóż ją najlepiej, jak potrafisz. A potem kolejną
i jeszcze kolejną. W końcu będziesz mieć ścianę, chociaż na początku
wydawało się to niemożliwe”.
Zbudowanie ściany zajęło chłopakom półtora roku, ale zrobili to
samodzielnie – bez pomocy dorosłych. Obecnie Will wymienia tamto
doświadczenie jako to, które pozwoliło mu uwierzyć, że nie ma zadań
niemożliwych do realizacji. W końcu zdecydowana większość rzeczy,
którymi posługujemy się każdego dnia, i technologii, z których na co dzień
korzystamy, została wymyślona i wyprodukowana przez ludzi – osoby takie
jak my, które nie zraziły się porażkami, które eksperymentowały do skutku.
Tak samo jest z finansami osobistymi. Od czytania książki nic się nie
zmieni, ale jeśli dzisiaj zrobisz mały krok, a jutro kolejny itd., to za kilka lub
kilkanaście lat będziesz bardzo daleko. Być może już na wcześniejszej
emeryturze – czego Ci życzę.

4. Stan gotowości do podejmowania wyzwań
W życiu każdego z nas przytrafia się kilka szans, które mogą okazać się
momentami zwrotnymi. Propozycja świetnej, ale trudnej pracy, ryzykowna
współpraca, która może zaowocować interesem życia – łatwiej zauważyć
szanse, jeśli Twój wewnętrzny radar jest dobrze nastrojony. Przygotowanie
na różne ewentualności ułatwia podjęcie ryzyka.
Zdarza się, że ludzie, którzy nie dbają o swoją finansową przyszłość,
dyskredytują sukcesy innych osób, podsumowując je krótkim
sformułowaniem „miał szczęście”. W ten sposób znajdują sobie świetne
uzasadnienie, dlaczego to innym „się udaje”, a im – nie. Nie twierdzę, że do
wszystkiego da się dojść wyłącznie ciężką pracą. Oprócz systematyczności,
gotowości do poświęceń, umiejętności podnoszenia się po porażkach na
pewno potrzebne są do sukcesu sprzyjające okoliczności oraz dużo
szczęścia. Tylko że jakoś tak się składa, że szczęście sprzyja

przygotowanym. Im lepiej jesteś przygotowany, tym mniej czynników
pozostawiasz przypadkowi.
Mówi się, że ludzie bogaci mają nos do interesów, ale chodzi o coś
więcej. Po pierwsze dzięki systematycznemu oszczędzaniu bogaci mają
kapitał niezbędny do robienia intratnych interesów. Nie bez powodu mówi
się: cash is king – ten, kto dysponuje gotówką, ma najmocniejszy argument
w negocjacjach cenowych. Po drugie dzięki doświadczeniu nabytemu
podczas poprzednich inwestycji ludzie bogaci nie muszą zgadywać, czy
kolejna im się opłaci, czy nie. Z grubsza to wiedzą, i to na pierwszy rzut oka.
To właśnie ich dotychczasowe doświadczenie sprawia, że „mają nosa”. Po
trzecie wreszcie, jeśli dali się poznać jako słowni i profesjonalni inwestorzy,
to zgłaszać się będą do nich osoby proponujące kolejne okazje inwestycyjne.
Tylko te trzy elementy powodują, że tacy ludzie znajdują się w dużo lepszej
sytuacji niż ci, którzy dopiero zabierają się do porządkowania swoich
finansów osobistych.

5. Odpowiednie nawyki finansowe
Kluczową rolę w dążeniu do osiągnięcia sukcesu odgrywa także stałe
wykształcanie prawidłowych nawyków finansowych. Im wcześniej to
zrobisz, tym lepiej. Nawyki nie tylko są konieczne do tego, by zbudować
majątek, lecz także zwiększają szansę na to, że go utrzymasz. Podane
wcześniej przykłady amerykańskich sportowców bankrutów świetnie
pokazują, że wbrew pozorom dużo łatwiej pieniądze zarobić, niż umiejętnie
nimi zarządzać.
Dobrych podpowiedzi w tym zakresie udzielają autorzy książki Sekrety
amerykańskich milionerów. Po przeprowadzeniu wieloletnich badań
skutecznie rozprawili się oni z mitami dotyczącymi bogactwa. Okazało się,
że ludzie zamożni wiodą raczej skromny styl życia, który w naturalny
sposób sprzyja akumulacji kapitału.
Osoby, które opanowały umiejętność bogacenia się, charakteryzuje –
według autorów książki – siedem wspólnych czynników:
1. Żyją

znacznie poniżej swoich finansowych możliwości.
2. Swój czas, energię i pieniądze wykorzystują w sposób sprzyjający
akumulacji majątku.
3. Uważają, że niezależność finansowa jest ważniejsza niż życie na pokaz.
4. Rodzice nie pomagali im finansowo.
5. Ich własne dzieci, gdy dorosną, są z reguły materialnie niezależne.

Mają talent do wyszukiwania okazji i wykorzystywania ich do zrobienia
interesu.
7. Wybrali dla siebie właściwe zajęcie.
6.

Prawdziwa rzeczywistość amerykańskich milionerów daleko odbiega od
stylu życia celebrytów znanych z portali plotkarskich. Okazuje się, że profil
społeczny statystycznego amerykańskiego milionera znacznie bliższy jest
typowemu, przedsiębiorczemu Polakowi. Milionerami w USA są przede
wszystkim właściciele biznesów, spędzający całe swoje dorosłe życie
w jednej i tej samej miejscowości. Ludzie ci to przeważnie właściciele
niewielkich fabryczek, sieci sklepowych lub zakładów usługowych.
W związek małżeński wstępują raz na całe życie. Mieszkają przeważnie
w sąsiedztwie ludzi posiadających ułamek tego co oni. Potrafią oszczędzać
i robią to. Inwestują. Pieniędzy dorabiają się sami, bez niczyjej pomocy.
Ponad 80% bogatych ludzi w Ameryce to pierwsze pokolenie milionerów
(pochodzą z rodzin, w których nigdy wcześniej nie było takich pieniędzy).
Podkreślę jeszcze raz: z badań nad amerykańskimi milionerami
wynika, że zdecydowana większość z nich doszła do dużego majątku
swoją ciężką pracą. Drugim istotnym wyróżnikiem jest to, że są to
w większości przedsiębiorcy, a nie pracownicy etatowi (wątek ten rozwinę
w kolejnych rozdziałach).

Plan książki i Twojego szkolenia
Pocieszę Cię: nikt nie rodzi się z umiejętnościami ninja. Właśnie po to powstał
ten podręcznik. Otrzymasz wiedzę teoretyczną oraz praktyczne wskazówki. Do
pełnych umiejętności będziesz musiał dojść sam – swoją systematycznością
i pracowitością każdego dnia.
Jeśli chcesz coś zrobić, zrób to – zamiast opowiadać o tym, jak
bardzo chcesz.
Książka zorganizowana jest jak elementarz finansów osobistych, który
stopniowo przeprowadzi Cię przez wszystkie najważniejsze obszary szkolenia
finansowego ninja.
Zaczniemy od treningu mentalnego. Spróbuję Cię przekonać, że
w finansach warto mieć długoterminowy plan. Że musi on opierać się na
solidnych podstawach i że Twoje nastawienie do jego realizacji jest absolutnie
kluczowe. Podpowiem, jak znaleźć swoje motywacje i jak wyrobić pożądane

nawyki. Ten etap jest kluczowy, bo największą wojnę w obszarze finansów
prowadzi się samemu ze sobą. Dopiero gdy to zrozumiesz i zaakceptujesz,
będziesz w stanie prowadzić ją w sposób skuteczny.
Tylko samobójca idzie na wojnę bez odpowiedniego uzbrojenia. I dlatego
w trzecim rozdziale przedstawię arsenał prawdziwego finansowego ninja.
Nauczysz się posługiwać podstawowymi narzędziami i stopniowo będziemy
przechodzić do treningu praktycznego. Dowiesz się, jak obsługiwać kalkulator
finansowy (będziemy go wykorzystywać do obliczeń w całej książce), kiedy
i dlaczego warto prowadzić budżet domowy, jak weryfikować efektywność
swoich starań finansowych oraz jak zapewnić sobie i rodzinie realne poczucie
bezpieczeństwa finansowego.
Dopiero po treningu mentalnym i praktycznym przyjdzie czas na ułożenie
konkretnego planu działania – temu poświęcony zostanie rozdział czwarty.
Będziemy działać według schematu „od ogółu do szczegółu”. Dowiesz się, jak
sprecyzować długofalowy cel finansowy: moment przejścia na emeryturę
i kwotę oszczędności, którymi będziesz musiał wówczas dysponować. Potem
zastanowimy się wspólnie, jak możesz zrealizować ten plan – w zależności od
Twojego obecnego stopnia zaawansowania w ewolucji finansowej. Poznasz
konkretne taktyki działania, również w zależności od Twojego wieku. Inaczej
może bowiem działać młodzieniaszek, a inaczej – osoba starsza (w jej
przypadku w większym stopniu liczyć się będzie korzystanie z doświadczeń).
Piąty rozdział poświęcę elementom codziennej higieny finansowej,
w szczególności umiejętnemu posługiwaniu się podstawowymi produktami
finansowymi. To one bowiem najbardziej narażają nas na zakusy tych, którzy
polują na nasze pieniądze. Podpowiem, jak korzystać z produktów bankowych:
kont, lokat oraz miecza obosiecznego, czyli kart kredytowych (niestety dla wielu
osób stają się one pierwszym krokiem w kierunku długów i poważnych
problemów finansowych).
Dopiero po przeanalizowaniu tych fundamentów przejdziemy do omówienia
czterech kluczowych obszarów finansów osobistych:
• oszczędzania,
• zarabiania,
• optymalizacji podatkowej,
• inwestowania.
Spróbuję przekonać Cię, że warto połączyć je w jeden sprawnie działający
mechanizm służący produkcji pieniędzy. Błędem jest jednak sądzenie, że to
pieniądze są celem. Tak naprawdę one stanowią tylko środek do osiągnięcia
celu: sposób na zapewnienie bezpieczeństwa sobie i rodzinie, cieszenie się

życiem, rozwijanie własnych zainteresowań i w końcu – pomoc innym. Temu
zagadnieniu poświęcę końcowy rozdział książki.
1 Źródło: Global Wealth Report 2015, opracowany przez Credit Suisse.

ROZDZIAŁ 2

Trening finansowego ninja

Mógłbym od razu przejść do omawiania konkretnych sposobów oszczędzania
bądź zwiększania zarobków. Otrzymałbyś szybkie podpowiedzi i od razu
przeszedł do działania. Super! Uzyskałbyś szybki efekt i szybką nagrodę
w postaci dobrego samopoczucia, że coś robisz dla swoich finansów.
Jest jednak jeden istotny problem z takim podejściem. Samo działanie –
chociaż lepsze od nicnierobienia – będzie wyrwane z kontekstu. W efekcie może
się okazać, że alokujesz swoją energię nie tam, gdzie powinieneś. Nie jest sztuką
się napracować. Warto robić to mądrze, najlepiej jak to możliwe. Skąd się
dowiedzieć, czy tak właśnie działasz? Zastanowić się, przemyśleć, zaplanować –
najlepiej jeszcze przed przystąpieniem do działania.

Rola planowania, czyli warto mieć swój rozkład
jazdy
Czy jeśli chcesz dojechać w odległe miejsce, od razu wsiadasz do samochodu
i jedziesz? Oczywiście, że nie. Zabierasz GPS, być może sprawdzasz wcześniej
trasę na Google Maps, zastanawiasz się, ile czasu zabierze Ci dojazd, żeby
dotrzeć do celu o konkretnej godzinie. Być może przygotowujesz przekąski

i napoje na podróż. Pewnie sprawdzasz, ile paliwa zostało w aucie. Tak właśnie
zachowuje się racjonalny człowiek. Aż dziw bierze, że na planowanie podróży
potrafimy poświęcać więcej czasu niż na planowanie swoich finansów.
Porównanie finansów osobistych do podróży jest bardzo trafną analogią.
Gdy włączasz GPS, nie wystarczy wiedzieć, że chcesz jechać. Musisz znać
swoją obecną pozycję oraz adres punktu docelowego. Decydujesz także, czy
droga ma być wytyczona trasami bardziej krętymi, ale z piękniejszymi
widokami, czy może szybszą, wygodniejszą, ale nudniejszą i bardziej
monotonną autostradą.
Podobnie powinieneś podejść do swoich finansów. Niestety niektórzy często
działają z doskoku i nie uwzględniają w działaniach szerszego kontekstu.
Intencje mają dobre, ale zbyt rzadko pytają siebie, po co tak naprawdę robią to,
co robią. Brakuje w tym wszystkim konkretnych, długoterminowych celów oraz
kryteriów weryfikacji, czy rzeczywiście zmierzamy w dobrą stronę. Co więcej,
niektóre z wybieranych rozwiązań nie są dopasowane do aktualnej sytuacji
danej osoby. Skutki mogą być opłakane.

Dobrym przykładem są polisy inwestycyjne, które ma wielu Polaków. Były
i są one promowane jako programy systematycznego oszczędzania, które
zarabiać mają lepiej niż lokaty bankowe, a jednocześnie zmuszają klientów do
regularnego odkładania pieniędzy. Zamiast przejadać pieniądze, wpłacasz je co
miesiąc ubezpieczycielowi – przez 10, 20 czy 30 lat. Abyś nie uległ pokusie
zaprzestania wpłat, grozi Ci wysoka opłata likwidacyjna za ewentualne
wycofanie środków. W teorii wszystko brzmi więc pięknie, ale diabeł tkwi
w szczegółach. Najlepiej widać to na załączonym obrazku: posiadacz polisy
wpłacił na nią 15 620 zł, ale jej wartość wynosi jedynie 9335 zł. Gdyby
niezadowolony z rezultatów inwestycyjnych zdecydował się zrezygnować z tego
produktu, otrzymałby tylko 4614 zł! Mniej niż 30% wpłaconego kapitału!
Szybko okazuje się, że produkt mający oszczędzać pieniądze tak naprawdę
je przejada. Obciążony jest tak wysokimi kosztami na rzecz towarzystw

funduszy inwestycyjnych oraz ubezpieczycieli, że wartość inwestycji często jest
mniejsza niż suma wpłaconych pieniędzy. Kiedy uwzględnimy karę za
wcześniejsze rozwiązanie umowy, okaże się, że tak naprawdę posiadacz polisy
stracił fundusze.
Gdy sobie to uświadomi, zacznie w panice poszukiwać rozwiązania.
A prawda jest taka, że nie ma dobrego wyjścia z tej sytuacji. Osoba ta wpadła
jak śliwka w kompot, ponieważ decydując się na taką formę „oszczędzania”,
przyjęła zbyt optymistyczne założenia. Nie zastanowiła się nad alternatywnymi
scenariuszami, nie zaplanowała inwestycji, licząc na to, że wyręczą ją
„eksperci”. To tak, jakby próbując przejechać z Warszawy do Wrocławia,
zamówić taksówkę i jechać według wskazań taryfikatora. Z pewnością
intuicyjnie czujesz, że byłaby to wyjątkowo droga podróż. I nawet jeśli po drodze
zorientowałbyś się, że kierowca celowo nadkłada kilometrów i przekręcony
licznik pokazuje już kilka tysięcy złotych, trudno byłoby podjąć decyzję
o wyjściu z taksówki. Przecież nie dotarłeś jeszcze do celu, a i tak musisz już
dużo zapłacić.
Właśnie w taką pułapkę wpadają posiadacze polis inwestycyjnych. Czy
jednak wyłączną winą można obarczyć ubezpieczyciela, który postanowił
zarobić na kliencie? Oczywiście nie jest on bez winy! Prawdopodobnie
sprzedawcy zachwalali produkt, pokazując wyłącznie jego zalety i skrzętnie
ukrywając wady. Ostateczną decyzję podjął jednak klient – który nie zastanowił
się wystarczająco dobrze nad konsekwencjami. Nie określił także zawczasu
momentu „ucięcia strat” i wyjścia z nietrafionej inwestycji. Przez to jeszcze
trudniej powiedzieć „stop” i zaakceptować utratę pieniędzy.
Do własnych finansów warto podejść tak jak do każdego innego projektu,
który próbujesz zrealizować z głową:
1.

Musisz wiedzieć, skąd wychodzisz. Co masz? Jaka jest Twoja sytuacja?
Gdzie się znajdujesz ze swoimi finansami? Co wiesz? Jakie masz
umiejętności? W czym jesteś dobry, a co sprawia Ci trudność?

2.

Musisz wiedzieć, jaki masz cel, czyli dokąd konkretnie chcesz dojść
i kiedy. Co jest Twoim celem: sfinansowanie ślubu i wesela, emerytura
w wieku 48 lat (przy okazji odpowiedz sobie na pytanie, co rozumiesz przez
określenie „emerytura”)? Ile pieniędzy potrzeba Ci do spełnienia wybranego
celu? A może chcesz kupić mieszkanie za 10 lat? Jeśli tak, ile będziesz musiał
zaoszczędzić? A może po prostu zamierzasz pojechać na wakacje do
Norwegii? Życie w tym kraju jest dosyć drogie. Czy wiesz, ile pieniędzy
będziesz potrzebować, by spędzić tam trzy tygodnie?

3.

Musisz odpowiedzieć sobie na pytania: Czy warto dążyć do tego celu?
Dlaczego jego osiągnięcie jest dla mnie ważne? To bardzo istotne pytania,
które często się pomija. Pozwalają znaleźć motywację do wyrzeczeń, które
potrzebne będą do realizacji planu. Dlaczego i o co chcę się starać? Po co
robię to, co robię? Musisz znaleźć powody i motywacje, które pomogą
przetrwać trudne chwile.

4.

Musisz ustalić, jakie umiejętności byłyby przydatne. Co powinieneś
wiedzieć? To pytanie do samego siebie o to, jaki trening powinieneś przejść
i jakie kompetencje powinieneś zdobyć. Trudne pytanie, bo w gruncie rzeczy
musisz określić, czego nie wiesz, i dodatkowo wymyślić, jak się tego
dowiedzieć, a potem jeszcze zdobyć tę wiedzę. Czasami trening nie jest
potrzebny, bo już masz umiejętności wymagane do osiągnięcia celu. Jeśli
jednak stawiasz sobie ambitne cele, wykraczające poza to, co wiesz i znasz, to
musisz zdobyć nowe kompetencje. Trudno będzie ułożyć konkretny plan
działania, jeśli ich nie posiadasz. To trochę jak błądzenie we mgle, ale tak
właśnie zaczyna się wiele nowych etapów w życiu. Ewentualnie można
zapłacić komuś za drogę na skróty (szkolenia, kursy, książki) lub za posłużenie
się cudzymi umiejętnościami (rekrutacja osób do wykonania pracy). To jednak
wiąże się z kosztami i dodatkowym ryzykiem.

5.

Musisz ułożyć ogólny plan, jak zamierzasz osiągnąć cele. Skoro już
wiesz, gdzie jesteś i dokąd chcesz się dostać, to rozumiesz, jak duży dystans
dzieli jeden punkt od drugiego. Jesteś w stanie opracować konkretny plan
działania. To na tym etapie podejmujesz decyzję, z jakich konkretnie
rozwiązań skorzystasz. Czy bardziej realne wydaje się zaciśnięcie pasa
i zaoszczędzenie potrzebnej kwoty pieniędzy, czy lepiej podjąć się pracy
dodatkowej? A może jedno połączyć z drugim i męczyć się przez krótszy
czas?

6.

Musisz podzielić plan na etapy i określić pożądane efekty każdego
z nich. Oprócz ogólnego planu warto opracować także plan szczegółowy,
w którym podzielisz dłuższą drogę na krótsze etapy. Już na początku określ,
jakich efektów spodziewasz się na koniec każdego z nich. Skąd będziesz
wiedział, że realizacja planu przebiega prawidłowo? Na jakiej podstawie
uznasz, że jednak nie? Skąd dowiesz się, że coś jest nie w porządku? Już teraz
opracuj także plan B, czyli zastanów się, co zrobisz, gdy nie uda się osiągnąć
zamierzonych celów albo coś pójdzie kompletnie nie po Twojej myśli.
Przygotuj się na różne ewentualności.

7.

Musisz podążać zgodnie z planem, weryfikując na bieżąco rezultaty
i korygując kurs. Podejmujesz zaplanowane działania i patrzysz, czy
przynoszą pożądany skutek. W wyniku zdobywania doświadczenia poprawiasz
na bieżąco sposób działania, ale również modyfikujesz strategię. Mając
spisany plan i cele pośrednie, możesz dokładnie weryfikować postępy. Widzisz,
czy rezultaty są zgodne z wcześniejszymi założeniami. Nie oszukujesz siebie.
Jesteś panem sytuacji – bez względu na to, czy rozwija się ona zgodnie
z planem, czy nie. Masz przynajmniej zgrubny scenariusz na każdą sytuację,
co pozwala minimalizować ewentualne straty. A w optymistycznym
scenariuszu maksymalizujesz w ten sposób korzyści.

8.

Musisz adaptować się do sytuacji, modyfikując także swoje pomysły.
Dzięki temu nie tylko zdasz sobie sprawę, że możesz poprawiać swój sposób
działania i wykonanie bieżących planów, lecz także zaczniesz dostrzegać
nowe możliwości, a te mogą wywrócić do góry nogami cały dotychczas
realizowany plan. Bo działając, kreujesz nowe możliwości. Jeśli je dostrzegasz
i uznajesz za ważne, to się do nich adaptujesz. Przeznaczasz czas i energię na
poszukiwanie jeszcze lepszego pomysłu na siebie. Czasami daje to dużo
lepsze rezultaty niż kurczowe trzymanie się wcześniejszego planu, ponieważ
w nowej sytuacji może on stać się nieaktualny. Jedynym pewnym czynnikiem
we wszechświecie jest zmiana. Jeśli umiesz się adaptować, wykorzystując
dotychczas nabyte umiejętności, będziesz iść do przodu szybciej niż ci, którzy
nie posiedli tej umiejętności.

Jak widzisz, każde świadome działanie powinno być rezultatem realizacji

planu, który przygotowuje nas na różne ewentualności. Podążanie zgodnie
z planem nie oznacza jednak, że sprawdzi się scenariusz optymistyczny. To
oznacza także, że musisz zapewnić sobie bezpieczną drogę odwrotu.
Szczególnie na wypadek, gdyby nie wszystko poszło zgodnie z pierwotnym
planem. Dlatego zawsze warto mieć scenariusz awaryjny.
Plan daje poczucie konsekwencji, odpowiedzialności, eliminuje niepewność.
Wiesz, po co coś robisz, nawet jeśli ludzie wokół tego nie rozumieją. Samo
przemyślenie różnych scenariuszy daje Ci kolosalną przewagę nad innymi.
Planowanie może jawić się jako skomplikowana czynność, ale w istocie jest
dosyć łatwe. Przeanalizujmy prosty przykład:
Projekt finansowy: wyjazd na wakacje do Norwegii.
1.

Obecna sytuacja: mam 1 tys. zł oszczędności, które mogę przeznaczyć na
wyjazd. Nie mam problemu z podejmowaniem się dodatkowych prac. Dorobię.

2.

Cel: zakładam, że na udane wakacje w Norwegii potrzeba 6 tys. zł. Muszę
odłożyć jeszcze 5 tys. zł. Jest marzec. Do wyjazdu zostało pięć miesięcy,
a więc muszę zwiększać oszczędności średnio o 1 tys. zł miesięcznie.

3.

Motywacja: w sumie to nie wiem, dlaczego Norwegia. Podobno fiordy są
ładne. (W zasadzie to nie wiadomo, dlaczego uparłem się na tę Norwegię. Już
samo uświadomienie sobie tego powoduje, że zaczynam wątpić w sens
wyjazdu na wakacje właśnie tam. Powody są zbyt miałkie).

4. Plan

ogólny: nie wystarczy samo zaciśnięcie pasa. W ten sposób zaoszczędzę
najwyżej 500 zł miesięcznie, czyli 2500 zł. Do końca czerwca powinienem
otrzymać zwrot za PIT z urzędu skarbowego w wysokości 1400 zł. Brakujące
1100 zł muszę zarobić. Wezmę godziny w McDonaldzie i sprzedam gry na
Allegro.

5.

Plan szczegółowy i plan B: wyjazd planuję na sierpień. Planem minimum
jest 1 tys. zł odłożone do końca kwietnia i 2 tys. zł odłożone do końca czerwca.
Jeśli to się nie uda, rezygnuję z Norwegii. Jeśli, uwzględniając zwrot za PIT,
uzbieram co najmniej 3 tys. zł, to zamiast do Norwegii pojadę nad polskie
morze. Jak będę realizował plan oszczędzania? W końcu rzucę palenie.
Wytrwam. To tylko pięć miesięcy – a 450 zł miesięcznie w kieszeni więcej. Nie
twierdzę, że to na zawsze, ale na pewno na te pięć miesięcy. Mam konkretny
cel. Chcę pojechać na wakacje, a jednocześnie nie chcę się zmagać
z oszczędnościami w innych obszarach życia. Mam więc dodatkową
motywację: „Wyjazd do Norwegii pomoże mi rzucić palenie. Pojadę na wakacje

marzeń, a przy okazji będę zdrowszy i będę mniej wydawał na głupi nałóg”.
Widzisz, co się stało? Samo zastanowienie się nad tym, skąd wziąć
pieniądze na wyjazd, doprowadziło do decyzji o rzuceniu palenia. Decyzja ta
wypracowana została dopiero w toku planowania. Wcześniej nie było dobrej
motywacji ani do wyjazdu do Norwegii, ani do rzucenia nałogu. Być może dzięki
takiemu połączeniu uda się i jedno, i drugie.
Właśnie w tym pomaga planowanie. Uświadomienie sobie braków
w obszarze finansów osobistych wspiera Cię w rozwoju. Motywuje do
poszukiwania dodatkowych źródeł przychodu lub rozsądniejszego zarządzania
już posiadanymi pieniędzmi. Praca umysłowa, do której się zmuszasz, zastępuje
pracę fizyczną, którą musiałbyś wykonać, aby zarobić więcej pieniędzy.
Możesz powiedzieć: „To jest skomplikowane. Czy nie można ot tak sobie
działać – bez planu?”. Oczywiście, że można! I takie działanie będzie o niebo
lepsze niż brak jakiegokolwiek działania. Ale jest jeden minus: nie mając planu,
bardzo łatwo popełnić błędy, bo nie wiesz, po co robisz to, co robisz. Nie
mając solidnego przekonania, że warto coś robić, bardzo łatwo sobie odpuścić.
Ty sam i Twoje otoczenie znajdziecie wiele powodów, by wybić Cię z rytmu.
Skoro coś robisz bez większego przekonania i konkretnego celu, to przecież nic
się nie stanie, jeśli przestaniesz, prawda?
Im więcej potu na treningu, tym mniej krwi na ringu – ta zasada idealnie
sprawdza się także w finansach osobistych.

Od promocji bankowej do podwyżki
„Należy Ci się” – z takimi słowami Adi, jeden z czytelników mojego
bloga, wręczył mi kiedyś zacny prezent. Okazało się, że dzięki
informacji o promocji bankowej znalezionej na moim blogu uzyskał
podwyżkę w pracy. Bank płacił bowiem swoim klientom premię –
zwracał 1% kwoty wynagrodzenia wpływającego co miesiąc na konto
bankowe. Można było zarobić maksymalnie 50 zł miesięcznie. Adi się
zdenerwował. Chciał uzyskać maksymalny zwrot, ale zarabiał „tylko”
4500 zł. Nie odpuścił. Przygotował zestaw argumentów
przemawiających za podwyżką i umówił się na rozmowę z szefem. Gdy
ten usłyszał o maksymalizacji korzyści z promocji bankowej, roześmiał
się i doceniając determinację pracownika, przyznał mu dodatkowe
500 zł.
Oto scenariusz działania finansowego ninja: każdy powód jest
dobry, aby znaleźć motywację i spróbować wprowadzić w życie plan
pomagający poprawić zarobki.

Rola emocji, czyli Twój prawdziwy stosunek do
bogactwa
Jakkolwiek naiwnie by to zabrzmiało, to Ty jesteś główną przyczyną swojej
kondycji finansowej. Może być ona świetna lub może być słaba, ale to właśnie
Twoje nastawienie jest pierwszym czynnikiem niezbędnym do poruszania się we
właściwym kierunku. Jeżeli nie będziesz mieć dobrych wewnętrznych pobudek
do tego, by zostać bogatym człowiekiem, to wszelkie scenariusze i poradniki
okażą się bezużyteczne.
Przeszły Cię ciarki? Wzdrygnąłeś się na myśl o sobie jako bogatym
człowieku? Być może pomyślałeś: „Wcale nie chcę być bogaty! Chcę po prostu
mieć pieniędzy w sam raz – tak żeby na wszystko mi starczało”. Rozumiem Cię.
Nazwijmy więc to inaczej.
Jak byś zareagował, gdybym słowo „bogaty” zamienił na „zamożny”?
A może „majętny” lub po prostu „dobrze sytuowany”?

Czy widzisz, jak kolosalne znaczenie dla Twojego nastawienia ma dobór
słownictwa? Konkretne słowa wytrychy mogą zasadniczo zmieniać to, jak
odbierasz przekaz. Pokazują też, jak głęboko zakorzenione są w człowieku
pewne przekonania na temat pieniędzy. Słowa „bogactwo” i „majątek”
w zestawieniu z Twoją osobą mogą wywoływać poczucie dyskomfortu. Możesz
odnosić wrażenie, że samo postawienie Cię w jednym szeregu z bogatymi
uczyni z Ciebie złego człowieka. Możesz uważać, że samo pragnienie dążenia do
posiadania większych kwot jest sprzeczne z sumieniem. Że ci, którzy tak
działają, są źli.
Uwierz mi, wiele przekonań, które mamy na temat nas samych, jest
nieprawdziwych. Wiele obaw, które wywołuje w Tobie sama myśl o „zagrożeniu”
bogactwem, jest nieuzasadnionych. Wynikają one przede wszystkim z tego, że
jeszcze nigdy nie byłeś tam, gdzie chciałbyś być, i nie wiesz, czego się
spodziewać. Albo po prostu nie uświadamiasz sobie skali zamożności –
w szczególności w porównaniu z osobami, które rzeczywiście mają niewiele.
Jeśli słowo „bogactwo” budzi w Tobie wątpliwości natury moralnej, to warto
przepracować ten temat. Pomaga w tym uświadomienie sobie, jakie kwoty
uważasz za „wystarczająco duże”. Gdzie jest granica, po której przekroczeniu
przestajesz się czuć komfortowo i boisz się demoralizacji?
Czy posiadanie np. miliona złotych na koncie to tylko „wystarczająco dużo”
czy już „bogactwo”? Ta kwota może się wydawać duża, dopóki nie zestawisz jej
np. z sumą wydatków na tak prozaiczną kategorię kosztów jak jedzenie. Nasza
4-osobowa rodzina wydaje średnio 2200 zł miesięcznie na żywność. To 26 tys.
zł rocznie, 264 tys. przez 10 lat i ponad milion złotych w ciągu zaledwie 40 lat
życia. I to pomijając inflację. Tyle przejadamy. Milion złotych, który być może
uznajesz za nadmierne bogactwo, tak czy siak muszę zarobić, żeby mieć co
jeść.
Jeśli dodatkowo chcesz kupić mieszkanie w dużym mieście i do tego
sfinansować zakup kredytem (od którego zapłacisz odsetki), to pożegnaj się
z kolejnym milionem. A gdzie pozostałe koszty: transport, ubrania, higiena,
opieka medyczna, podnoszenie kwalifikacji Twoich i rodziny, rozrywka,
przeróżne sprzęty? Twoje życie – czy tego chcesz, czy nie – będzie kosztowało
miliony, które będziesz musiał zarobić i wydać. Dlaczego nie miałbyś zarobić
kolejnego czy kilku, które będą leżały na kontach lub pracowały w inwestycjach?
Gdy skrupulatnie będziesz prowadzić budżet domowy, stopniowo nauczysz
się patrzeć na swoje finanse w perspektywie długofalowej. Zobaczysz, że
w każdym roku przez Twoje ręce przechodzą setki tysięcy złotych (nawet jeśli
nie teraz, to stanie się tak w przyszłości). A skoro tak, to dlaczego takie kwoty
miałbyś traktować jako przejaw bogactwa? Wysokość tych kwot przestanie

robić na Tobie wrażenie.
Finansowy ninja doskonale rozumie, że po latach tłustych mogą przyjść lata
chude. Myśli w perspektywie długofalowej i pracuje nad zapewnieniem
dostatniej przyszłości sobie i swojej rodzinie. Oszczędności, idące w setki
tysięcy złotych, ninja traktuje jako fundament bezpieczeństwa finansowego.
Wie, że takie podejście jest przejawem odpowiedzialności, a nie moralnego
zepsucia. Mniejsze znaczenie ma to, ile posiada pieniędzy. Liczy się to, jaki
użytek z nich robi – dla dobra swojej rodziny i innych.
T. Harv Eker, autor książki Bogaty albo biedny. Po prostu różni mentalnie!,
twierdzi, że pieniądze nie zmieniają ludzi. Pozwalają człowiekowi bardziej być
tym, kim już jest.
Tę myśl dobrze rozwija ks. Jacek Stryczek w książce Pieniądze. W świetle
Ewangelii. Rozprawia się ona z wieloma mitami narosłymi wokół pieniędzy i ich
znaczenia w życiu chrześcijan. Pokazuje, że nie ma nic złego w bogaceniu się –
a wręcz zachęca do tego, by osoby wierzące nieustannie dążyły do poprawy
swojej sytuacji finansowej. Bieda nie jest wcale lepsza od bogactwa, chociaż
niektórzy przypisują jej wyższą moralną wartość. Ksiądz Jacek przekonuje, że
zupełnie bezzasadnie.

Motywacja do budowy majątku
Najpierw musisz zrozumieć, kim jesteś i jaka jest Twoja wewnętrzna motywacja
do zostania dobrze sytuowanym człowiekiem. Musisz odpowiedzieć sobie,
dlaczego podróż w kierunku zamożności jest dla Ciebie ważna. To samo
ćwiczenie przeprowadzam z uczestnikami bezpłatnego kursu „Pokonaj swoje
długi” –›› http://fin.ninja/psd ‹‹. Tam pomagam im znaleźć motywację do
walki z długami. Tu podejdziemy do tematu z innej strony.
Poprawa stanu własnych finansów nigdy nie jest zadaniem łatwym. Nie
wystarczy spiąć się na kilka tygodni. Budowanie majątku wymaga czasu,
cierpliwości, wyrzeczeń i wdrożenia nowych nawyków, które mogą dawać
solidnie w kość. Pół biedy, gdy szybko widzisz efekty, np. w postaci wywalczonej
podwyżki, poprawy samopoczucia czy stanu konta. Po pierwszych sukcesach
nadejdzie jednak okres stagnacji, kiedy trudniej będzie o zauważalny postęp,
a prawdziwe efekty odczuwalne mogą się stać dopiero w perspektywie
wieloletniej.
Musisz sprecyzować, dlaczego planujesz oszczędzać, i zastąpić bieżącą
konsumpcję nawykiem odraczania nagrody. Nie chcę, żebyś próbował sobie
mówić „jestem zwycięzcą”. Nie uważam takich afirmacji za skuteczne

rozwiązanie.
To, co postrzegam jako czynnik odróżniający ludzi, którzy odnoszą sukcesy,
od tych, którzy szybko się poddają, są realne, wewnętrzne powody i motywacje,
dla których toczą wojnę ze sobą. To muszą być powody pomagające Ci wytrwać
i podnosić się po porażkach. Przypominając je sobie, będziesz w stanie iść dalej.
Swoje motywacje możesz znaleźć, odpowiadając na poniższe pytania:
1.

Czym jest dla mnie bogactwo? Jaki poziom oszczędności będzie
oznaczać, że jestem już „wystarczająco bogaty”? Nawet jeśli nie znasz
precyzyjnej odpowiedzi, to określ ją w przybliżony sposób, np. wyznacz kwotę,
którą musisz dysponować co miesiąc, by czuć, że to wystarczy.

2. Co

będzie możliwe, gdy osiągnę już ten poziom? Jakie możliwości otworzą
się przed Tobą, gdy będziesz mieć „wystarczająco dużo pieniędzy”? Co
będziesz mógł zrobić?

3.

W jaki sposób mogę budować swój majątek, pozostając jednocześnie
wierny swoim wartościom? Co jest dla Ciebie ważne? Jakimi zasadami
chcesz się kierować, dysponując mniejszymi i większymi pieniędzmi? Wypisz
wszystko, co pomoże wzmocnić Twój kręgosłup moralny i będzie
wyznacznikiem tego, że pieniądze Cię nie zepsuły.

4. Jaki

będzie pozytywny wpływ niezależności finansowej na moje życie?
Co wtedy będę robił? Jak będzie wyglądał Twój dzień i tydzień? Wyobraź go
sobie. Czy będziesz pracował, nawet jeśli nie będzie to już konieczne? Jeśli tak
– w jaki sposób?

5. Jakie

będą negatywne skutki dla mnie i mojej rodziny, jeśli nie uda mi
się zgromadzić majątku? To jest moment na to, by zastanowić się nad
negatywnymi konsekwencjami, czyli najczarniejszym scenariuszem, który
może się przytrafić, jeśli nie zabezpieczysz finansowo siebie i rodziny. Dla
niektórych strach jest dobrym motywatorem do walki o polepszenie sytuacji.
Przyparci do ściany przekonujemy się, że mamy niesamowite rezerwy energii.
Lepiej zawczasu samemu to zrobić, niż zostać przypartym naprawdę tylko
dlatego, że wcześniej nie zastanowiliśmy się nad konsekwencjami i swoją
przyszłością.

6.

Jakie są aktualne skutki tego, że nie osiągnąłem jeszcze finansowej
niezależności? Co najbardziej denerwuje Cię w Twojej obecnej sytuacji? Co
jest przyczyną frustracji? Właśnie to będziesz chciał zmienić.

7.

Co dotychczas powstrzymywało mnie przed budowaniem majątku?
Brakowało Ci umiejętności? A może była to kwestia przekonań? Taka
autodiagnoza i świadome szukanie przyczyn sytuacji jest pierwszym krokiem
do dokonania niezbędnych zmian.

8.

Jak mógłbym pokonać te przeszkody? Wartością jest już samo
zastanowienie się nad możliwymi rozwiązaniami. Oczywiście nic nie zastąpi
działania, ale wszystko rozpoczyna się od prostego zakwestionowania obecnej
sytuacji.

9. Co

jest ważne dla mnie w życiu? Co chcę po sobie zostawić? Świadoma
odpowiedź na te pytania jest jak kompas. Ułatwia podejmowanie decyzji,
pomagając skupić energię na tych działaniach, które uważasz za naprawdę
ważne.

Niestety wiele osób w ogóle nie zadaje sobie takich pytań. Wolą oni cieszyć
się życiem tu i teraz, bez zastanawiania się, co będzie w przyszłości.
Musisz zrozumieć, że Twoja droga do poprawy sytuacji finansowej nie
będzie usłana różami. Tylko mając dobre odpowiedzi na powyższe pytania,
znajdziesz swoje wewnętrzne „dlaczego” – przyczyny, dla których będziesz
chciał wytrwać w postanowieniach. Przyczyny, które będą ważniejsze niż
wszystkie chwilowe przeszkadzajki.
Życie zawsze znajdzie sposób na to, żeby odciągnąć Cię od realizacji celów.
Tak jak pisałem wcześniej, zmiana nawyków nie jest łatwa. Jeśli Twoje
„dlaczego” nie będzie wystarczająco mocne, aby nadać stopniowemu
budowaniu majątku wysoki priorytet, to raczej Ci się to nie uda. Nie
wystarczy powtarzać sobie: „Mam umysł milionera”. Te techniki, bez głębokiej
motywacji opartej na wewnętrznym kompasie, są bezwartościowe.
Mając głęboką motywację, będziesz wprowadzał i śledził zmiany w swoich
finansach. Obserwowanie pozytywnych efektów zmian da Ci kolejne motywacje
i powody do intensyfikowania wysiłków. Tylko przepuszczając otaczającą Cię
rzeczywistość przez gruby filtr Twoich prawdziwych potrzeb, będziesz w stanie
podejmować trudne decyzje i poświęcać doraźne korzyści na rzecz tego, co
naprawdę liczy się dla Ciebie w dłuższym horyzoncie. Przykładowo:
• Zamiast wydać pieniądze na nowy samochód, będziesz się cieszyć
przejściem na emeryturę o kilka lat wcześniej.
• Zamiast kupić większe mieszkanie dla siebie, zainwestujesz w kilka
mieszkań na wynajem finansujących Twoją emeryturę.
• Zamiast miło spędzać czas w restauracjach ze znajomymi,

przeznaczysz pieniądze na zdobycie nowych umiejętności, które
umożliwią Ci zdobycie atrakcyjniejszej pracy. Czas ze znajomymi
będziesz spędzać inaczej.
Finansowy ninja wie, że tylko prawdziwa i płynąca z wnętrza motywacja jest
przyczyną jego działania. Wszelkie poradniki (również takie jak ta książka) są
tylko narzędziami i orężem, które mogą pomóc w łatwiejszy sposób wykonać
zadanie. Ale bez działania wszelki oręż jest bezużyteczny. Jeśli przyjdzie Ci
przegrać którąś bitwę, zostaniesz pozbawiony broni i trafisz do niewoli. Wtedy
jedynym paliwem, które motywować będzie do ucieczki z matni, będzie właśnie
Twoje wewnętrzne „dlaczego”, wykraczające poza obecną sytuację. Twoje
motywacje powinny być wystarczająco silne, byś chciał walczyć – nawet
pomimo przejściowej beznadziejności sytuacji.

Jesteś swoim najlepszym doradcą
finansowym
W zakresie finansów osobistych to Ty jesteś najlepszym dla siebie
doradcą finansowym. Powierzanie losu swoich pieniędzy w cudze ręce
jest po prostu nieodpowiedzialne. Dotyczy to w takim samym stopniu
już obecnie posiadanych oszczędności, jak i tych pieniędzy, które
dopiero zarobisz. Jedyne, o co musisz zadbać, to zdobywanie wiedzy,
która pozwoli Ci w mądry sposób zarządzać majątkiem.

I jeszcze uwaga na koniec: narzędzia i strategie mogą się zmieniać. Nie ma
w tym nic złego. Powinieneś wręcz eksperymentować i szukać takiego oręża,
które w Twoich rękach uczyni z Ciebie najskuteczniejszego wojownika. Jeśli
oszczędzanie Ci nie wychodzi, to skup się na zarabianiu pieniędzy. Jeśli masz
smykałkę do inwestowania na rynku nieruchomości, to rozwijaj tę pasję, zamiast
szukać świętego Graala na giełdzie. Jeśli nie czujesz się pewnie jako inwestor, to
zastosuj jak najprostszą strategię inwestycyjną i skup się na tym, w czym jesteś
dobry. Nie zazdrość innym, nie porównuj się, nie naśladuj bezrefleksyjnie.
Szukaj własnej drogi. Ona jest dla Ciebie najlepsza.

Jak odnaleźć motywację?
Problem polega na tym, że większość z nas nie wie, czego w istocie oczekuje od
życia i od siebie. Nie dotyczy to tylko obszaru finansów. To właśnie z tego
powodu pytanie: „Co chciałby Pan robić za pięć lat?” zadane na rozmowie
kwalifikacyjnej wywołuje u wielu osób dreszcze. Sami boimy się zadawać sobie
takie pytanie. A przecież brak „rozkładu jazdy” to podstawowy powód naszej
gorszej niż świetna sytuacji finansowej.
Jeśli chcesz zostać finansowym ninja, musisz umieć odpowiedzieć na
pytanie: „Dokąd zmierzam?”. Nie pracodawcy. Sobie samemu. Zanim
przedstawię ćwiczenie, które pomoże Ci odpowiedzieć sobie na pytanie, co ma
dla Ciebie prawdziwą wartość, opowiem pewną historię.
W 2014 r. poznałem Grega Hartle’a. To amerykański przedsiębiorca, który
wcześnie w życiu osiągnął sukces finansowy. Już w wieku 25 lat był
„ustawiony”. Pewnego poranka obudził się w kałuży krwi. Szybka diagnoza
lekarska wykazała, że ma rzadki problem z nerkami. Po kilku dniach w szpitalu
i licznych testach dowiedział się, że ma tylko dwie opcje: albo znajdzie się
dawca nerki dla niego, albo umrze w ciągu sześciu miesięcy. Dotychczasowe
życie całkowicie mu się zawaliło. Kolejne miesiące spędził na przeróżnych
kuracjach, które miały na celu wydłużenie życia.
Szczęśliwie jego matka okazała się idealnym dawcą i zgodziła się oddać
Gregowi jedną ze swoich nerek. Przeszczep się powiódł i po miesiącach
niepewności Greg wrócił do normalnego życia. Świetnie się czuł. Odbudował
większość tego, co udało mu się stracić przez miesiące problemów
zdrowotnych. Znowu był w swoim żywiole. Idylla nie trwała jednak długo.
Okazało się, że nerki Grega nie pracują idealnie i toksyny zatruwają
stopniowo jego organizm. Do związanego z tym cierpienia fizycznego doszło
jeszcze cierpienie psychiczne. Greg wie, że ze względu na specyfikę swojej
choroby ma w zasadzie zerowe szanse na kolejny przeszczep. Pozostaje mu
czekanie na śmierć. I nadzieja na to, że lekarze znajdą jednak metodę na
farmakologiczne przedłużenie jego życia.
W maju 2014 r., gdy poznałem Grega, po raz pierwszy spotkałem człowieka,
który pokazał mi swój zegar życia. Lekarze szacowali, że zostało mu dziewięć
miesięcy. Miał umrzeć w lutym 2015 r. Jedyne, co mógł zrobić, to postarać się
przeżyć ten czas jak najlepiej – zgodnie z własnym systemem wartości,
oczekiwaniami i marzeniami.
Od naszego spotkania minął ponad rok i szczęśliwie Greg nadal żyje. Jego
stan zdrowotny pozostawia wiele do życzenia, ale i tak jest dla niego wielkim

darem. To spotkanie z Gregiem i wysłuchanie jego historii było jednym ze
świateł ostrzegawczych w moim życiu. Kolejny raz uświadomiło mi, jak naiwny
jestem, sądząc, że mam do dyspozycji nieograniczony czas, i nie zdając sobie
sprawy, jak szybko dobra passa może się odwrócić – w całkowicie
niespodziewany sposób.
JAK DOJŚĆ DO TEGO, CO JEST DLA NAS NAJWAŻNIEJSZE?

Greg oprócz opowiedzenia mi swojej historii przedstawił także receptę na to, jak
stwierdzić, co jest dla nas najważniejsze. W jego ustach brzmiała ona bardzo
prawdziwie. Jest to prosty i jednocześnie niesamowicie skuteczny sposób, by
określić swoje priorytety.
1. Zarezerwuj
2.

sobie 30–60 minut, kiedy nikt nie będzie Ci przeszkadzał.

Przygotuj kilka czystych kartek i długopis. Wyłącz telefon. Włącz ulubioną
muzykę lub po prostu pracuj w ciszy – tak jak lubisz.

3. Na

pierwszej kartce napisz wszystkie rzeczy, które chciałbyś zrobić w życiu.
W całym życiu. Konkretne cele, ale również marzenia, które od lat chodzą Ci
po głowie, a na które nigdy nie masz czasu. Być może część z nich już
wyparłeś, bo znajomi i najbliżsi przekonali Cię o tym, że są bezwartościowe.
Zastanów się także, jak chciałbyś zostać zapamiętany. Jak chciałbyś zostać
przedstawiony na swoim pogrzebie przez najbliższych. Czy mówiliby o Tobie
jak o kimś godnym naśladowania, czy może żałowaliby, że nie było Cię wtedy,
gdy najbardziej Cię potrzebowali? Czy ktoś mógłby powiedzieć, że zmieniałeś
świat w lepsze miejsce dla siebie i nie tylko? A może zależy Ci na czymś
innym?
Nie ma dobrych odpowiedzi na te pytania. Masz prawo być sobą. W końcu
ćwiczenie to wykonujesz dla siebie, a nie dla innych. Wypisz wszystko, co Ci
w duszy gra. Być może skończysz z listą na kilka stron, a może na kartce
znajdzie się tylko kilka linijek.

Poszukiwanie własnych motywacji –
studium przypadku
W poszukiwaniu odpowiedzi, dlaczego robimy to, co robimy, pomaga
śledzenie biografii ludzi, którzy systematycznie osiągają sukcesy.
Warto więc sięgać po życiorysy znanych osób, sportowców oraz
przedsiębiorców z udokumentowanymi wynikami.
Poznasz w ten sposób nie tylko rezultaty działań, lecz także
kryteria decyzyjne, priorytety życiowe, sposoby i scenariusze
działania. Poznasz czynniki, które pomogły tym osobom osiągnąć
sukces – czasami będą to misternie przygotowywane i realizowane
plany, a czasami szukanie drogi po omacku poparte niezłomnością.
Dróg jest wiele. Ty musisz znaleźć własną. Być może pomoże Ci
w tym wystąpienie Dlaczego warto kwestionować status quo?.
Przedstawiłem podczas niego moje motywacje do stworzenia bloga
„Jak oszczędzać pieniądze?” i pokazałem, w jaki sposób podejmuję
najważniejsze decyzje w życiu – ›› http://fin.ninja/dlaczego ‹‹.

4. Weź

drugą kartkę. Teraz zadanie się komplikuje. Patrząc na pierwszą kartkę,
przepisz tylko te cele i marzenia, które chciałbyś spełnić w ciągu najbliższych
10 lat.
Staraj się podejść do tego realistycznie. Co osiągniesz w ciągu 10 lat od
dzisiaj? Ten etap wymaga już głębszego namysłu i jest pytaniem o Twoje
motywacje. Przy każdym punkcie z pierwszej kartki musisz zapytać sam
siebie: „Dlaczego jest to dla mnie ważne?”.
Musisz dokonać pewnej selekcji. Nie jest to łatwy proces, dlatego załóż, że
nie wszystkie plany uda się zrealizować. Z różnych powodów. Na szczęście,
jak kiedyś usłyszałem, mamy skłonność do przeceniania swoich możliwości
w zakresie tego, co uda nam się zrealizować w ciągu jednego roku, ale nie
doceniamy tego, czego możemy dokonać w ciągu dekady.

5. Weź

trzecią kartkę. Teraz zadanie zacznie się naprawdę komplikować. Załóż,
że zostały Ci tylko dwa lata życia. Jak zmieniłaby się lista Twoich priorytetów,
gdybyś wiedział, że na ich wykonanie masz tylko 24 miesiące? Przepisz na
trzecią kartkę tylko te cele i marzenia, które chcesz spełnić w ciągu

najbliższych dwóch lat.
Mam nadzieję, że na tym etapie zaczynasz już dostrzegać, jak ważne jest
właściwe ukierunkowanie własnych działań. Nagle czas na spełnienie marzeń
bardzo się kurczy. Być może właśnie zaczynasz dostrzegać, jak bezsensownie
dotychczas marnowałeś czas w swoim życiu, oddalając się od realizacji celów,
które wskazujesz jako najważniejsze.
6. Wiem,

że perspektywa dwóch lat wydaje się mało realna i doskonale potrafimy
się usprawiedliwiać, że co prawda w ciągu tego roku nie zrealizowaliśmy
jeszcze żadnych planów, ale zabierzemy się do tego w kolejnym roku. Dlatego
nie warto tu skończyć. Weź czwartą kartkę i przepisz te cele i marzenia, które
byś zrealizował, gdyby zostało Ci zaledwie 12 miesięcy życia.
Jak myślisz? Ile z tych celów uda Ci się osiągnąć, biorąc pod uwagę, że masz
aktualnie inne zajęcia i zobowiązania? Może nadmiernie wierząc w swoją
szczęśliwą gwiazdę, odkładasz na później takie podstawowe sprawy jak
zabezpieczenie Twojej rodziny czy po prostu wprowadzenie partnera lub
partnerki we wszystkie detale dotyczące Waszych finansów osobistych?
Spójrz na swoją kartkę. Co na niej zostało? To jest Twoja lista priorytetów na
najbliższy rok. Rzeczy, które powinieneś robić i do których powinieneś dążyć.
Chciałbym Ci powiedzieć: „Wstań i zrób to!”, ale wiem, że może Cię
powstrzymywać wiele rzeczy. Nie wszystkie marzenia i plany da się od razu
zrealizować. Każde z nich ma swoją cenę. Niektóre emocjonalną, inne po
prostu wymagają odpowiedniego finansowania.
Dwanaście miesięcy to niewiele. Ile punktów z listy wcielisz w życie w ciągu
najbliższego roku? Jakie kroki uczynisz, by przybliżyć się do ich realizacji?
Nawet jeśli żadnego, to i tak dobrze jest mieć świadomość celów, do których
dążysz. Każdego dnia spoglądać na nie i zadawać sobie pytania: „Czy to, co
dzisiaj zrobiłem, przybliża mnie do ich osiągnięcia? Jak mogę zaplanować
jutrzejszy dzień, by posuwać się do przodu?”.

Zastanów się, w jaki sposób działania w obszarze poprawiania stanu
finansów osobistych przybliżają Cię do realizacji marzeń i celów. Marzenia tym
się różnią od celów, że są niesprecyzowane i nieumocowane w czasie. Stają się
celami, gdy zamienisz je w plany: określisz kroki wymagane do ich realizacji
i przynajmniej z grubsza ustalisz, kiedy zajmiesz się ich wykonaniem.
Wbrew pozorom, gdy pozna się swoje priorytety, to nawet tak
niewyobrażalne przedsięwzięcia jak napisanie książki o finansach osobistych
przez osobę, która nie kształciła się w tym kierunku i nie ma doświadczenia
pracy w sektorze finansowym, stają się wykonalne.

Mamy skłonność do przeceniania naszych możliwości w zakresie tego,
co uda nam się zrealizować w ciągu jednego roku, ale nie doceniamy
tego, czego możemy dokonać w ciągu dekady.
Finansowy ninja dobrze wie, że skuteczność jego działań zależy
w największym stopniu od niego samego. Od jego determinacji,
systematyczności i pracowitości. To on jest architektem swojego życia i nikt go
w tym nie zastąpi. Wie też, że musi działać zgodnie z wytyczonym planem, aby
nie marnować energii. W końcu nie wiadomo, ile czasu mu pozostało na
spełnienie marzeń. Szkoda byłoby ten czas zmarnować na błądzenie we mgle
lub gonienie własnego ogona.

Rola nawyków, czyli wojna z samym sobą
Kiedy na spotkaniach z czytelnikami bloga pytam: „Kto jest największym
wrogiem naszych pieniędzy?”, słyszę różne odpowiedzi: sektor finansowy,
podatki, pracodawcy. Pada również ta prawidłowa.
Smutna konkluzja jest taka, że największym wrogiem i zagrożeniem dla
naszych finansów jesteśmy my sami. Nosimy w sobie wiele błędnych przekonań
wynikających z mitów finansowych, w które wierzymy. Niektóre przekonania
zaszczepili nam rodzina i znajomi, inne narzuciło społeczeństwo, a jeszcze inne
wynikają z niezbyt wnikliwej obserwacji otaczającego świata. Do tego
wykształciliśmy szereg złych nawyków:
• ulegamy chwilowym emocjom i podejmujemy nieprzemyślane decyzje,
• nie planujemy naszych finansów,
• nie prowadzimy budżetu i nie spisujemy wydatków,
• nie rozmawiamy o pieniądzach,
• nie oszczędzamy,
• zadłużamy się, nie uważając tego za coś złego,
• nie oszczędzamy na emeryturę,
• przepłacamy w sklepach (nie zwracamy uwagi na ceny),
• nie czytamy umów przed ich podpisaniem,
• nie zadajemy sobie wysiłku, aby podnosić świadomość finansową.
Brakuje nam cierpliwości i systematyczności. Często chcemy mieć

wszystko tu i teraz, zamiast zastanowić się nad zasadnością takich decyzji. Nie
odraczamy zachcianek, czym nieświadomie pogarszamy długofalowe skutki
swoich wyborów. W efekcie to my w największym stopniu torpedujemy własne
finanse.
Na złe nawyki i zachcianki nakładają się jeszcze inne czynniki, które
dodatkowo utrudniają zmianę sytuacji finansowej. Niektórzy czują po prostu
strach na myśl o finansach. Brakuje nam wiedzy i umiejętności,
np. negocjowania. Z jednej strony jesteśmy świadomi braków, a z drugiej
świetnie potrafimy sobie wytłumaczyć, dlaczego tkwimy w tym stanie. Zamiast
uzupełnić deficyty, idealnie usprawiedliwiamy się przed sobą: „Tak musi być, bo
nikt mnie tego nie nauczył”. Jeśli tak właśnie myślisz – jesteś w błędzie. To Ty
masz dbać o poszerzanie swojej wiedzy i doświadczenia. Ich brak ma fatalne
konsekwencje.
Gdy jesteśmy wystawieni na kontakt ze „specjalistami od dobierania się do
naszych pieniędzy”, okazujemy się nadspodziewanie łatwowierni. Ulegamy
namowom, dostrzegamy tylko najoptymistyczniejszy scenariusz. Nie mając
doświadczenia, nie umiemy zweryfikować prawdziwości tego, co słyszymy.
Często także przeceniamy własne możliwości. Szczególnie widoczne jest to
u osób, które inwestują na giełdzie. W przypadku zysków łatwo przypisują sobie
ponadprzeciętne umiejętności. W przypadku strat doskonale się oszukują,
obarczając winą „zewnętrzne czynniki”.
Można świetnie znać narzędzia finansowego ninja, skrupulatnie wyliczać, ile
pieniędzy potrzeba na realizację długoterminowego planu, a jednocześnie –
tkwić w miejscu. Poprawianie sytuacji finansowej zaczyna się od zmiany siebie
i własnych nieprawidłowych zachowań. To trudne, bo są one solidnie
ugruntowane, wyćwiczone przez lata i w zasadzie odruchowe. Zastanów się: czy
też tak masz, że wpisujesz odruchowo konkretne adresy stron WWW po
otwarciu przeglądarki, chociaż wcale nie masz potrzeby ich odwiedzania?
A może gdy chwytasz telefon, w pierwszej kolejności włączasz Facebooka,
chociaż wcale nie masz potrzeby na niego zaglądać?

StrengthsFinder – poznaj swoje mocne
strony
Istnieje teoria, która mówi, że należy skupiać się przede wszystkim na
rozwijaniu tych umiejętności i cech, do których ma się naturalne
skłonności. Dążyć do bycia jeszcze lepszym w tym, w czym
rzeczywiście jest się dobrym. Prawidłowa identyfikacja mocnych stron
może być kluczem do zadowolenia zarówno z pracy, jak i życia
osobistego. Uświadomienie sobie również tego, jakie są naturalne
talenty otaczających nas osób, może pomagać zarówno
w skuteczniejszym, zespołowym osiąganiu celów zawodowych, jak
i wzajemnym wspieraniu się i uzupełnianiu w życiu prywatnym.
Jak odkryć swoje mocne strony? W ich identyfikacji pomocny jest
test StrengthsFinder, od lat doskonalony przez Instytut Gallupa. Służy
on do identyfikacji pięciu najważniejszych talentów.
Więcej o poszukiwaniu własnych mocnych stron usłyszysz
w podcaście: ›› http://fin.ninja/sf ‹‹.

RECEPTA NA BUDOWĘ NOWYCH NAWYKÓW

Niestety nie ma prostego lekarstwa na złe nawyki. Charles Duhigg w swojej
świetnej książce Siła nawyku tłumaczy, że starych nawyków nie da się
wykorzenić. One w nas są i będą. To, co można zrobić, to „zagłuszyć” je
nowymi, pożądanymi nawykami, stopniowo je wykształcając. Wymaga to siły
woli, pracy nad sobą i zmuszenia się do wykonywania nowych rytuałów.
W domenie finansów osobistych zaczyna się to od przywyknięcia do
realizacji drobnych, a zarazem irytujących czynności:
• codziennego zbierania paragonów,
• ich systematycznego spisywania,
• przygotowywania w domu posiłków do pracy,
• płacenia gotówką zamiast kartą (o ile ma się tendencję do nadmiernego
wydawania przy użyciu kart),
• wygospodarowywania dodatkowej godziny tygodniowo, by zastanowić
się nad własnymi finansami.

Wydaje się to bezcelowe, ale tylko do czasu zaobserwowania pierwszych
rezultatów. A te uskrzydlają i dają realny dowód, że nowy, formujący się właśnie
nawyk rzeczywiście poprawia naszą sytuację finansową.
Problem polega na tym, że nie ma jednej instrukcji zmiany nawyków, która
sprawdziłaby się u każdej osoby. Generalną wskazówką jest uświadomienie
sobie tego, co robi się źle. Jakie zachowania powodują, że znajdujesz się
w gorszej sytuacji finansowej, niżbyś sobie tego życzył? Taki rachunek sumienia
to pierwszy krok do naprawy sytuacji.
Proponuję, żebyś wziął teraz długopis i czystą kartkę, a następnie podzielił
ją pionową linią na pół. Po lewej stronie wypisz w punktach zwięzłe odpowiedzi
na następujące pytania:
1. Co powoduje,
2. Pod

że nie oszczędzam więcej pieniędzy?

wpływem jakich czynników wydaję więcej, niż planowałem?

3. Co sprawia,

że nie zarabiam więcej pieniędzy?

4. Co powstrzymuje mnie przed

inwestowaniem?

Chodzi o to, żebyś zobaczył spisane powody swojej obecnej sytuacji
finansowej. Zachęcam do szukania wyłącznie tych, które są zależne od Ciebie.
Nie szukaj zewnętrznych przyczyn. Jeśli uważasz, że powodem Twojej sytuacji
finansowej jest ktoś inny (np. szef nie chce dać Ci podwyżki), to poszukaj
przyczyny wynikającej z Twojego działania lub zaniechania, np.: „Nie umiem
przekonać szefa, aby dał mi podwyżkę”.
Wykonując to ćwiczenie, zwróć uwagę, w ilu sytuacjach próbujesz
usprawiedliwić się czynnikami zewnętrznymi. Przerób wszystkie odpowiedzi
w taki sposób, by wskazywały na Ciebie. Taka zmiana sformułowań jest często
pierwszym krokiem w kierunku poprawy sytuacji. Skoro coś nie zależało od
czynników zewnętrznych, tylko od Ciebie, to jesteś w stanie to poprawić.
Oczywiście, czynniki zewnętrzne mają wpływ na naszą zdolność do wyjścia
obronną ręką z różnych sytuacji, ale rzadko jest tak, że zupełnie na nic nie
mamy wpływu. To wyłącznie kwestia postrzegania. Jedna osoba uzna, że
sytuacji nie da się zmienić i musi pracować tam, gdzie pracuje, inna zdecyduje,
że jedyną możliwością poprawy sytuacji jest całkowita zmiana otoczenia
i np. wyjazd za granicę w celach zarobkowych, albo przynajmniej
przeprowadzka do innego miasta.
Finansowy ninja wie, że to on jest główną przyczyną swojej sytuacji
finansowej i jedyną osobą odpowiadającą za jej poprawianie. Bierze za

nią pełną odpowiedzialność.
I tu rozpoczyna się druga część ćwiczenia. Po prawej stronie kartki wypisz
różne potencjalne rozwiązania problemów, które zanotowałeś wcześniej po
lewej stronie. Jak mógłbyś sobie poradzić z nadmiernym wydawaniem
pieniędzy? Co mógłbyś robić, żeby szef był zainteresowany przyznaniem Ci
podwyżki? Potraktuj to jak doradzanie swojemu znajomemu. Odsuń na bok
emocje, ograniczenia i po prostu wypisz zdroworozsądkowe propozycje
rozwiązań. Przekonasz się, że wystarczy poświęcić chwilę, by znaleźć zarówno
przyczyny, jak i rozwiązania problemów.
Jeśli masz już gotową listę, to musisz zabrać się do stopniowej realizacji
punktów wypisanych po prawej stronie. Wybierz na początek jeden z nich
i zacznij stosować ten sposób na co dzień.
JAK WDRAŻAĆ NOWE NAWYKI?

Wiele rozwiązań jest prostszych, niż może Ci się wydawać. Ich zastosowanie
wymaga wysiłku, ale nie będzie to wysiłek ponad siły. Sukcesy przynoszą też
satysfakcję, pozytywnie wpływają na samoocenę. Im lepiej radzisz sobie
z pokusami i wadami, w tym większym stopniu czujesz się panem swojego losu.
Stopniowo udowadniasz sobie, że jesteś w stanie przenosić góry. Chciałbyś
robić 50 pompek za jednym podejściem? Zacznij od tego, że zrobisz jedną co
godzinę. Jeśli stopniowo będziesz zwiększać liczbę i zachowasz
systematyczność, to po miesiącu 50 pompek nie będzie stanowić problemu.
Właśnie tak się rozwijamy – techniką małych kroków.
Ćwiczenie, które wykonałeś, to dopiero początek. Liczy się to, czy
rzeczywiście zastosujesz konkretne rozwiązania. Jesteś inteligentny. Dobrze
wiesz, że trudno wytrwać w postanowieniach. Dlatego warto posługiwać się
wybiegami w stosunku do siebie samego, aby zmieniać niekorzystne nawyki
finansowe. Możesz to robić na kilka sposobów:
• Automatyzując wszystko, co da się zautomatyzować – dzięki
temu nie będzie trzeba za każdym razem zmuszać się do działania.
Zaplanowane przelewy same będą się wysyłać, pieniądze same mogą
się również oszczędzać (np. dzięki ustawionym stałym zleceniom
przelewów w banku lub usługom typu saver). To prawdziwe panaceum
na lenistwo.
• Uniemożliwiając sobie wykonywanie niepożądanych działań lub
ograniczając tę możliwość – jeśli np. masz tendencję do zadłużania
się na karcie kredytowej, to najskuteczniejszym sposobem będzie
pozbycie się karty. Ja nazywam to mądrym oszukiwaniem samego

siebie.
• Konsekwentnie zmuszając się do działania w określony sposób
i wyrabiając nowe nawyki – jeśli nie da się inaczej, trzeba będzie
walczyć ze sobą. To najtrudniejsze, ale można to sobie ułatwić,
wprowadzając pewne żelazne zasady i zawierając swoisty kontrakt
z samym sobą.
No to po kolei…
Największym wrogiem i zagrożeniem dla naszych finansów jesteśmy
my sami.

Automatyzacja finansów osobistych
Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Spójrzmy prawdzie w oczy: jesteśmy
leniwi. Robimy to, co musimy. Na to, co moglibyśmy robić, albo co powinniśmy
robić, rzadko starcza nam czasu. A przynajmniej tak sobie wmawiamy. Dobra
wymówka nie jest zła.
Czy to źle? Absolutnie nie! Lenistwo jest motorem napędowym rozwoju
naszego gatunku. Tam, gdzie pojawia się konkretna potrzeba, ktoś w końcu
znajduje rozwiązanie, które pozwala osiągnąć pożądany efekt mniejszym
wysiłkiem.
Czujesz zapewne, że wyrobienie poprawnych nawyków nie będzie łatwe.
Dlatego na początek wspólnie wprowadzimy do Twoich finansów innowację,
która nie wymaga ciężkiej i systematycznej pracy nad sobą, a jednocześnie
szybko przyniesie pożądane efekty. Zamiast rozwiązywać problem, obejdziemy
go. Pokażę Ci, jak będąc świadomym swoich ułomności, możesz przechytrzyć
samego siebie. Właśnie tak działa finansowy ninja – tam, gdzie nie może
rozwiązać problemu, szuka sposobu na to, jak go ominąć w optymalny sposób.
Jeśli więc w Twoich finansach panuje bałagan, to nie zmuszając się do
oszczędzania i zmiany nawyków, wykonasz za chwilę milowy krok w kierunku
odzyskania kontroli nad własnymi finansami.
Czytelnikom mojego bloga tłumaczę, że mając duże zarobki, mogą osiągnąć
cele budżetowania nawet bez prowadzenia budżetu domowego. Muszą tylko
zadbać o to, aby generowane co miesiąc nadwyżki finansowe rzeczywiście
trafiały tam, gdzie powinny: na konta oszczędnościowe lub lokaty terminowe.
Problem w tym, że ręczna realizacja tego zadania w długofalowej perspektywie
może się nie powieść. Z kilku powodów:

• Jesteśmy leniwi.
• Prędzej czy później znajdziemy dobry powód, aby takiego przelewu nie
wykonać bądź zmienić jego kwotę.
• Możemy po prostu zapomnieć o wykonaniu przelewu. W praktyce
każdy wakacyjny wyjazd natychmiast rujnuje system oparty na
przelewach wysyłanych ręcznie.
Rozwiązaniem
jest
automatyczne
wykonywanie
wszystkich
zaplanowanych przelewów i płatności. Tych związanych z zasilaniem kont
oszczędnościowych, ale też z płatnościami czynszu, abonamentów
telefonicznych, RTV i innych rachunków, spłatą całego zadłużenia na kartach
kredytowych itd.
Zbudowanie własnego, automatycznego systemu opłacania rachunków jest
wręcz niezbędne, jeśli jesteś aktywnym uczestnikiem różnych promocji
bankowych (poświęcam im oddzielny rozdział). Im więcej masz kont
i rachunków, tym trudniej nad nimi zapanować. Automatyzacja rozwiązuje
przede wszystkim następujące problemy:
• Terminowe regulowanie wszystkich płatności. I to bez Twojego
udziału.
• Spełnienie wymogów przeróżnych promocji bankowych,
np. zasilanie kont konkretnymi kwotami co miesiąc.
• Systematyczne odkładanie oszczędności.
• Brak konieczności zaprzątania sobie głowy płatnościami oraz
zaoszczędzenie czasu i energii.
Ogólnie rzecz biorąc, celem automatyzacji finansów osobistych jest
zbudowanie zestawu naczyń połączonych, w którym większość operacji
finansowych wykonuje się automatycznie – bez Twojego udziału i bez
konieczności pamiętania o nich. Przelewy same się wysyłają, rachunki same się
płacą.
Najpierw trzeba jednak skonstruować taki system. Już samo przymierzenie
się do tego może pomóc znacząco uporządkować finansowy bałagan. Wymusza
bowiem świadome zaplanowanie przepływów finansowych, i to na kilka miesięcy
do przodu.
Najłatwiej będzie to zrobić, jeśli prowadzisz już budżet domowy. Wtedy
dokładnie wiesz, ile wydajesz co miesiąc, jakiej wysokości opłaty ponosisz oraz
ile oszczędności Ci zostaje. Wiesz także, ile powinieneś odkładać co miesiąc,
np. żeby zbudować finansową poduszkę bezpieczeństwa (dojdziemy do tego
tematu).

Ale nawet jeśli nie prowadzisz budżetu, możesz zbudować podstawowy
automat finansowy. To dobry krok w kierunku tzw. proaktywnego planowania
finansów. Jest ono przeciwieństwem działania reaktywnego, w którym skupiasz
się na gaszeniu pożarów. Nawet bez budżetu automatyzacja może dać
namiastkę poczucia kontroli nad finansami. Pieniądze będą pracować zgodnie
z Twoimi wytycznymi, bez konieczności logowania się przez Ciebie do kont
bankowych i martwienia, że któraś z płatności Ci umknęła.

Najpierw płać sobie!
Automatyzacja finansów idealnie wpisuje się w jedną z podstawowych
reguł oszczędzania: „Najpierw płać sobie”. Większość planów
dotyczących systematycznego oszczędzania rozbija się w pył
w obliczu faktu, że zazwyczaj na koniec miesiąca brakuje pieniędzy.
W takiej sytuacji wiele osób mówi: „Nie mam z czego oszczędzać”.
Rozwiązanie jest banalnie proste: najpierw płać sobie, a dopiero
potem – z pozostałych pieniędzy – reguluj rachunki i pokrywaj
comiesięczne koszty (czyli płać innym).
Finansowy ninja dobrze wie, że oszczędzać należy wtedy, gdy ma
się pieniądze – najlepiej od razu po wypłacie. Doskonale w tym pomaga
ustawienie automatycznych przelewów z konta ROR na konto
oszczędnościowe. Raz ustawiony przelew będzie realizowany co
miesiąc. Jeśli z jakiegoś powodu na koncie zabraknie środków, to
dyspozycja po prostu się nie wykona. Jednocześnie całkowicie uwolnisz
się od konieczności myślenia o comiesięcznym odkładaniu pieniędzy.
Dzięki temu przestaniesz czuć jakiekolwiek emocje związane
z oszczędzaniem. Będzie się to działo automatycznie i poza Twoją
uwagą, dzięki czemu nie będziesz wystawiał swojej silnej woli na próbę.
Krótko mówiąc, automatyzacja to w pewnym sensie oszukiwanie
samego siebie, ale w pozytywnym znaczeniu. Czego oczy nie widzą,
tego sercu nie żal – powiedzenie to idealnie sprawdza się w tym
przypadku. Kluczem do stopniowego bogacenia się jest
systematyczność, a gwarantuje ją automatyzacja finansów.
Jak duża powinna być oszczędzana kwota? To zależy od Twoich
możliwości. Dobrą praktyką jest odkładanie co najmniej 10% zarobków
netto, ale jeśli jeszcze nie oszczędzasz, to zacznij od małych kwot,
np. 50 zł miesięcznie. Stopniowo zwiększaj kwotę o kolejne
kilkadziesiąt złotych. Przekonasz się, że oszczędzanie nie boli.

JAK ZAPLANOWAĆ AUTOMATYZACJĘ FINANSÓW

Do planowania systemu przelewów nie potrzeba żadnego zaawansowanego
rozwiązania. Dobrze sprawdza się staroświeckie podejście: po prostu przygotuj

kilka czystych kartek, które będą Twoim brudnopisem. Przy dużej liczbie kont
i zobowiązań można dodatkowo posłużyć się nożyczkami i przygotować sobie
karteczki z nazwami kont oraz kwotami. Z ich pomocą szybko ułożysz puzzle
opisane w poniższych punktach. Na koniec wszystko można udokumentować za
pomocą zdjęcia lub po prostu przepisać na czystą kartkę.

Jak zaplanować automatyzację finansów?

Kolejnym krokiem jest odwzorowanie systemu narysowanego na kartkach
przez przygotowanie odpowiednich zleceń przelewów w bankach. Poniżej
przedstawiam krótką instrukcję, jak samemu opracować i uruchomić taki
automat.

Krok 1: Inwentaryzacja wszystkich kont, płatności i zobowiązań
Pierwszy krok to inwentaryzacja stanu posiadania:
1. Zrób

listę wszystkich kont.
2. Zrób listę wszystkich stałych rachunków płaconych co miesiąc.
3. Podziel listę rachunków na płatności ze stałą kwotą i te, w których kwota
zmienia się co miesiąc (np. rachunek za telefon, prąd, gaz). W przypadku
tych drugich warto założyć kwotę z 10-proc. marginesem (jeśli zazwyczaj
płacisz 160–180 zł za prąd co dwa miesiące, to na konto, z którego
regulujesz płatność, możesz przelewać 100 zł co miesiąc).
4. Dodaj do listy także przelewy wynikające z budżetu domowego (o ile go
prowadzisz), np. zasilenie funduszu awaryjnego, powiększenie poduszki
finansowej albo odłożenie pieniędzy na fundusze celowe (pieniądze na
wakacje, emeryturę lub dla dzieci).
5. Jeśli masz kilka kont i kart, to zdecyduj, z którego konta będziesz
wypłacać pieniądze w bankomacie i której karty debetowej będziesz
używać podczas zakupów. To konto także trzeba uwzględnić na liście
przelewów i zasilić odpowiednią kwotą – taką, jaką mniej więcej wydajesz
co miesiąc. Jeśli spisujesz wydatki, nie powinieneś mieć problemu z jej
ustaleniem.
Nawet jeśli budżet planujesz procentowo, np. 10% zarobków
przeznaczasz na budowę poduszki finansowej, to w przypadku planowania
automatyzacji zdecydowanie warto zamienić te procenty na konkretne
kwoty w złotówkach.

Krok 2: Określenie sekwencji przelewów i kwot
Po pierwszym kroku pora trochę skomplikować zadanie:
Przy każdym koncie spisz związaną z nim listę wymogów (np. do
spełnienia warunków promocji lub utrzymania bezpłatności konta). Jeśli
masz kredyt hipoteczny, to być może zgodziłeś się na zasilanie konta
pensją w określonej wysokości. Opisz te wymogi słownie: „wpływ pensji
w wysokości co najmniej 1 tys. zł”, „minimum 3 przelewy miesięcznie”,
„minimum 500 zł płatności kartą debetową” itp.
2. Posiłkując się przygotowaną listą kwot, zdecyduj, z którego konta
wykonywane będą konkretne przelewy i płatności (także za zakupy).
W tym momencie warto skorzystać z nożyczek i ułożyć karteczki
1.

z konkretnymi nazwami operacji oraz kwotami przy konkretnych kontach,
np. „czynsz = 540 zł”. Taka wycinanka pomaga zapanować nad całością,
a także zauważyć, gdzie są jeszcze braki w spełnieniu minimalnych
wymagań banków.
Gdy przyporządkujesz płatności do kont, pozostanie jeszcze określenie
sekwencji działań. Ta czynność zabiera najwięcej czasu. Być może będziesz
musiał cofnąć się do poprzednich kroków, bo znajdziesz lepszy sposób na
przyporządkowanie poszczególnych płatności.
1. Zsumuj

kwoty zaplanowanych płatności na każdym z kont. To pozwoli
Ci ustalić, jaka sumaryczna kwota powinna trafiać na dane konto. Ja dla
uproszczenia zaokrąglam kwoty do pełnych setek złotych w górę.
2. Kiedy znasz już powyższe kwoty, określ sekwencję przelewów
między kontami. Po prostu oznacz poszczególne transfery strzałkami,
wpisując przy nich kwoty, które muszą wpływać na dane konto.
3. Na końcu określ, które konto będzie pierwszym elementem domina.
To z niego będzie inicjowana sekwencja przelewów. Po zsumowaniu
wszystkich kwot przelewów z tego konta będziesz wiedzieć dokładnie, ile
pieniędzy musisz co miesiąc wpłacić na nie „ręcznie”. Byłoby optymalnie,
gdyby na to konto wpływała pensja od pracodawcy.
I teraz wskazówka: jeśli więcej niż jeden bank wymaga od Ciebie
„wpływu wynagrodzenia”, możesz zastosować prosty trik. Wykonując
przelew między kontami, wpisz w jego tytule np. „To nie jest
WYNAGRODZENIE ZA 2016.10”. W niektórych bankach wystarczy już samo
słowo „wynagrodzenie”, aby wpływ na konto został właśnie tak
sklasyfikowany.

Krok 3: Zaplanowanie dat przelewów
Ostatni krok to zadbanie o to, by system był odporny na opóźnienia
w realizacji zleceń przelewów przez same banki. Jeśli Twój system jest
prosty i opiera się wyłącznie na przelewach w obrębie jednego banku, to
przykładowa sekwencja może wyglądać następująco:
• Pierwszego dnia miesiąca wykonujesz ręcznie przelew z konta
oszczędnościowego na konto ROR.
• Na drugi dzień miesiąca może być zaplanowane automatyczne
wykonanie wszystkich przelewów i płatności z konta ROR.

Sytuacja komplikuje się, jeśli posługujesz się kontami w różnych
bankach. Przelewy międzybankowe wykonywane są tylko w dni robocze,
więc Twój system musi zabezpieczać Cię przed opóźnieniami związanymi
z weekendami i świętami. Musisz jednocześnie pilnować terminowej
realizacji opłat.
Przykładowo: Jeśli weźmiesz pod uwagę Święto Pracy i na ten dzień
zaplanujesz pierwszy przelew do innego banku, a tak się pechowo złoży, że 1
maja wypadnie w piątek, to w praktyce przelew wyjdzie z banku dopiero
w poniedziałek, czyli 4 maja. Gdybyś w kolejnym banku miał zaplanowany
przelew na drugi dzień każdego miesiąca, to mogłoby się okazać, że bank
próbowałby go wykonać, zanim z pierwszego konta wpłyną pieniądze. Cała
sekwencja się posypie z powodu braku środków i zaplanowane przelewy nie
zostaną wykonane. A tego nie chcesz.
Dlatego w przypadku transferów między bankami warto uwzględnić
kilkudniowe odstępy w realizacji kolejnych przelewów. Bezpieczne będzie
przyjęcie takiego scenariusza:
• Zawsze ręcznie zasilaj pierwsze konto ROR pierwszego dnia miesiąca.
• Drugiego dnia miesiąca niech wychodzą z konta ROR przelewy do
innych banków.
• Kolejne przelewy ustaw nie wcześniej niż na piąty dzień miesiąca.
• Jeśli sekwencja obejmuje jeszcze jakiś inny bank po drodze, to
przelewy z tego banku realizuj np. dziewiątego dnia miesiąca.
W moim przypadku większość okresowych płatności, np. czynsze, musi
trafić do odbiorców do dziesiątego dnia miesiąca, więc wszystkie płatności
realizowane są w terminie.

Krok 4: Ustawienie zleceń w bankach
Gdy ułożysz schemat przelewów, przepisz go na czystą kartkę. To będzie
Twój „rozkład jazdy”. Teraz możesz podjąć decyzję, które z przelewów
wykonywane będą automatycznie, a które zrealizujesz ręcznie.
Jeśli kwota przelewów jest stała, to w bankach można ustawić zlecenia
stałe, czyli takie przelewy, które bank wykona automatycznie z zadaną
cyklicznością. Gorzej, gdy wartość opłat zmienia się z miesiąca na miesiąc.
Wówczas masz dwie możliwości:
• Logować się do banku po otrzymaniu rachunku i zlecać ręcznie
wykonanie przelewu.
• Wydać dyspozycję automatycznego obciążania konta przez wystawcę

rachunku. Tę opcję płatności udostępniają tylko najwięksi operatorzy
telekomunikacyjni i dostawcy energii. Warto też sprawdzić w tabeli
opłat i prowizji banku, czy nie pobiera on dodatkowych opłat za obsługę
tego typu przelewów.
W Polsce konkurują ze sobą dwa sposoby automatycznego regulowania
opłat. Pierwszym jest tzw. polecenie zapłaty, drugim – usługa Invoobill,
świadczona przez Krajową Izbę Rozliczeniową. Bez względu na to, którą
metodę wybierzesz, po uruchomieniu usługi bank będzie otrzymywał
rachunki od konkretnych dostawców i automatycznie realizował płatność po
ich otrzymaniu. Ty musisz tylko zatroszczyć się o to, by na koncie
znajdowały się pieniądze wystarczające na pokrycie zobowiązania.
Można się zastanawiać, czy zgoda na automatyczne obciążanie
rachunku bankowego nie pozbawia klienta kontroli nad płatnościami. Co
jeśli wystawca rachunku pobierze zbyt dużą kwotę? Taka sytuacja
teoretycznie jest możliwa, ale w zdecydowanej większości przypadków
obawy o to są nieuzasadnione. Zastanów się: kiedy ostatnio
zakwestionowałeś wysokość jakiegoś rachunku? Nawet jeśli miałoby się coś
takiego wydarzyć, to i tak wniesienie ewentualnej reklamacji nie zwalnia Cię
z konieczności opłacenia rachunku, choćby o niesłusznej Twoim zdaniem
wysokości. Podsumowując, w relacjach z operatorami telekomunikacyjnymi
i dostawcą prądu bez obaw można zdecydować się na automatyczne
regulowanie płatności przez bank.

Krok 5: Kontroluj, czy system działa, i zarządzaj „końcówkami”
Ostatni etap to okresowa kontrola, czy system automatyzacji finansów
działa poprawnie. Najlepiej robić to przy okazji spisywania wydatków.
Ja posługuję się darmową aplikacją Microsoft Money, która umożliwia
zarządzanie okresowymi płatnościami. W sekcji „Bills” mam
odzwierciedlone te same zlecenia, które przygotowałem wcześniej w banku.
Sprawdzając historię operacji na kontach, weryfikuję, czy wszystkie
przelewy wykonały się prawidłowo.
W systemie automatyzacji zostawiam sobie margines bezpieczeństwa,
czyli zawsze przelewam nieco więcej pieniędzy, niż potrzeba na
uregulowanie opłat. Transfery między kontami zaokrąglone są do pełnych
setek złotych. Mniej więcej raz na kwartał zarządzam „końcówkami”, czyli
nadwyżkami, które pojawiły się na poszczególnych kontach. Przelewam je
z powrotem na podstawowe konto ROR lub konkretne konta
oszczędnościowe. W ten sposób szybciej przyrasta moja poduszka

bezpieczeństwa lub fundusz na przyszłe wakacje.
Oczywiście nadwyżki możesz wykorzystać w dowolnym celu,
np. potraktować jako nagrodę za to, że mieścisz się w budżecie, i po prostu
wydać na przyjemności.
TUNING SYSTEMU AUTOMATYCZNYCH FINANSÓW

Im lepiej przemyślisz automatyzację, tym lepsze efekty będzie dawał Twój
system, np. w zakresie wypracowywanych odsetek. Kilka podpowiedzi:
• Warto otworzyć w swoim banku dodatkowe subkonta
oszczędnościowe. Z jednej strony pomogą zbierać fundusze na
konkretne cele, z drugiej – w widoczny sposób oddzielą pieniądze na
codzienne wydatki od oszczędności.
• Na koncie ROR trzymaj minimalną ilość gotówki. Staraj się, aby
większe oszczędności gotówkowe zawsze pracowały na
oprocentowanych kontach oszczędnościowych lub lokatach. Na ROR
trzymaj tylko tyle, ile potrzebujesz w danym miesiącu wypłacić
z bankomatów lub przeznaczyć na zakupy kartą debetową.
• Opłaty stałe reguluj z tych kont, na których zobowiązany jesteś
wykonywać określoną liczbę transakcji lub wydać konkretną
kwotę.
• Niekoniecznie trzeba dążyć do pełnej automatyzacji. Równie
dobrze można mieć rozpisany na kartce plan comiesięcznych działań
i po prostu wykonywać je po kolei, gdy przyjdzie na to pora. Już sam
taki plan uwolni Cię od konieczności każdorazowego zastanawiania się,
w jakiej kolejności powinieneś wysłać przelewy i czy na pewno
wystarczy na nie pieniędzy.
Minusem pełnej automatyzacji jest to, że każda zmiana systemu wymusza
jego ponowne zaplanowanie. U mnie nie dzieje się to często. System modyfikuję
mniej więcej raz na 6–10 miesięcy. Każdorazowo zabiera mi to ok. godziny
planowania i ustawiania przelewów, ale oszczędza dużo czasu i energii co
miesiąc.
Jakie efekty daje dobrze zaplanowana automatyzacja? Zobacz, co się stało:
teoretycznie nie zmieniłeś niczego w swoich finansach. Uporządkowałeś tylko
istniejący stan rzeczy. A przy okazji osiągnąłeś inne pozytywne skutki:
• zyskałeś poczucie kontroli,
• zidentyfikowałeś niepotrzebne konta. Możesz je zamknąć i obniżyć
wydatki (o ile prowadzenie konta wiązało się z opłatami),

• wdrożyłeś system, który działa niezależnie od Twojego widzimisię,
nastroju i tego, czy masz czas na zarządzanie finansami.
Najważniejszym efektem jest jednak to, że raz wykonana praca zaoszczędzi
czas w kolejnych miesiącach. To esencja działalności finansowego ninja – który
rozumie, że aby poprawić swoje życie w przyszłości, teraz musi się napracować.
I właśnie to będziemy robić w kolejnych rozdziałach.

Żelazny reżim finansowy
Niestety nie wszystko da się zautomatyzować. O ile można zaplanować zlecenia
stałe w bankach, o tyle niestety nie da się zaprogramować nas samych. Czy tego
chcemy, czy nie – ulegamy emocjom. W przypadku niektórych ludzi łatwy
dostęp do pieniędzy powoduje, że podejmują głupie decyzje zakupowe, a potem
ich żałują. W takim wypadku pomaga wdrożenie żelaznej dyscypliny finansowej
i uniemożliwienie sobie wykonywania działań, których później byś żałował.
Dobrze sprawdza się tu biblijna zasada: „Jeśli twoja ręka lub noga jest dla
ciebie powodem grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie” (Mt 18, 8). Nie nawołuję
do samookaleczania, ale dokonanie chirurgicznych cięć w finansach jest w pełni
uzasadnione.
Jeśli od czasu do czasu pocieszasz się po złym dniu wycieczką do galerii
handlowej i odreagowujesz go na zakupach, to konieczne jest podjęcie
radykalnych kroków. Czasami nie wystarcza postanowienie: „Więcej tak nie
będę robił”. Lepiej zastosować skuteczniejsze sposoby, wtedy gdy pokusy
jeszcze nie ma. Czy poszedłbyś coś kupić, gdybyś nie miał przy sobie pieniędzy
ani kart? Ano właśnie…
Z emocjami i spontanicznymi decyzjami zakupowymi możesz radzić sobie
łatwiej, niż Ci się wydaje:
• Jeśli nadmiernie zadłużasz się na karcie kredytowej – wystarczy
zrezygnować z jej używania. Zamiast niej możesz z powodzeniem
używać karty debetowej, która nie niesie ze sobą tak dużego ryzyka
wpadnięcia w długi.
• Jeśli nie masz świadomości, ile wydajesz, płacąc kartami – warto
całkowicie przejść na płatności gotówką. Kiedy płacisz gotówką,
dokładnie widzisz i czujesz, ile pieniędzy wydajesz.
• Jeśli pomimo przejścia na płatności gotówką nie umiesz na
bieżąco kontrolować i ograniczać wydatków – warto zastosować

tzw. system kopertowy (opisany w kolejnym rozdziale).
Masz do dyspozycji wiele sposobów na uporanie się ze złymi nawykami.
Warunek jest jeden: musisz myśleć z wyprzedzeniem i chcieć również z
wyprzedzeniem zastosować konkretne rozwiązania. Przygotować je
w optymalnych warunkach, gdy nie jesteś jeszcze wystawiony na pokusy. Potem
wystarczy konsekwentnie trzymać się wypracowanych zasad. To nie jest łatwe,
ale właśnie po to staramy się stworzyć sobie jak najlepsze warunki, by udało
nam się wytrwać.

Kontrakt z sobą samym
Jeśli jesteś przygotowany na wydarzenia, które mają nastąpić, i uświadamiasz
sobie możliwe scenariusze rozwoju sytuacji, to wiesz, czego unikać. Z grubsza
wiesz też, jakie działania przybliżą Cię do realizacji celów, a które Cię od nich
oddalą.
W teorii wszystko to wygląda pięknie. Niestety w praktyce często jest tak, że
złe nawyki biorą górę. Podejmujemy bowiem zbyt mało wysiłku, żeby
postępować inaczej. Zmiana siebie nigdy nie jest łatwa. Jesteśmy inteligentni
i zawsze potrafimy znaleźć wytłumaczenie, dlaczego postępujemy w taki, a nie
inny sposób. Potrafimy znaleźć niekorzystne „czynniki zewnętrzne”, które
„uniemożli